Miniony tydzień w skopanych sprawach do złudzenia przypominał najlepsze filmy kryminalne, realizowane przez słynnego Hitchcocka w których na początku następowało trzęsienie ziemi, a później było jeszcze straszniej.
Już
w
poniedziałek
„Dziennik” podał informację, że
kapitan
reprezentacji
Polski
Maciej
Żurawski
zagroził TPSA (głównemu
sponsorowi reprezentacji narodowej) procesem, zarzucając
mu
bezprawne
wykorzystanie
wizerunku
w
reklamach. Przy
okazji
wyszło wiele
nieprawidłowości, by
nie
powiedzieć
„molestowań
reklamowych”,
jakich
dopuścił
się
były
prominent
PZPN - Zbigniew
B.
którego
działanie
w
sprawie
zawarcia
kontraktu
reklamowego
z
Coca- Colą (na
wykorzystanie
wizerunku
reprezentantów)
można
określić
jednym
słowem…szantaż.
Przypomnę
tylko, że
ówczesny
szef
sztabu
mundialowego
przed
najważniejszym (być
albo
nie
być)
meczem
z
Portugalią
na
koreańsko-japońskich
finałach
„rzucił
na
stół” umowę i
oznajmił: „Tu
jest
kontrakt
z
Coca-Colą, jeśli
go
kur…nie
podpiszecie, to
jutro
was
wszystkich
wyp..i
skończą
się
dla
was
mistrzostwa.”
Niestety, reakcja
skopanych
władz
na
roszczenia
„Żurawia”,
dobitnie
potwierdziła
opinię, że
PZPN
jest
ostatnim
bastionem
ortodoksyjnej
komuny
w
której
aż
roi
się
od
byłych
esbeków, tajnych
agentów
i
zwykłych
pospolitych
kapusiów, którzy
po
upadku
komuny
schronili
się
pod
parasolem
polskiej
piłki. Ta
swoista
„skopana
familiada”, która
doprowadziła
do
ogromnej - niespotykanej
w
historii
światowego
futbolu - korupcji,
czego
efektem
są
(póki
co) zatrzymanie
ok.
60
osób
związanych
z
ligową
piłką, postanowiła
wysłać
pisma
do
kandydatów
na reprezentantów, w
których
domaga
się
podpisania
swoistej
reklamowej
lojalki
na
bezgraniczne
wykorzystanie
wizerunku
każdego
zawodnika, który
dostąpi
zaszczytu
reprezentowania
Polski
w
międzynarodowych
meczach. Ten
typowo
esbecki
szantaż
- czytaj
ubezwłasnowolnienie
i
bezgraniczne
posłuszeństwo - do
złudzenia
przypomina
współpracę
z
tajnymi
służbami
PRL
pewnego
arcybiskupa, który
publicznie
oświadczył, że
podpisał
„lojalkę”
tylko
po
to
by
wyjeżdżać
za
granicę i
mieć
możliwość
doktoryzowania
się.
Natomiast
w
tym
konkretnym
przypadku, każda
podpisana
lojalka, sprawiłaby , że
pierwszym
selekcjonerem
kadry
byłby
ktoś
z kierownictwa
związku, a
nie
Leo
Beenhakker, który
z
konieczności, a
właściwie
z
przymusu
musiałby
powoływać
do
reprezentacji,
kopaczy
spod
znaku
BMW - czyli
„biernych, miernych, ale
wiernych.”.
Mam
nadzieję, że
przy
okazji
tego
reklamowego
skandalu
zostaną
wyjaśnione
kontrakty
z
2002
roku,
kiedy
to
chłopcy
z
drużyny
Engela (wielokrotnie
bez
ich
wiedzy
i
zgody) byli
na
prawie
wszystkich
polskich
i
nie
tylko,
produktach---no, może
poza
prezerwatywami…ale
kto
wie czy tam też nie?
Poza
tym , jestem
o
tym
głęboko
przekonany, że
przy
okazji
wyjaśnią
się
stu milionowe kontrakty:
za
transmisje
ligowych
spotkań
z
Canal+, oraz
umowa
reklamowa
z
tajemniczą
firmą
Berlo?. I
to
by
było
na
tyle, jeśli
chodzi
o
poniedziałkowe
trzęsienie
ziemi.
W
czwartek
nastąpił
jeszcze
większy
kataklizm
w
postaci
zatrzymania
członka
zarządu
PZPN: Wita
Ż.
Było
to
kluczowe
aresztowanie
dla
dalszego
biegu
wydarzeń, ponieważ
do
tej
pory
prezesi
PZPN
twierdzili, że
nie
poddadzą
się
do
dymisji , gdyż
dotychczasowe
aresztowania
nie
dotyczą
ich, czyli
wybieralnych władz związku. Z
kolei, minister
Lipiec
autorytatywnie
twierdził, że jeśli
zostanie
aresztowany
choć
jeden
członek
zarządu, natychmiast
wprowadzi
kuratora. W
efekcie minister – zgodnie z zapowiedzią zażądał dymisji
prezesa
i
całego zarządu
PZPN.
