Pozycja materiału w rankingach:
Kto w komunie był człowiekiem aktywnym zawodowo i społecznie, ten miał jak w banku wcześniej czy później tłumaczenie się przed funkcjonariuszami służby bezpieczeństwa. Taki to już był system. Dzisiaj o mojej kolejnej "przygodzie" z funkcjonariuszami służby bezpieczeństwa i ich gorliwym informatorem.
W połowie lat 80-tych pracowałam w powszechnie znanej i popularnej w moim mieście placówce upowszechniania kultury. Pełniąc tam funkcję zastępcy kierownika d/s programowych, stawałam na głowie, by repertuar imprez i wydarzeń kulturalnych był na tyle atrakcyjny, by placówka nie świeciła pustkami i jak to się zwykło mawiać w środowisku upowszechniaczy kultury - miała swoich odbiorców.
Wysiłek i zaangażowanie współorganizatorów Dni Kultury Japońskiej opłaciły się bardzo. Na wystawę waliły tłumy, a ówczesne media (lokalna telewizja i prasa) co i raz donosiły o interesującym wydarzeniu kulturalnym w moim mieście. Na zakończenie Dni Kultury Japonii przybył z Warszawy nawet ambasador Japonii w Polsce. Jednym słowem - trwająca przez okrągły tydzień impreza była dla jej organizatorów niepodlegającym dyskusji sukcesem. Jedynym drobnym zgrzytem było polecenie mojego przełożonego - polegające na... usunięciu flagi Japonii z pomieszczenia placówki. Odmówiłam wykonania polecenia, ale flaga i tak została zdjęta przez, jak się miało później okazać, wyjątkowo nadgorliwego szefa.
Dni Kultury Japonii w moim mieście przeszły do historii, a ja zajęłam się organizowaniem następnych imprez, mających podtrzymać dobrą opinię o naszej placówce. I pewnie nic nie zakłóciłoby cyklu moich działań, gdyby nie to, że pewnego pogodnego dnia w ośrodku pojawiło się dwóch smutnych panów ze Służby Bezpieczeństwa. Przedmiotem ich zainteresowania były... Dni Kultury Japonii. Oczywiście jako osoba odpowiedzialna za przebieg tamtej imprezy - byłam główną zeznającą "w sprawie", a samo odpowiadanie na szereg pytań w sprawie szczegółów imprezy trwało, jak pamiętam, około trzech godzin. I tak miałam szczęście, że nie doświadczyłam "zaszczytu" odpowiadania na pytania w siedzibie SB, lecz w moim miejscu pracy. Zobacz także:
Artykuły
(185)
Galerie
(38)
Średnia ocen
(4.54)
Miejscowość: Łódź | Kraj: Polska
O mnie: Smaruję tutaj androny, bo kiedyś może się zdarzyć, Że przyjdzie mi się zmierzyć z krytyką adwersarzy Albo jakiegoś trolla, co chyłkiem i pewnie ukradkiem Szpilę pod żebro mi wetknie. Nie znacie takiego przypadkiem?
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Ewa Łazowska 12.02.2011 19:28
Joanno: Nos na smutną kwintę, a usta w podkowę.
Stare to? Czy już nowe?
I ten grymas cierpienia na niejednej twarzy.
To było jest i będzie. I nie raz się zdarzy.
Widać - naród bez traumy żyć już nie potrafi.
Nie mnie o tym sądzić. Nie znam się na geografii.
Joanna Kato 12.02.2011 19:11
Czyli większość z nas spotkała na swej drodze smutasów. Ale i tak chyba było lepiej:)
Ewa Łazowska 12.02.2011 19:00
Grażynko: Narzekając z pewnością niczego nie zmienimy, ale za to będziemy mieć wrażenie, że czujemy się lepiej z powodu oczyszczenia wątroby od nadmiaru żółci, która to żółć od czasu do czasu nas zalewa. :)
Pozdrawiam.
Jadwiga Ślawska Szalewicz 12.02.2011 11:47
Ewo, czy wiesz, że tekst ten można byłoby podpisać również i moim nazwiskiem, zmieniając tylko sześć no moze osie słów? ludzi z inicjatywą w tym zakresie zawsze nie brakowało, bo lepiej aby sąsiadowi krowa zdechła, niż samemu wziąć się do roboty bo jak ktoś robi, to musi coś w tym się kryć...
Ireneusz Mosiczuk 12.02.2011 11:45
Ewo, dumny teraz siedzi i pełen wewnętrznego zachwytu. Oj dowalił, dowalił:)-własną głupotą na klawiaturze:)
Ewa Łazowska 12.02.2011 11:40
Potwierdza się moja teoria o wielkim ponuractwie narodu. Pan komentator uśmiechnął się za pomocą znaku graficznego, a inny pan komentator (?) przywalił mu dwie czerwone łapy na znak dezaprobaty względem śmiechowej reakcji pana Ireneusza. No cóż...
Ewa Łazowska 12.02.2011 10:58
Ireneuszu! Może nie tyle sam tekst co opisane w nim wydarzenia. Zmieniają się systemy polityczne, a mentalność ludzka właściwie nie zmienia się ani na jotę. Pozdr.
Ireneusz Mosiczuk 12.02.2011 10:31
Niby czasy się zmieniły, niby dojrzalsi politycznie jesteśmy a tekst, przy drobnej korekcie, jest i dzisiaj aktualny.
Ewa Łazowska 12.02.2011 10:24
Jadziu! Tak. Na ogół to faktycznie byli ochotnicy, którzy swoim aktywnym sposobem na życie nadziewali się na miny w postaci "aktywnych" inaczej. Jako, że robiłam swoje - co i raz spływały na mnie donosy do określonych służb. Można by napisać niezłą rozprawkę na ten temat. Tylko po co. Pozdrawiam!