Facebook Google+ Twitter

Sopockie referendum: Anty-Riviera kontra Riviera

Przeciwnicy sopockiego referendum wytoczyli najpotężniejsze działa: kłamstwa i pomówienia. Za publiczne lżenie i szkalowanie grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności.

 / Fot. kmz

Referendum w sprawie odwołania prezydenta Jacka Karnowskiego i Rady Miasta Sopotu nie zostało jeszcze ogłoszone, a już w mieście czuć przedsmak kampanii referendalnej. „Nieznani” wydawcy rozkolportowali dzisiaj w całym mieście ulotkę szkalującą pełnomocnika inicjatorów referendum, lidera ruchu "Kocham Sopot", oraz redaktorów gazety "Riviera". Dwoje kolporterów zostało zatrzymanych przez policję.

2 czerwca br. około południa w skrzynkach pocztowych sopockich mieszkań pojawiły się anonimowe ulotki zatytułowane „Anty-Riviera”. Dzień wcześniej trafiły tam oryginalne egzemplarze sopockiej gazety opinii „Riviera”, zawierającej m.in. informacje o tym dlaczego prezydent Sopotu łamie prawo a Rada Miasta nie reaguje, czemu Sopot nie jest miastem przyjaznym dla seniorów, ile ratusz wydaje na promocję w mediach, czym jest „prawda” w wydaniu J. Karnowskiego, oraz jak w kurorcie topi się publiczne pieniądze…
Zbieżność tytułu i liternictwo użyte w logotypie ulotki nie pozostawia wątpliwości, że jej zawartość miała być kojarzona z naszą gazetą. Nie jest również przypadkowy moment kolportowania anonimu. Informacje upublicznione w majowym wydaniu gazety kompromitują bowiem całkowicie sopocka „grupę trzymającą władzę”. Grupa ta więc, postanowiła zdyskredytować redakcję niepokornego pisma.

Wojna z IPN w tle
Sopocka gazeta opinii „Riviera” od trzech lat jest obiektem bezustannych ataków ze strony Jacka Karnowskiego i jego popleczników. Kilka tygodni temu sopocki prezydent zasugerował w mediach, że środowisko „Riviery” powiązane jest z hakerami, którzy dokonali włamania na jego stronę internetową i pomówili rodzinę premiera Tuska. Wcześniej ludzie związani z Karnowskim grozili naszym kolporterom i niszczyli gazety. „Nieznani” sprawcy nakłaniali również naszych reklamodawców, aby zaprzestali współpracy z naszym pismem. Impertynenckie epitety i anonimowe pomówienia na forach internetowych, to już niemal codzienność. Nigdy jednak nikt nie posunął się do tego, do czego posunęli się wydawcy „Anty-Riviery”.
Sugestie, jakoby piszący te słowa miał jakiekolwiek kontakty z komunistyczną służbą bezpieczeństwa są insynuacją iście esbecką. Pikanterii rzucanych na mnie kalumnii dodaje fakt, że wkrótce po wprowadzeniu stanu wojennego, zostałem zatrzymany przez milicję, pobity i przewieziony do więzienia w Starogardzie Gd. Po powrocie do Gdańska zostałem relegowany z liceum i przez dwa lata władze nie pozwalały mi przystąpić do matury. Przez ten czas musiałem ukrywać się przed poborem do wojska. W roku 2005 wystąpiłem do Instytutu Pamięci Narodowej o ustalenie, czy moje nazwisko figuruje w katalogu IPN, zawierającym spis funkcjonariuszy, współpracowników, kandydatów na współpracowników organów bezpieczeństwa państwa. Odpowiedź była negatywna.

Kto za tym stoi?
Wskazanie i ukaranie wydawcy anonimowej „Anty-Rivery” jest na razie niemożliwe. Jego intencji jednak można się łatwo domyślać. Na czterech stronach kredowego papieru znalazło się sześć tekstów – trzy szkalujące organizatorów sopockiego referendum i redaktorów prawdziwej „Riviery”, dwa wychwalające ratuszowe inicjatywy, oraz jeden piętnujący kluby „go go”.
Kto może być wydawcą? Kto napisał te teksty? A może łatwiej odpowiedzieć na pytanie, komu one służą, a komu szkodzą? Idąc tym tropem, oczywistym staje się fakt, że „Anty-Riviera” ma zdyskredytować środowiska, pragnące odwołania urzędującego od dwóch dekad urzędnika, podejrzanego m.in. o korupcję i poświadczenie nieprawdy. Kto byłby beneficjentem takiej „kompromitacji”, chyba nie trudno się domyślić. Na razie jednak nie ma na to dowodów, gdyż pod tekstami nikt się nie podpisał. Nam udało się jednak ustalić, kto je roznosił. Złapani „na gorącym uczynku” kolporterzy mieli ze sobą dwa duże plecaki wypełnione „Anty-Rivierą”. Wezwana na miejsce zdarzenia policja ustaliła ponadto, kto zatrzymanym kolportaż zlecił – młodzi ludzie ujawnili nazwisko właściciela firmy kolporterskiej, który tuż przed zatrzymaniem instruował ich telefonicznie, aby uciekali. Poszkodowani zapowiadają złożenie powiadomienia do prokuratury. Nie wykluczają również procesów cywilnych.
Na razie autorzy „Anty-Riviery” mogą spać spokojnie. Chociaż świadomość, że za tego rodzaju przestępstwo grozić im może nawet trzy lata więzienia, uczyni zapewne ten sen bardziej zajęczym, niż niedźwiedzim.


autor: Krzysztof M. Załuski
www.facebook.com/Riviera.gazeta

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.