Facebook Google+ Twitter

Sofokles w formalinie. Leszek Mądzik w Teatrze Miejskim w Gdyni

Możemy być dumni z autorskich teatrów stworzonych przez wybitnych plastyków i scenografów, Tadeusza Kantora i Józefa Szajnę. Potrafili w sposób oryginalny i spójny połączyć plastyczną materię z żywym aktorem i tekstem literackim. Co nie jest rzeczą prostą, zwłaszcza, gdy scenograf zabiera sie za reżyserowanie dramatu na scenie repertuarowej.

 / Fot. plakatUwidoczniła to ostatnia premiera Teatru Miejskiego im. W. Gombrowicza w Gdyni. Uznany artysta, Leszek Mądzik, założyciel, scenograf i dyrektor Sceny Plastycznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego wyreżyserował, a może raczej "zobrazował", tragedię Sofoklesa. "Antygona" to dzieło znane wszystkim od szkoły podstawowej i nie miejsce tutaj na analizę literacką. Zasiadając na widowni zadałem sobie pytanie, jakież to fascynujące obrazy da się stworzyć na podstawie klasycznego tekstu zbudowanego na monologu i dialogu, na jedności czasu i przestrzeni.

Niech mnie zlinczują fani talentu wizyjnego Leszka Mądzika i tak będę się upierał, że jego spektakl to totalna porażka. To Sofokles zatopiony w formalinie, która zabiła wszelkie "bakterie" dramatyczności, zakonserwowała sceniczny banał, wygarbowała aktorów z emocji, wytwarzając to, co sztuczne i monotonne.

Najbardziej rozczarowało mnie to, co powinno być najsilniejszą stroną spektaklu:
scenografia i obrazowość. Na niewielkiej i zatłoczonej przez podnoszone i opuszczane podesty-ściany scenie, udekorowanej słupami niczym resztkami
greckich kolumn, nie udało się wyczarować czarownych obrazów. Postawiono
tutaj na mobilność ciężkich elementów dekoracji. W oknie sceny dwa wąskie
podesty przypominające zwodzony most rozdzielały jedynie jedną scenę od drugiej; niezbyt efektowne plastycznie i nie "ogrywane" przez aktorów. W głębi sceny dwa podesty uniosły się i jako ściany ze szczeliną-wejściem już tak pozostały do końca spektaklu. Mrok i słabe światło punktowe ledwie
wydobywało aktorów z "grobowej ciemności". Poszczególne sceny nie różniły się
specjalnie, ani też nie zaskakiwały sposobem oświetlenia, czy plastyczną pomysłowością.

Gdzie się podziały mocno nagłaśniane frapujące "obrazy" Mądzika ? Co prawda, był jeden taki obraz rozpoczynający spektakl. Dwaj prawie nadzy mężczyźni miotają się w konwulsyjnym balecie, jakby pogrzebani żywcem w trumnie, aby w końcu znieruchomieć. Scena efektowna i robiąca wrażenie, chociaż mało kto domyśli się, że to pewnie dwaj bracia, Polinik i Eteokles, którzy polegli w bratobójczej walce.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.