Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

172027 miejsce

"Songs Of Faith And Devotion" Depeche Mode słyszane dzisiaj

"Piętnaście lat minęło jak jeden dzień" - zaśpiewałem sobie, gdy otwierałem niedawno kupioną płytę z roku 1993. Nie byle jaką płytę, bo "Songs Of Faith And Devotion", kultowej dziś grupy Depeche Mode.

Okładka płyty "Songs Of Faith And Devotion" Depeche Mode / Fot. Mute RecordsJako sympatyk muzyki i domorosły krytyk, musiałem poznać wreszcie ten album od A do Z, bo dotąd opierałem się tylko na kasetowych nagraniach pojedynczych utworów i wspomnieniach sprzed kilku lat. Dokładnie sprzed siedmiu, kiedy zespół przyjechał na koncert do Polski, a ja ubrany w czarną koszulkę, w zaciszu domowym nagrywałem z Programu Trzeciego całą nocną audycję poświęconą "depeszowcom".

Ten mój muzyczny powrót do przeszłości był też spowodowany chęcią dowiedzenia się, czy piosenki się starzeją. Po przesłuchaniu już kultowej płyty "Songs Of Faith And Devotion" mogę powiedzieć, że nie jest tak źle. Ogromnego wrażenia nie robi otwierający krążek utwór "I Feel You", być może dlatego, że został rozpowszechniony i "oklepany" poprzez wiele własnych coverów, w tym chyba najsłynniejszy w wykonaniu zespołu Placebo. Kolejne utwory są jednak o wiele lepsze. Wspaniale, mimo upływu czasu, broni się "Walking In My Shoes", brzmiący na albumie niesamowicie, jakże inaczej, jakże bardziej oszałamiająco niż z radiowej playlisty, którą przerywają reklamy proszku do prania. Podobnie zachwyca "Condemnation", jedna z najpiękniejszych ballad lat 90-tych.

Dzisiaj nie trafiają do mnie Higher Love", czy "Mercy In You" tak jak i utwór "Judas", który - przyznam się bez bicia - słyszałem teraz po raz pierwszy. Za to mój największy podziw wzbudziły nagrania "Rush" i "In Your Room". Miałem okazję usłyszeć je wcześniej, ale teraz poznałem je inaczej, niemal metafizycznie.

Dzisiaj, w dobie "empetrójek" i "i-podów", taki osobisty powrót do muzycznej przeszłości pozwala też na wyciągnięcie wniosku, że jednak przesłuchanie całego albumu od deski do deski bez żadnego zagadywania prezentera radiowego, jest magiczne. Przynajmniej jeśli chodzi o "Songs Of Faith And Devotion". Ktoś powie, a co z płytami analogowymi? Usłyszeć ten album Depeche Mode z winyla - to byłoby dopiero coś! A jest taka możliwość, bo krążek kilka lat temu ukazał się też w wersji "czarnej".

Dzisiaj Dave Gahan i spółka też nagrywają, ale chyba już z mniejszym powodzeniem. To już nie te czasy, kiedy "depeszowcy" byli subkulturą tak liczną jak obecnie pseudokibice. I ciekawe tylko jak te ostatnie produkcje Depeche Mode zabrzmią za jakieś piętnaście lat.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Hmmm...klasyk? Nie, w przypadku DM to nie pasuje. Zresztą moja koleżanka zawsze mówiła, że Dave Gahan jest jak wino - im starszy, tym lepszy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

nie wiem, dla mnie DM to kalsyk, a klasyki się nie starzeją:P

Komentarz został ukrytyrozwiń

To miło, że ktoś wspomniał o tym zespole, który się nigdy nie zesterzeje, a jego wierne grono fanów zawsze będzie oddane DM.

Komentarz został ukrytyrozwiń

a ja własnie słucham solowego Dave'a Gahana. Utwór Deeper and Deeper zaskoczyłby was przebojowością, mocą...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Depesze nigdy się nie zestarzeją. Ja co prawda nie jestem z pokolenia depeszowców bo mialam wtedy kilka lat :) jeszcze w podstawówce w trampkach śmigałam jednak mój mężczyzna był jednym z tych fanów, którzy kołowali na lewo kasety i odgrywali jeden od drugiego. Dzięki niemu poznałam Depeche mode i jestem mu niezmierni wdzięczna. Ich piosenki się nie starzeją, mają klimat i duszę, której niestety obecnym twórcą i naśladowcom brakuje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.