Facebook Google+ Twitter

Smuda w wirze pracy

Niewielu trenerów ma w dzisiejszych czasach taki komfort pracy, jak szkoleniowiec reprezentacji Polski. Pozorny spokój nie ma jednak odzwierciedlenia w atmosferze towarzyszącej jej występom.

Ten plik udostępniony jest na licencji Creative Commons / Fot. Wikimedia CommonsPraca selekcjonera jest szczególnym wyróżnieniem dla trenera. W myśl zaleceń UEFA ma on być kreatorem dyscypliny w kraju, wyznaczać nową jakość w trenerskiej sztuce oraz stać na straży obowiązujących standardów. Trenowanie reprezentacji to z jednej strony największy zaszczyt, o jakim marzą ci wiecznie krzyczący z ławki narwańcy, z drugiej natomiast jest to niewdzięczna robota. Bez przerwy na świeczniku, telefon nie milknie o żadnej porze dnia i nocy, nieustanne pytania, krytyka, wątpliwości, nieliczne pochwały, presja czasu i wyników. Nawet najbardziej doświadczonemu i twardemu facetowi na ławce trenerskiej może zakręcić się w głowie od szumu wokół swojej osoby.

Dopiero za czwartym podejściem Smudzie dane było zacząć przygodę z drużyną narodową. Gdy 29 października obejmował stanowisko selekcjonera, jak rzadko kiedy z wyborem władz PZPN zgadzała się większość kibiców. Trener z charakterem, nie pozwoli zawodnikom wejść sobie na głowę, będzie panował nad atmosferą w drużynie i nie będzie się bał podejmowania niepopularnych decyzji – tak reklamowano głównego budowniczego polskiej kadry. W swoim piłkarskim CV ma on m.in. trzy mistrzostwa Polski, puchar Polski, występy z Widzewem w fazie grupowej Ligi Mistrzów oraz 1/16 finału Pucharu UEFA z poznańskim Lechem. Żaden z obecnych ligowych trenerów nie może pochwalić się większym dorobkiem.

Smuda podkreślał swoją niezależność i wziął na siebie całą odpowiedzialność za kadrę. Szefowie związku zaproponowali mu dwuletnią umowę, zapewniając o dotrzymaniu jej warunków nawet w przypadku niepowodzeń w sparingach. Za jedyny cel wyznaczyli przygotowanie drużyny na Euro 2012.

Dla kogo kadra?

W styczniu tego roku reprezentacja wyjechała na egzotyczne tournee do Tajlandii. Jako że termin turnieju nie figurował w kalendarzu FIFA, do Azji mogli pojechać tylko zawodnicy z polskiej ligi. Kilka tygodni przed odlotem selekcjoner zapowiedział, że powoła po jednym zawodniku z każdej drużyny Ekstraklasy. Rzecz jasna tej inicjatywy nie udało się zrealizować. Niestety, to nie pierwsza i nie ostatnia publicznie wygłaszana opinia, które nie pokrywa się w faktach z późniejszymi decyzjami.

Po wrześniowym meczu z Australią smutki w alkoholu próbowali zatopić Maciej Iwański i Sławomir Peszko (przynajmniej oni zostali przyłapani). - Dla nich w mojej kadrze nie ma miejsca - grzmiał szkoleniowiec, już wcześniej napominając zawodników o surowych konsekwencjach nieprzestrzegania jego regulaminu. Nie minęły dwa miesiące, a coach zdążył ogłosić w mediach, że pomocnik Lecha zrozumiał swój błąd i może liczyć na powołanie w następnych spotkaniach.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.