Facebook Google+ Twitter

Soczi, czyli jak trudno uchwycić olimijskiego ducha

Nobilitacja dla władz, pokusa dla terrorystów, powód do dumy lub upokorzenia na arenie międzynarodowej. Otoczka rozpoczynających się w piątek igrzysk potwierdza tezę, że sport stał się zbyt ważną dziedziną, żeby zostawić go sportowcom.

 / Fot. EPA/SRDJAN SUKIJedno z niewielu miejsc na ziemi, które może gościć igrzyska zimą i latem. Do tej pory na gospodarza tych pierwszych nie wybrano miasta leżącego w klimacie subtropikalnym, gdzie średnia temperatura w lutym przekracza 10 stopni. Bo z czym kojarzy się Soczi? Przeludnione plaże, szum Morza Czarnego, niezliczone uzdrowiska, słowem - wszystko to, w czym słowiańska dusza znajdzie ukojenie. Swoją willę miał tam Józef Stalin. Dziś jego rezydencja funkcjonuje jako hotel i jest jedną z największych atrakcji turystycznych.

Pożyteczni idioci


MKOL od dziesięcioleci znany jest z tego, że podziały na scenie politycznej dla niego nie istnieją i hojnie obdarowuje przywilejem organizacji wszystkie jego strony. Jesteś demokratą czy dyktatorem, świeckim czy wojskowym, konserwatystą czy socjalistą, masz wywieszoną w gabinecie Deklarację Praw Człowieka czy nigdy nie respektowałeś jej postanowień - nie ważne. Ważne, żeby zrobić na czas co trzeba i jak trzeba, w zamian witrynę twojego okna obejrzy z rozkoszą cały świat. I będzie Ci zazdrościł.

Trudno uciec od wrażenia, że czekają nas igrzyska ze wszech miar pokazowe. Będą demonstracją dobrobytu i sił witalnych Rosji, popisem jej sprawności organizacyjnej i utwierdzeniem ambicji mocarstwowych. Władimir Putin - w wolnych chwilach judoka, nurek, jeździec, wyjdzie na estradę jako pierwszy strażnik pokoju. Na ceremonii otwarcia nie pojawią Barack Obama ani Angela Merkel, ale po pekińskiej olimpiadzie każda próba bojkotu wygląda na pustą pokazówkę zagraną przed naiwną widownią. Obroty handlowe Rosji z Unią Europejską w ubiegłym roku przekroczyły 40 mld dolarów i raczej nikt nie uzależniał podpisu na umowie od sytuacji więźniów politycznych w kolonii karnej na Syberii. Jeśli z którejś strony padały groźby embarga, to raczej z Moskwy niż Brukseli.

Sport jako element gry geopolitycznej przywołuje na myśl okres zimnej wojny. Dwa bloki państw rywalizowały ze sobą nie tylko na typy rakiet, szybkość myśliwców i atrakcyjność systemów gospodarczych, ale i miejsce w klasyfikacji medalowej. Czasy się zmieniły, narzędzia uprawiania propagandy sukcesu pozostały te same.

Inwestycja na krótką metę


Koszty wybudowania obiektów olimpijskich przekroczyły 50 mld dolarów, czyli czterokrotność kwoty, jaką planowano wydać na początku. Szacuje się, że połowa środków pochodzi z kont oligarchów, którzy mają sojusz z Kremlem. Ile z ogólnej puli przypadło na podziękowania wyrażane w rublach pod stołem? Wystarczają dużo, żeby dymisją zapłacili członkowie miejscowego komitetu organizacyjnego. Niektórzy z nich podobno nie są już mile widziani w Rosji.

Po zakończeniu zawodów sport nie zniknie z panoramy wydarzeń czterystutysięcznego kurortu - powstał tu tor Formuły 1, za cztery lata będzie ono gościć uczestników piłkarskich mistrzostw świata. Ale na pytania o zagospodarowanie torów bobslejowych, hali do curlingu czy tras do snowcrossu odpowiedź nie pada. Należy się spodziewać, że za dekadę na olimpijskich obiektach prędzej od sportowców będzie można zobaczyć zbrojarzy w nowych fabrykach cementu. Dość powiedzieć, że zgłaszając się do olimpijskiego castingu rosyjski kandydat nie dysponował ani jednym obiektem. W 2007 r., gdy zapadła decyzja o wyborze organizatora, słowo Putina znaczyło więcej niż mieli do zaoferowania posiadający dobrą infrastrukturę Salzburg i doświadczony w kandydowaniu południowokoreański Pyeongchang, który jako nagrodę pocieczenia dostał igrzyska w 2018 r.

Oaza niepokoju


Można się już przyzwyczaić, że miasta-gospodarze przypominają bazę wojskową, na terenie której obowiązują specjalne prawa. Drogi, po których poruszają się oficjele, VIP-y i uczestnicy pozostają zamknięte dla zwykłych obywateli. Po zamachach bombowych w Wołgogradzie dookoła Soczi utworzono tzw. stalowy pierścień, w obrębie którego nad bezpieczeństwem ma czuwać do 50 tys. milicjantów i żołnierzy. Rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa przez trzy tygodnie będzie największą rozgłośnią radiową świata - na mocy danych jej uprawnień może podsłuchiwać kogo chce, kiedy chce i zrobić z nim, co uzna za stosowne. Wszystko to dlatego, że płomień olimpijski zapłonie 18 km od Abchazji, spornym terytorium z Gruzją, oraz o 300 km od islamskich republik wchodzących w skład federacji. Jak można było się spodziewać, terroryści z Czeczeni i Dagestanu wysłali w świat wiadomość, że uczestnicy zmagań mogą posłużyć jako tarcza strzelnicza.

Zagrożeni są nie tylko reprezentanci gospodarzy. Na adresy włoskiego, niemieckiego, węgierskiego i szwajcarskiego komitetu olimpijskiego pogróżki przyszły już jakiś czas temu, w tym tygodniu dwóm austriackim sportsmenkom grożono porwaniem. Amerykanie dmuchają na zimne i trzymają w pogotowiu samoloty, które ciągu kilku godzin są w stanie zabrać swoich przedstawicieli w bezpieczne miejsce.

Operacja "Soczi" to także pierwszy test dla nowego prezesa MKOL Thomasa Bacha. Pretendując do roli następcy rządzącego przez 12 lat Jacques'a Rogge, Niemiec przekonywał o konieczności zmiany sposobu procedowania: maksymalnej redukcji wydatków przy organizacji oraz promowania biedniejszych regionów, dla których organizacja igrzysk będzie skokiem cywilizacyjnym. Realizacja wyborczych zapowiedzi dopiero przed nim.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

/Soczi, czyli jak trudno uchwycić olimijskiego ducha/

Trzeba najpierw zdefiniować "olimpijskiego ducha".
A to mit. W sensie postulowanym jest utopią. Nie istnieje. I nigdy nie istniał.
Jak cały szereg mitów, którymi jesteśmy karmieni.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.