Facebook Google+ Twitter

Smutne a rzeczywiste... Doświadczyńskiego przypadki

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-07-11 11:45

Za czasów biskupa Krasickiego nikomu nie przyszło do głowy pytać autorów o zgodę na tłumaczenie ich dzieł. Brano je z bibliotecznych półek i kto tylko chciał, podpisywał się własnym nazwiskiem pod dziełem prawdziwego autora.

Już starożytni mędrcy mawiali: Czasy się zmieniają, a ludzie wraz z nimi... Czyżby? Podobno przypadek potwierdza każdą, nawet najbardziej absurdalną regułę. No to do dzieła, sięgam w zakamarki własnej i cudzej pamięci.

Przypadek 1

 / Fot. www.tvp.plSzef prosi Cię o wprowadzenie nowo przyjętej do pracy osoby w tajemnice zawodowe i arkana biurowej codzienności. Zawierzasz mu naiwnie całe swoje doświadczenie i dorobek wielu lat pracy. Zanim się zorientujesz młody, zdolny do wszystkiego gagatek w lot pojmie sposób zaistnienia w firmie i awansuje właśnie na twoje miejsce. Inni przezornie obserwując Nowego czujnie pilnowali z trudem zdobytego stanowiska. Strzeżonego Pan Bóg strzeże!... Nikt Ci nawet nie współczuje, bo jak tu współpracować z kimś tak lekkomyślnym, beztrosko dzielącym się z pierwszym lepszym parweniuszem tym, co bezcenne i trudne do odzyskania.

Przypadek 2

Jesteś autorem świetnego pomysłu. Znajdujesz ciekawych bohaterów swojej opowieści, przelewasz projekt na papier i zlecasz współpracownikowi organizację zdjęć do programu. Kierownik produkcji otrzymuje od Ciebie listę telefonów, adresów elektronicznych i miejsc zamieszkania pozyskanych do współpracy osób. Do kompletu dołożysz mu prace literackie, dokumentację tematu, aby to wszystko zaakceptowała dyrekcja. Sprytny kombinator dopisuje wszędzie swoje nazwisko skreślając przy okazji Twoje. Dla niepoznaki dopisuje kilka zdań od siebie, wymienia stare zdania na nowe i w ten sposób scenariusz przybiera pozory zupełnie innego utworu. Zgłasza kierownictwu powierzony mu przez Ciebie pakiet, jako własny pomysł. Zadba przy tym, by wszystko, co robi nie zostało przez Ciebie zauważone. Ufając mu narażasz się na opinię ofiary losu, którą tak łatwo oszukać. Prawo autorskie jest bezsilne, kodeks honorowy dawno już nieaktualny, a na pojedynek można wyzwać tylko ludzi honoru. Amator owoców cudzej pracy do takich nie należy.

Przypadek 3

Z czasem stajesz się coraz bardziej ostrożny, bo inteligencja cechuje ludzi potrafiących wyciągać wnioski z niepowodzeń. Piszesz to, czym chciałbyś się podzielić z czytelnikiem, widzem i odbiorcą Twoich wyobrażeń. Świetną witryną takich prezentacji jest nomen omen platforma dziennikarzy obywatelskich. Internet oferuje coraz więcej witryn dla natchnionych twórców. Publikowanie w sieci pozwala sprawdzić, czy kogoś obchodzi opisany przez Ciebie temat. Dzięki komentatorom przekonasz się o wartości, wadach i faktach, o których nawet nie masz pojęcia, bo przecież nikt nie wie o wszystkim na świecie. Kiedy wreszcie dochodzisz do wniosku, że zaprezentowany publicznie temat wywołuje zainteresowanie decydujesz się poddać tekst ocenie w tzw. profesjonalnych mediach publicznych. Wysyłając to opracowanie liczysz na podpisanie umowy na scenariusz, oczywiście w przypadku zainteresowania ludzi decydujących o losie przedstawionych do oceny tekstów. Tylko w ten sposób możesz czuć się zabezpieczony przed złodziejami. W odpowiedzi redaktor żąda jednak od Ciebie scenariusza. Powracasz do punktu wyjścia...

