Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

17011 miejsce

Socrates-Erasmus – z czym to się je?

Nawiązujący do postaci Erazma z Rotterdamu program stypendialny to marzenie wielu studentów. Wyjazd wiąże się zawsze z licznymi wątpliwościami. Jak wygląda Erasmus od środka? Na to pytanie spróbuję choć częściowo odpowiedzieć.

Język obcy: na głęboką wodę

- Moim największym problemem wciąż pozostaje rozumienie wykładów - skarży się Yuka, studentka z Japonii. Mimo iż część wakacji spędziła na dodatkowym kursie w Niemczech, problemy wciąż się pojawiają.
- Często nie rozumiem prawie nic - śmieje się Katka z Czech, studiująca germanistykę. - U nas prawie wszystko jest po czesku - tłumaczy. - Z żywym językiem praktycznie nie mamy do czynienia.
Międzynarodowa grupa studentów. Wszyscy musimy sobie tu jakoś poradzić. Zdjęcie z prywatnej kolekcji autorki.Poziom językowy Erasmusów jest bardzo różny. Zdarzają się osoby, których możliwości zamykają się na użyciu czasu teraźniejszego. A wykłady to nie swobodna rozmowa przy piwie z rówieśnikami.
Uniwersytety w Polsce zazwyczaj wymagają od starających się o wyjazd studentów jakiegoś zaświadczenia o znajomości języka, w którym będą prowadzone zajęcia. Bywa, że przeprowadzane są rozmowy kwalifikacyjne. Ale tak naprawdę, patrzy się na to trochę przez palce.
- To tylko my, Polacy, tak się przejmujemy - opowiada moja koleżanka, aktualnie przebywająca na stypendium w Rzymie. - Włosi często wyjeżdżają na Erasmusa nie znając języka w ogóle. I jakoś zdają egzaminy.
To prawda. Prowadzący patrzą zwykle przychylnym okiem na zagranicznych stypendystów. Ponadto wiele uczelni ma w swojej ofercie specjalne kursy dla Erasmusów, których poziom językowy jest dostosowany do możliwości grupy. Należy pamiętać również i o tym, że przez kolejny semestr czy rok pobytu na zagranicznej uczelni języka będziemy się uczyć bardzo szybko. Tak więc, nie ma co panikować.

Do czego zobowiązuje nas Erasmus?


Sala wykładowa. Fot.:U.A.MarczewskaPodczas pobytu na stypendium realizujemy zazwyczaj program uzgodniony wcześniej z koordynatorem w Polsce. Większość studentów ma obowiązek uzyskania w ciągu semestru 30 punktów ECTS, co jest warunkiem zaliczenia tego okresu na uczelni macierzystej. Bywa jednak i tak, że studia za granicą nijak nie pokrywają się z tym, czego dotyczą nasze studia w Polsce. W takim przypadku warunki zaliczenia ustalane są indywidualnie w ramach danego wydziału.
Zgodnie z ideą Erasmusa, wyjeżdżając na stypendium, nie tracimy tym samym semestru czy dwóch na uczelni macierzystej. Przedmioty zaliczone za granicą powinny nam zostać przepisane i zaliczone jako zgodne z programem studiów. Praktyka bywa jednak różna: zdarza się, że po powrocie musimy jednak "coś" zaliczyć, a nie wszyscy prowadzący są zachwyceni naszą wielomiesięczną nieobecnością. Nie wpadajmy jednak w panikę - jako uczestnicy programu jesteśmy objęci Studencką Karta Erasmusa, która gwarantuje nam uznanie przez uczelnię zaliczeń zagranicznych. Bywają też oczywiście sytuacje, w których zaliczanie przedmiotów po powrocie do kraju jest w pełni uzasadnione - tak zdarza się na przykład w przypadku studentów polonistyki, którzy na stypendium studiują zazwyczaj owszem, filologię, ale.. nie polską.

Jak się studiuje?

Studia na zagranicznej uczelni będą prawdopodobnie trochę inne niż te, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Każdy uniwersytet ma swoje zasady i program.
- Moje studia w Niemczech są o wiele bardziej nastawione na praktykę - opowiada mi Veronica z Hiszpanii, studentka chemii.
- W Niemczech stawia się na rozwój indywidualnych zainteresowań - opowiada Ewa, przyszła germanistka. - Przedmiot można zaliczyć bazując na jednym, dowolnie wybranym przez siebie temacie, nie mając pojęcia o innych aspektach danej dziedziny. W Polsce jest to niemożliwe - egzamin sprawdza wiedzę z całości materiału.
- U mnie w ogóle nie było czegoś takiego jak sesja - mówi Karolina, która jako Erasmus odwiedziła Finlandię. - Dany przedmiot trwał na przykład dwa tygodnie, a potem był egzamin.
O zasadach studiowania dowiemy się bardzo szybko. Przy uczelniach prawie zawsze działa specjalne biuro obsługujące studentów zagranicznych. Pracujący tam ludzie pomagają w odnalezieniu się również w naukowej rzeczywistości.

Co, jeśli Erasmus zupełnie mi się nie spodoba? Czy mogę zrezygnować w trakcie?

Na Erasmusie nikt nie będzie nas trzymał siłą. Mamy prawo z niego zrezygnować, pod warunkiem, że zwrócimy całość grantu. Takie przypadki się zdarzają, choć niezwykle rzadko. Osobiście spotkałam się tylko z jednym. Chłopak (Włoch) wrócił do domu, ponieważ na stypendium czuł się samotnie. Uważam jednak, że o ile nie dzieje się nic poważnego (np. ważne problemy zdrowotne lub rodzinne) należy się przełamać i zostać do końca. Nawet jeśli nie jesteśmy osobami bardzo towarzyskimi, a nawiązanie kontaktu z kimś nowym wymaga od nas walki z własną nieśmiałością, wykorzystajmy ten semestr czy dwa chociażby na naukę i zwiedzanie. Tego nam nikt nie zabierze!

