Facebook Google+ Twitter

Snajper. "Łatwy dzień na czytanie tej książki jest dzisiaj"

Jeśli nigdy nie leżeliście w kałuży przebrani w przesiąknięty wilgocią ubiór maskujący, w deszczu i na wietrze, starając się nie odrywać oka od lunety i próbując wykonać zadanie, ominęło was to, co w życiu najlepsze. Czy aby na pewno?

 / Fot. fot. Materiał promocyjny wydawnictwa ZnakSięgając po tego typu literaturę z reguły zastanawiam się, czy książka, z którą przychodzi mi się zmierzyć nie będzie przypadkiem opowieścią o tym, jak wspaniali są żołnierze amerykańskich służb specjalnych i tym podobnych. I z początku odniosłem takie wrażenie. „Jedyny łatwy dzień był wczoraj”, brzmi hasło jednostek elitarnych NAVY SEAL i tego się obawiałem najbardziej.

Do czasu.
Howard Wasdin, chłopak z Florydy, gdy opuszcza ich ojciec wraz z rodziną przenoszą się do Georgii. Tutaj matka wdaje się w romans i chłopak zyskuje ojczyma. Niestety okazuje się on tyranem i despotą, który za wszystko bije chłopca tak, że do końca życia zostają mu na plecach blizny.

Takie twarde podejście kształtuje w nim hart ducha, wolę walki i zwiększa tolerancję na ból. I tak toczyłaby się ta historia, gdyby nie brak funduszy na studia i decyzja wstąpienia do marynarki wojennej. Wasdin opisuje mordercze szkolenie, trudne chwile, mówi o tym, że te wszystkie treningi typu hell week i trwający przez wiele lat intensywny trening, gdzie zawsze był jednym z najlepszych to efekt surowości okazywanej przez ojczyma w dzieciństwie. Dzięki temu przenosi się z ratownictwa morskiego do SEAL Team Two a później do elity elit SEAL Team Six.

Właśnie tego się w tej książce obawiałem. Że ten super żołnierz nie będzie przestawał mówić o tym, jaki jest wspaniały i genialny dorównując niemalże samemu stwórcy. I z każdą przeczytaną kartą „boskość” komandosa Wasdina rośnie. Tylko, na co ta informacja czytelnikowi. Jeśli jest się w SEAL Team Six, wiadomo, że jest się najlepszym.

W dość chropowatej narracji pomaga mu utwierdzać się w swoim ideale Stephen Templin spisując te wszystkie przechwałki. A Wasdin nadyma się nadal głosząc hasła typu: "Nie był to pierwszy raz, kiedy zabijałem dla ojczyzny. I nie będzie ostatni". Tylko, w jakim celu dla zabawy zabijał szczury, wprawiał się na kozach i szybko je „reperował” i na innych zwierzętach opisując te historie beznamiętnie i z krwawymi szczegółami nie mam pojęcia. Osoby o słabych nerwach raczej zrejterują i odpuszczą sobie w tym momencie lekturę.

I będą miały, czego żałować.
Bo właśnie wtedy kończą się przechwałki komandosa z oddziałów Navy Seal w rodzaju: „Jedyny łatwy dzień był wczoraj”, a zaczyna prawdziwa wojna w Somalii. Kronikarski opis walk w Mogadiszu stanowi najlepszą część tej książki. Działania wojsk amerykańskich zostały przedstawione m.in. w filmie Ridleya Scotta pt. "Helikopter w ogniu". Natomiast Wasdin relacjonuje je z pozycji naocznego świadka. W trakcie walk bierze czynny udział w samym środku wojennych zdarzeń i dramatycznej bitwy, jaka się wtedy rozegrała.

Ale nie to jest w tej książce najlepsze. Są dwa szczególne momenty. Pierwszy, gdy Howard Wasdin zaczyna rozumieć, że jest człowiekiem oszukanym przez swój rząd i cały system. Pisze bez ogródek o tym, że bez względu na to, jakim jest się dobrym żołnierzem wojna jest najgorszym złem na świecie i nie chodzi tu o nic więcej, jak o rosnące słupki poparcia dla polityków. Wasdin staje się dla czytelnika, jakby bliższy. Nie jest już tylko super komandosem, czytelnik postrzega go, jako zwykłego chłopaka z Południa.

I jest drugi moment, gdy po opisach walk, komandosach, akcjach, strzelaninie, zdradach i gęsto kładącym się trupie Howard Wasdin dostaje trzykrotny postrzał, a jedna z kul wystrzelonych z kałasznikowa praktycznie pozbawia go piszczela w prawej nodze. Okazuje się, że najlepszy z najlepszych nie jest już Bogiem, za jakiego się uważał. Staje się upośledzonym człowiekiem, któremu przyszło zmierzyć się wyobcowaniem, niezrozumieniem, kalectwem, depresją, problemami ze zdrowiem, brakiem akceptacji, z rozpadem rodziny i trudnościami w asymilacji ze społeczeństwem. Z młodego Boga zostaje kaleką. Nagle okazuje się, że całe te szkolenia, taktyka, mordercze treningi niewiele znaczą w walce z samym sobą. Przedtem wydawało mu się, że niebo stoi przed nim otworem. Teraz zobaczył ten otwór i wyglądał on (posługując się językiem Wasdina), jak dziura w … . Czy życie nauczyło Wasdina pokory? Otóż to.

Aby się przekonać, w jaki sposób autor potrafił podołać największemu wyzwaniu w swoim życiu i czy udało mu się przestać użalać nad sobą, pozbierać po kalectwie i stać kimś wartościowym warto sięgnąć po tą pozycję. Przyznaję, nie spodziewałem się, że Wasdin mnie zaskoczy. Zaskoczył. W najlepszym stylu, jak na komandosa SEAL Team Six przystało.

'Snajper' to pozycja obowiązkowa. Dawno nie czytałem tak dobrej autobiografii o tematyce wojennej pokazującą nie tylko walkę żołnierza z wrogiem, ale przede wszystkim z samym sobą. Parafrazując Navy SEAL: "Łatwy dzień na czytanie tej książki jest dzisiaj".


Tytuł: Snajper. Opowieść komandosa SEAL Team Six
Autor: Howard E. Wasdin, Stephen Templin
Wydawnictwo: Znak
liczba stron: 422

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.