Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

87282 miejsce

Soczi: Stoch utrzymuje poziom. Dziś konkurs na dużej skoczni

Kamil Stoch nie napracował się wiele na treningu na dużej skoczni w Soczi. Po świetnym skoku w serii próbnej zrezygnował z kwalifikacji i w dobrym nastroju udał się do wioski olimpijskiej. W sobotę czeka go walka o kolejny olimpijski medal.

 / Fot. PAP/EPAKamil Stoch zaczął dzień od mocnego uderzenia. W serii próbnej poprzedzającej kwalifikacje osiągnął identyczną odległość, jak w czwartkowej pierwszej serii treningowej – 136 metrów. Nie dość, że był to najlepszy wynik dnia to jeszcze oddany z obniżonego o jeden stopień rozbiegu, względem drugiego w tym zestawieniu Severina Freund (Niemiec skoczył metr bliżej od Polaka).

Więcej nie trzeba

I to by było na tyle. Stoch od razu po serii próbnej postanowił, że nie wystąpi w kwalifikacjach i zaraz potem pojechał do wioski olimpijskiej. Podobnie postąpił również Freund, który tak równo i powtarzalnie, jak podczas minionych dni, nie skakał nawet na średniej skoczni. „Wyrwał” się tylko Peter Prevc, który jednak w odróżnieniu do serii próbnej, kwalifikacje potraktował dość lekko.

Nieprzypadkowo tych trzech zawodników wymienia się w gronie faworytów sobotnich zawodów. Inni rozwijają skrzydła bardzo powoli. Oni utrzymują wysoki poziom praktycznie od początku rywalizacji na dużej skoczni. W tej trójce jedyną niewiadomą jest Freund. Konkretniej – głowa Freunda. Niemiec po konkursie na średniej skoczni przyznał się, że w osiągnięciu dobrego rezultatu przeszkodziły mu nerwy. Przez to Freund już w pierwszej próbie stracił szanse na medal. Niemcy szczególnie liczą na tego chłopaka, bowiem już dwanaście lat czekają na indywidualny medal w skokach na igrzyskach olimpijskich. Wtedy ta sztuka udała się Svenowi Hannawaldowi (drugi na średnim obiekcie w Salt Lake City).

Tajemniczy fotograf

Czy ktoś może im zagrozić? Coraz lepiej radzi sobie brązowy medalista ze średniej skoczni Anders Bardal. Ponownie najlepszy w kwalifikacjach okazał się Michael Hayboeck. Choć jeśli Austriak lubi odwoływać się do analogii, powinien ten wynik traktować jako złą wróżbę. W zeszłym tygodniu, po udanych kwalifikacjach Hayboeck w konkursie głównym zajął piąte miejsce. Jednak w dalszym ciągu jest nadzieją reprezentacji Austrii na krążek w konkursie indywidualnym. Ewentualny brak takiego sukcesu może być w tym kraju uznane za porażkę – od nieudanych igrzyskach w Salt Lake City, gdzie Austria w skokach nie zgarnęła ani jednego medalu, z dwóch następnych imprez – IO w Turynie i Vancouver – Austriacy indywidualnie przywieźli po dwa medale. Tymczasem na horyzoncie oprócz Hayboecka i Thomasa Dietharta nie ma perspektyw na to, by reprezentant Austrii stanął na podium. A to nie koniec nieprzyjemności aktualnych mistrzów olimpijskich.

Dziś wyszedł na jaw przypadek osoby, która podczas konkursu na średniej skoczni stała pod progiem rozbiegu i fotografowała sprzęt niektórych zawodników. Okazało się, że tym człowiekiem był zatrudniony przez sztab ekipy Austrii szpieg, który miał zbierać dane na temat sprzętu używanego przez konkurencję. Jednak nie to wzbudziło najwięcej kontrowersji, ale sam fakt, że ów fotograf w tym miejscu po prostu nie może stać. Skargę złożyli Szwajcarzy, a Międzynarodowa Federacja Narciarska zmusiła Austrię do przeprosin podczas spotkania kapitanów. Nawiasem mówiąc, kwestia szpiegostwa w skokach narciarskich nie jest tematem tabu. Niedawno Łukasz Kruczek w rozmowie z Przeglądem Sportowym przyznał, że takie rzeczy są na porządku dziennym. – Wysłaliśmy ludzi, który robili z daleka zdjęcia innym ekipom. Chodziło o podpatrzenie, w jakim kierunku ze zmianami idą inni. Nas też fotografowali. Ciągła gonitwa polega na tym, że chcesz jak najwięcej zyskać, ale też dużo ukryć – powiedział szkoleniowiec.

Spokojni Polacy

Szczęśliwie dla rywalizacji, na obecnych igrzyskach jak dotąd sprzęt nie decyduje o wynikach, a wypracowana w procesie długich przygotowań forma. W przypadku pozostałych reprezentantów Polski pod tym względem nie jest źle. W dalszym ciągu numerem dwa naszej ekipy jest Maciej Kot. Kwalifikacje miał dość udane (zajął w nich 9. miejsce), ale nie jest jeszcze zadowolony ze swoich prób. – Zawsze może być lepiej, nie inaczej jest tutaj. Te skoki nie są bardzo dobre, ale regularne i coraz lepsze[/i] – powiedział 23-latek.

Pozytywniej o swoim występie wypowiada się Jan Ziobro. – Dziś się czuje znacznie lepiej niż wczoraj, muszę powiedzieć, że znakomicie. Skoki też nie były złe. Spokój jak najbardziej wskazany jest. Co Bóg da, trzeba wziąć – stwierdził 13. zawodnik kwalifikacji. Znów niepokoi postawa Piotra Żyły. Choć w obu swoich skokach borykał się z trudnymi warunkami, nie zmienia to faktu, że wciąż na dużej skoczni nie czuje się najlepiej. – Nie było w ogóle noszenia w pierwszym skoku (w serii próbnej), narty poszły na bok i było krótko. Drugi wysoko, ale prędkości nie było. Może był trochę spóźniony ten skok i nie było fajnego pchania – ocenił w swoim stylu Żyła.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.