Facebook Google+ Twitter

Social Network - film pełen etycznego napięcia

Serwis społecznościowy Facebook liczy obecnie 500 milionów użytkowników i jest - jak mówią niektórzy - "trzecim państwem świata". Nic dziwnego, że David Fincher zainteresował się jego twórcą - Markiem Zuckerbergiem, który w wieku 24 lat został najmłodszym miliarderem świata. Film "Social Network" to próba zmierzenia się nie tylko z Zuckerbergiem, ale i jego pomysłem.

 / Fot. Wikimedia CommonsDavid Fincher w swoim filmie postawił sobie dość trudne zadanie. Po obejrzeniu go zastanawiamy się nad rozwiązaniem postawionego w nim problemu etycznego. Czy Mark Zuckerberg ukradł gotowy pomysł? Czy postępował fair wobec osób, z którymi współpracował? To dwa główne pytania, które pojawiają się niejako automatycznie.

Problem jest złożony. Czy bowiem stolarz, który produkuje krzesła, ukradł pomysł innym stolarzom? A może liczy się sama realizacja? W przypadku Zuckerberga niewątpliwie to ona wysuwa się na pierwszy plan. Faktem jest, że podchwycił pewną ideę, którą miał zrealizować, jako programista dla swoich zleceniodawców. Po stworzeniu gotowego serwisu, miał usunąć się w cień. Nie dość, że obietnicy nie dotrzymał, zdeklasował rywali i stworzył najbardziej popularny serwis społecznościowy świata.

Polski dystrybutor reklamuje film plakatem, na którym widnieją słowa: "Geniusz, zdrajca, miliarder". Rozważania czy twórca Facebooka był rzeczywiście zdrajcą, nie prowadzą jednak do prostych wniosków i osądów. Owszem można się zastanawiać czy Zuckerberg postąpił uczciwie wobec swojego jedynego przyjaciela, Eduardo Saverina. Pytanie tylko czy osiągnąłby sukces kierując się w biznesie sentymentami i czym byłby Facebook, gdyby realizował wizję Saverina?

Jedno jest pewne. Zuckerberg stworzył nową jakość. Wyznaczył trendy na następne lata. Osiągnął to dzięki swoim zdolnościom, może nawet geniuszowi. Oczywiście znajdą się tacy, którzy wskażą wiele minusów działalności twórcy Facebooka. Powstała nawet nazwa jednostki chorobowej, która oznacza uzależnienie od serwisu - FAD czyli "Facebook Addiction Disorder".

Film Finchera zrobiony jest sprawnie. Reżyser dobrze naszkicował bohaterów. Zuckerberg grany przez Jesse Eisenberga jest wyrazisty, pełen pasji i swoistego "obłędu twórczego". Aktor dobrze uwypukla paradoks polegający na tym, że największy serwis społecznościowy świata został stworzony przez ...socjopatę. Z obrazem dobrze komponuje się muzyka, skomponowana przez znanego z Nine Inch Nails, Trenta Reznora.

Paradoksalnie film nie jest dla wszystkich. Założenie, że powinni go obejrzeć użytkownicy Facebooka może być pułapką. Historia Zuckerberga nie jest prostą opowieścią stworzoną według schematu "od pucybuta do milionera". To raczej pewien etycznego napięcia film, po obejrzeniu którego musimy wydać osąd: czy twórca Facebooka jest godzien podziwu i admiracji czy też jest zwykłym zdrajcą i złodziejem cudzych pomysłów?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Podoba mi się tytuł artykułu :) i skupienie uwagi na kwestii etycznej.

Miałam więcej pytań, niż film dał odpowiedzi. Także dotyczących domniemanej kradzieży. Film nie wyjaśnia, w jakim stopniu bracia bliźniacy mieli rozpracowany projekt portalu - słyszymy jedną rozmowę, w której ogólnie rzucają ideę strony (nawet ktoś nazwał ją portalem randkowym), dedykowaną społeczności Harvardu.

Dokopałam się do informacji O ochronie własności intelektualnej w USA i czytam, że:

"własność intelektualna, to wszelkiego rodzaju inwencje twórcze, takie jak: wynalazki, dzieła literackie lub artystyczne oraz symbole, nazwy lub znaki używane w przemyśle i handlu".


ale dalej jest ważniejsze zdanie:

"idee i pomysły, chyba, że są wyrażone oryginalną formą, nie są objęte ochroną prawną".

W kontekście takiego ustawodawstwa mówienie o "kradzieży" jest nieporozumieniem.

Z jednej z rozmów braci wynika, że portal "harwardzki" także zaistniał. Niestety zabrakło informacji czy został dokończony przez Marka, czy przez innego programistę.

Mnie bardziej zaniepokoiło ogólne przesłanie filmu, wyrażone w zdaniu "You don't get to 500 milion friends without making a few enemies." Jest to szczególna odmiana polskiego "Cel uświęca środki". Czy każdy cel? Czy każde środki?

Podzielam pozytywną opinię o aktorach. Powiem nawet więcej. Oni uratowali ten film.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 20.10.2010 12:44

"czy twórca Facebooka jest godzien podziwu i admiracji czy też jest zwykłym zdrajcą i złodziejem cudzych pomysłów?"

Po wycieku do sieci prywatnych rozmów Zuckerberga odpowiedź druga.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ma Pani rację :) Polski dystrybutor chciał chyba wzbudzić nutkę taniej sensacji. Celowo nawiązałem do tych słów z plakatu, bo zbytnio upraszczają sukces Zuckerberga.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wybieram się na ten film głównie z powodu reżysera. Wierzę w kunszt Finchera, mam nadzieję, że się niezawiodę. Co do receznji - bardzo ciekawa, podsyca ciekawość widza wobec filmu...
Nie podoba mi się ten cytat jakim polscy dystrybutorzy reklamują film. Jest zbyt górnolotny, pusty. Za to ten oryginalny ''You don't get to 500 million friends without making a few enemies'' jest idealny. Z innych receznji słyszałam, iż Fincher nie pokazuje dobitnie tego, iż twórca Facebooka to złodziej czy zdrajca, wiec tym bardziej nie rozumiem tego polskiego hasła promującego film... Zobaczymy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.