
Smuda na towarzyski dwumecz powołał autorską kadrę. Znalazł w niej miejsce zarówno dla doświadczonych piłkarzy jak i dla graczy młodego pokolenia. Mimo to nie zadziałał efekt nowej miotły. Reprezentacja pod wodzą Smudy prezentowała styl, a raczej brak stylu znany za panowania Beenhakkera. Nowi zawodnicy nie wpłynęli na poprawę gry drużyny narodowej.
Jednak porażka z Rumunią nie powinna stanowić pretekstu do krytyki nowego selekcjonera. Smuda nie raz udowadniał, że na swoim fachu zna się jak mało który trener w Polsce. Musi upłynąć trochę wody w Wiśle, aby reprezentacja pod rządami Smudy grała na miarę oczekiwań.
Na oceny i ewentualną krytykę przyjdzie czas za kilka miesięcy. Na razie Smuda podlega okresowi ochronnemu, by mógł skupić się na spokojnej pracy.
Jednakże z sobotniego spotkania trzeba wyciągnąć wnioski. Po pierwsze, nie należy zaglądać zawodnikom w metrykę. Kamil Kosowski pokazał, że mimo trzydziestki na karku nie musi być gorszy od młodszych kolegów. Mało tego, gracz APOEL-u Nikozja był najjaśniejszą postacią w naszym zespole. Po drugie, Ludovic Obraniak ustawiony w środku pola może wnieść do gry więcej polotu niż biegając przy linii bocznej. Zagrywane przez niego prostopadłe piłki siały popłoch w defensywie rywali i znamionowały wysoką klasę zawodnika. Po trzecie, następnym razem należy zastanowić się nad wyborem gospodarza meczu. W sobotę płyta przy Łazienkowskiej najmniej nadawała się do… gry w piłkę.
Smuda o przegranym debiucie musi zapomnieć. Już w środę będzie miał szansę na rehabilitację. Jeśli wygramy z Kanadą, kibice nie będą długo rozpamiętywali ostatniej porażki. Misja pt: "Euro 2012" rozpoczęła się źle, ale to dopiero początek drogi do celu. Oby była ona jak najmniej kręta.