Przypadek 4

Producent z operatorem zdjęć jest w trakcie decydującej rozmowy o przyjęciu projektu przez zleceniodawcę. W zamian za 150 tysięcy złotych mają przez rok rejestrować na taśmie budowę mostu przez Wisłę. Suma podana przez producenta wydaje się zleceniodawcy za wysoka. Nie mija kwadrans, a do gabinetu zleceniodawcy powraca operator oferujący o wiele mniejszą kwotę, na którą otrzymuje zlecenie filmowania mostu. Podobno chytry dwa razy traci, a tu przeciwnie, przebiegły tryumfuje.

Przypadek 5

Zgłaszam kompletnie opracowany projekt do oficjalnie funkcjonującego systemu komunikacji TVP z autorami. Oczywiście zostaje on odrzucony. Usiłując się dowiedzieć przyczyn braku akceptacji odnośnie zgłoszonego tematu można mieć jedynie nadzieję, że system wypluje jeden z dyżurnych komunikatów. Jeden z nich zacytuję, bo mówi bardzo wiele o stylu myślenia i działania telewizyjnych programatorów na ludzkich etatach. Zadałem sobie proste pytanie, czy nie taniej skonstruować jakieś androidy, które z wdziękiem poczęstują autora złożonego scenariusza takim oto komunikatem:

" Decyzja w sprawie propozycji programowej: PRP-5274Q
Data: 2007-06-05
Telewizja Polska S.A. dziękuje za zainteresowanie współpracą w tworzeniu programu telewizyjnego. Pragniemy poinformować, że aktualnie nie możemy brać Pani/Pana projektu pod uwagę. Będziemy wdzięczni za ponowne złożenie przez Panią/Pana swojego projektu w momencie uruchomienia przez TVP S.A. nowych kanałów tematycznych. Jednocześnie informujemy, że rozwiązaniu ulega umowa o udostępnieniu propozycji programowej na wyłączność Programu/TVP. Niezależnie od tego, TVP zachowuje prawo do bezterminowej archiwizacji propozycji programowej. Zachęcamy do dalszej współpracy."


Więcej przypadków już nie będzie. Zacząłem od cytatu starożytnych filozofów. Skończę więc dialogiem z nowożytnego dramatu. System jest wspaniały... tylko ludzie jacyś mali.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 18.07.2008 07:32

Bezradność jurystów wyraził jeden z nich przyznając, że jeżeli "kradziej" zmieni w źródłowym tekście przecinek na myślnik, to już nie jest to ten sam utwór i wymaga ekspertyzy. Wystarczy więc zmienić szyk wyrazów w zdaniu, wtrącić kilka uzupełnień, coś poskreślać i autor jest bezradny wobec spryciarza. Szczęście sprzyja silniejszym i dlatego scenarzyści zrzeszają się w stowarzyszenie. To może być pewne antidotum na bezprawie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Źle skonstruowane prawo stwarza możliwości dowolnej interpretacji i stwarza cwaniakom okazje do żerowania na cudzej pracy. +)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.07.2008 21:58

Nawet pomysł różni się tak, jak różnią się od siebie ludzie, którzy go zapiszą albo opowiedzą. Taki skrypt można zastrzec w US Copyright Office albo w niemieckiej firmie FRAPA (Format Recognition and Protection Association) ewntualnie w polskiej - KIPA.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.07.2008 21:21

Ten sam lub podobny pomysł może mieć jednocześnie wiele osób. Poza tym jak udowodnić o czym się myślało ? Dlatego chronione prawem mogą być zrealizowane.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.07.2008 20:14

Wracam właśnie z sympozjum scenarzystów, gdzie współwłaściciel kancelarii prawnej powiedział wprost, że
1/ pomysł na scenariusz nie jest chroniony
2/ format(czyli struktura cyklu programów) także nie jest chroniony
3/ O tym, co jest utworem, orzeka sąd
Suma summarum lwia część zagadnień pozostaje w sferze szerokiej i dowolnej interpretacji. Wspaniałe pole do działalności wszelkiej maści kombinatorów. Orzeczenia stowarzyszeń twórczych i związków autorów są jedynie materiałem poglądowym podczas rozprawy pokrzywdzonego autora przeciwko złodziejom.

Komentarz został ukrytyrozwiń

bezsens

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.