Pieniądze: ile dostaniemy?

Wysokość grantu zależy na ogół od dwóch czynników: uczelni macierzystej i tego, do jakiego kraju decydujemy się jechać. W tym roku akademickim na Uniwersytecie Jagiellońskim wysokość stypendium wynosiła odpowiednio 250, 300 i 350 euro na miesiąc. Pod pierwszą kwotę podpadały kraje takie jak Czechy, Słowacja, Słowenia czy Bułgaria, pod trzecią - głównie Skandynawia. Nikt nie ukrywa, że te pieniądze mogą okazać się zbyt małą kwotą na przeżycie. Akademiki, zwłaszcza w dużych, turystycznych miastach, bywają bardzo drogie. Średnia kwota to około 200 euro, bywa jednak, że za dach nad głową przychodzi nam zapłacić ponad 300 euro miesięcznie. Autorka tego tekstu miała szczęście - w małym, niemieckim Erlangen ceny akademików wahają się od 120 do 200 euro. I mówimy tu o pokoju jednoosobowym! Duża część Erasmusów korzysta z pomocy finansowej rodziców, są i tacy, którzy idą do pracy. Z tym bywa jednak różnie - np. Niemcy niezbyt chętnie patrzą na ewentualnych pracowników, którzy po czterech miesiącach zamierzają wyjechać. Dlatego, jeśli zależy nam na oszczędzeniu, warto wybrać mniejszą i bardziej pro-studencką miejscowość. Utrzymanie się z grantu wcale nie jest niemożliwe - to zależy od miejsca, w którym przebywamy no i... od naszej gospodarności. Dobrą informacją jest również to, że pobyt na Erasmusie nie wyklucza otrzymania stypendium naukowego czy socjalnego.

Czy tylko imprezy?


Natężenie imprez zależy głównie od nas samych... fot.: U.A.MarczewskaO ciągłych imprezach niektórzy marzą, inni wolą ciszę i spokój, przerywaną od czasu do czasu spotkaniami z przyjaciółmi. O erasmusowych zabawach słyszy się dużo: podobno trwają niemal non stop, wylewa się na nich morze alkoholu i zawiera bliskie znajomości z płcią przeciwną, zazwyczaj pochodzącą z kraju innego niż nasz. Nie ma co zaprzeczać - tak na pewno bywa. Natężenie imprez zależy jednak przede wszystkim od nas samych. Jeśli mamy ochotę codziennie gdzieś bywać, nie będzie z tym dużego problemu. Część spotkań organizuje Biuro Studentów Zagranicznych, część - akademiki, pozostałe sami studenci. Powinniśmy pamiętać o tym, że spotkania w gronie międzynarodowym nie oznaczają wyłącznie pustej zabawy. To również poznawanie nowych ludzi, kultur, szlifowanie języka. Erasmus to jednak nie tylko ciągłe imprezowanie. Rzeczywistość jest brutalna: egzaminy muszą być zdane. Pewne proporcje między nauką a zabawą należy zatem zachować, a to, gdzie je wyznaczymy, jest już naszą sprawą.

Dlaczego warto?


Na Erasmusie poznajemy równiez samych siebie... :-) Zdjęcie z prywatnej kolekcji autorki.Młodzi studenci, którzy mają przed sobą perspektywę wyjazdu, zastanawiają się niejednokrotnie na tym, co tak naprawdę na nim zyskają. Odpowiedź: "język" wydaje się oczywista i prosta. Ale czy tylko? Nie. Erasmus rzuca nas na głęboką wodę. W jednej chwili znajdujemy się w nowym, międzynarodowym towarzystwie, w innym miejscu, na nowej uczelni, której zasady funkcjonowania zazwyczaj są trochę inne niż w przypadku rodzimego uniwersytetu. Tutaj musimy się otworzyć na ludzi, na inność. Poznajemy ludzi z całego świata. Obcując z innymi kulturami, zdobywamy nową, szerszą perspektywę. Niejednokrotnie poznajemy po prostu siebie: to, jacy jesteśmy, wyrwani nagle z polskiej codzienności. Po Erasmusie zostanie nam również wpis w CV.
Jeśli nic ważnego nie staje na przeszkodzie, warto zdobyć się na wypełnienie kilku formularzy i walkę o miejsce na Erasmusie. To wielka szansa na przeżycie wspaniałej przygody, którą po studiach trudno będzie powtórzyć.

Erasmus - Orgasmus

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 11.04.2009 18:08

sporo ciekawych opinii o programie erasmus mozna znalezc tutaj: http://www.erasmuse.pl

Komentarz został ukrytyrozwiń

* bywa jednak, że za dach nad głową przychodzi nam zapłacić ponad 300 euro miesięcznie* - czyli ok. 40 zł dziennie. To w Polsce wieli ludzi po studiach i po wielu latach pracy zarabia tyle dziennie, po to (w uproszczeniu), aby jego dziecko uczestniczyło w pięknym programie i powróciło do Polski (wszak patriota, zaklądam wstępnie) i kontynuowało trud rodzica za... 40 zł dziennie netto...

Komentarz został ukrytyrozwiń

super artykul;)faktycznie z rozumieniem bywa roznie:D polecam kazdemu taki wyjazd!!! sama jestem teraz na Erasmusie i przyjazd ty to najlepsza decyzja w moim zyciu!!!! szkolisz jezyk, poznaesz ludzi, kulture i zdobywasz doswiadczenia!!!! jest fantastycznie!!! szkoda ze tylko raz mozna wyjechac....plus za artykul:D

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.