Niestety, a
właściwie
„stety”
trzeci
kataklizm
rozpoczęli
jak
zwykle
skopani
decydenci, którzy
po
raz
kolejny
odwrócili
kota
ogonem
i
zamiast,
podobnie
jak
uczynił
zarząd
włoskiej
piłki,
podać
się
grupowo
do
dymisji
i
zwrócić
do
sportowych
władz
o
ustanowienie
kuratora, postanowili
nadal
tkwić
przyspawani
do
„miodowych
stołków. Całe
szczęście, że
minister
Lipiec
dotrzymał
słowa
i
ustanowił
kuratora - być
może
kosztem
wykluczenia
naszego
futbolu
z
międzynarodowych
rozgrywek. Nawet
gdyby
tak
się
stało, to
jest
to
jedyny
rozsądny
krok
w
odnowie
moralnej
polskiej
piłki
i
jak
najbardziej
słuszna
decyzja, by
eliminując
dotychczasowych
„przekrętów”
ze
środowiska
poprawić
wizerunek
nowego PZPN
w
oczach
opinii
publicznej. Natomiast, w
świetle
powyższych
faktów, ewentualne
sankcje
FIFA
lub
UEFA
będziemy
zawdzięczać
uporowi
przyspawanych
do
stołków futbolowych
władz , którym
w
dotychczasowej
działalności (jak
publicznie
próbowali
nas
otumaniać
Michał
L. , Eugeniusz
K.
i
Grzegorz
L. ):
dobro, tylko
i
wyłącznie polskiej piłki leży na sercu!.
Muszę
przyznać, że
gdy
usłyszałem
decyzję
Tomasza
Lipca
o
ustanowieniu
komisarza,
poczułem
się
ogromnie
szczęśliwy, podobnie
jak
to
miało
miejsce
po
„ostatnim
gwizdku”
sędziego
na
zakończenie
słynnego
meczu
z
Anglikami
na
londyńskim
stadionie
Wembley
w
1973 roku.
Moja
satysfakcja
wynikała
z
tego, że
od
sześciu
lat, jako
jeden
z
niewielu, by
nie
rzec
jedyny,
publicznie
walczyłem
z
aferami, skandalami
i
przestępstwami
popełnianymi
w
naszej
skopanej, za
co
wielokrotnie
byłem
wyzywany
od
oszołomów, półgłówków
i
niejednokrotnie
porównywany
do
faceta, który
ma
urojenia. Ba
zostałem
nawet
skazany
przez
Sąd
Okręgowy
w
Łodzi
za
napisanie
felietonu
pod
tytułem
„Nierządy
czarnych”, w
którym opisałem
działalność,
ponoć
nieistniejącej
(według
powoda i
Wysokiego
Sądu)
„sędziowskiej
mafii”. Jestem
pewien, że, po
publicznym
apelu
Wita
Ż. o
dobrowolnym (w
celu
oczyszczenia
i
maksymalnego
złagodzenia
kary)
zgłaszaniu
się
„czarnych
owieczek”
do
organów
ścigania , już
niedługo
do
wrocławskiej
prokuratury
zgłosi
się (bo
w
przeciwnym
razie
dowiozą
Go
jak
Wita
Ż.)
„właśnie
ten
jeden”
o
którego
mi
chodzi, a wówczas
zwrócę
się
z
prośbą
do
ministra
Sprawiedliwości
o
rewizję
mojego
procesu.
Jeśli
chodzi
o
osobę
komisarza, to
mam
nadzieje, że
jako
prezes
spółki
Ekstraklasa
nie
zamiecie
pod
dywan
przestępstw
popełnionych
przez
cztery
ligowe
drużyny
i
zmobilizuje
działaczy
Wydziału
Dyscypliny, by
zostały
one
przykładowo
ukarane z
degradacją
do
IV-ligi, włącznie.
Oczywiście, mam
nadzieję, że
kurator
powoła
komisję
do
spraw
upublicznienia
dotychczasowych
„tajnych
kontraktów
i
umów”
zawieranych
przez
PZPN, ponieważ
w
przeciwieństwie
do
większości
drużyn
ligowych
związek
jest
Stowarzyszeniem
i
musi działać
przy
otwartej
kurtynie.
Reasumując: Jestem
głęboko
przekonany, że
dzień
19
stycznia
2007
r. będzie
jedną
z
najważniejszych
dat
w
historii
polskiej
piłki . W
dniu
tym
o
godzinie
17. 30
został
zawieszony zarząd ( składający
się
w
większości
z
ludzi
z
epoki
„Dziurolandu”, którzy
ze
względów
formalnych
nie
mogą
być
delegatami
na
najbliższe, prawdziwie
demokratyczne
wybory!),
tolerujący
wieloletnią,
ogromnie
szkodliwą dla polskiej
piłki działalność
sędziowskiej
mafii.
Jan Tomaszewski.
* Jeśli ktoś z zainteresowanych czuje się pokrzywdzony tekstem Jana Tomaszewskiego ma prawo dochodzić sprawiedliwości drogą prawną. Jednocześnie informujemy, że autor felietonu może też dochodzić swoich praw w sądzie powszechnym.