Facebook Google+ Twitter

Sopockie referendum w sprawie dymisji Jacka Karnowskiego

Mieszkańcy najsłynniejszego polskiego kurortu mają dość. Chcą dymisji oskarżonego o korupcje prezydenta miasta, Jacka Karnowskiego. Grupa inicjująca akcję referendalną postuluje również odwołanie Rady Miasta.

Pełnomocnik Grupy Referendalnej składa W Urzędzie Miasta Sopotu powiadomienie o zamiarze przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania prezydenta Sopotu i Rady Miasta Sopotu. / Fot. Krzysztof M. ZaluskiZawiadomienie o ogłoszeniu referendum zostało złożone w sopockim ratuszu 20 maja br. Tego samego dnia o swoim zamiarze grupa inicjatywna powiadomiła Komisarza Wyborczego w Gdańsku p. Irmę Kul. Najprawdopodobniej w drugiej połowie września sopocianie zdecydują, czy prezydent Jacek Karnowski i Rada Miasta Sopotu zostaną odwołani przed zakończeniem obecnej kadencji.

Aby referendum się odbyło, jego inicjatorzy muszą zebrać ponad 3200 podpisów sopocian, popierających tę inicjatywę obywatelską. Potem do urn musi pofatygować się minimum 11 tysięcy uprawnionych do głosowania. Odwołanie obecnych władz nie jest więc wcale takie oczywiste, aczkolwiek całkiem możliwe.

Nie jest źle, ale…
Większość sopocian docenia zmiany, jakie zaszły w mieście w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Nie oznacza to jednak, że stan kurortu nie budzi w nikim zaniepokojenia. Słysząc pytanie: „co w Sopocie najbardziej Państwa denerwuje, co należało by zmienić?, mieszkańcy najczęściej wskazują na postępujący proces wyludniania się miasta, fatalny stan jego finansów, wynikający z drastycznego wzrostu zadłużenia, złą kondycję ekonomiczną miejskich spółek, wyjątkowo wysokie koszty administracji, opóźnienia w realizacji wielu inwestycji, liczne spory sądowe Urzędu Miasta z wykonawcami, prezydencką gigantomanię i zgodę na pseudonowoczesną architekturę, która doprowadziła do ostatecznego zniszczenia uzdrowiskowego charakteru Sopotu, nie liczenie się z kosztami i brakiem realnych korzyści dla mieszkańców przy podejmowaniu decyzji o miejskich inwestycjach, nagminne nie dotrzymywanie obietnic wyborczych – np. w sprawie budowy wielooddziałowego szpitala.

Arogancja gubi
Poważne obawy mieszkańców wzbudza również niedostateczne zainteresowanie władz aktywnym i rzeczywistym uczestnictwem sopocian w sprawach bezpośrednio ich dotyczących. Przejawia się to chociażby w konsekwentnym torpedowaniu przez prezydenta prac nad obywatelską uchwałą w sprawie konsultacji społecznych, czy budżetem obywatelskim. Sopoccy wyborcy szczególnie zlekceważeni poczuli się jednak z powodu braku merytorycznych konsultacji w sprawie wprowadzenia tzw. „ustawy śmieciowej”, oraz próbą przerzucenia kosztów jej wdrażania na ich barki.
Ignorowanie przez J. Karnowskiego oddolnych inicjatyw sopocian oraz ich woli stało się już zjawiskiem wręcz patologicznym. Wygląda nawet na to, że prezydent zapomniał, kto go zatrudnił, w jakim celu i z czyich pieniędzy wpłacana jest jego pensja. Stosunek sopockiego włodarza do wyborców jest przejawem arogancji, megalomanii i rzadko spotykanej demoralizacji. Ułomności tych Karnowski nabawił się w ciągu kilkunastu lat sprawowania niepodzielnej niemal władzy, w tym czasie z pracowitego, młodego samorządowca zmienił się w satrapę, otoczonego dworem posłusznych serwilistów.

Oburzeni chcą zmian
Czas rządów Jacka Karnowskiego powinien dobiec kresu już parę lat temu. Po wybuchu „afery sopockiej”, oskarżany o korupcję urzędnik poprosił mieszkańców kurortu, aby pozwolili mu dokończyć kadencję. Później miał się wycofać z polityki i nigdy więcej nie startować w wyścigu o prezydencki fotel. W rozpisanym wówczas referendum wyborcy wyrazili zgodę na pozostawienie go na stanowisku. Zostali jednak przez Karnowskiego oszukani… Nie pierwszy zresztą raz, i nie ostatni.
Teraz sopocianie znowu zażądali referendum w sprawie dymisji prezydenta. Część mieszkańców - w tym grupa inicjująca referendum – chce także głów miejskich radnych. Zwolennikami takiej koncepcji są m.in. przymierzający się do fotela prezydenckiego, pełnomocnik grupy inicjatywnej Ryszard Kajkowski, członkowie Sopockiej Inicjatywy Rozwojowej, z aktywistką feministyczną Małgorzatą Tarasiewicz na czele, oraz kilkuosobowa grupa z kanapowego towarzystwa „Sopociacy”, którą reprezentuje były kandydat na prezydenta Sopotu, Marek Śmiechowski.

To nie ja, to on
Pozostawienia Rady Miasta chce natomiast jej przewodniczący Wojciech Fułek (bezpartyjny kontrkandydat Karnowskiego w ostatnich wyborach), większa część radnych „Kocham Sopot” oraz środowisko sopockiego PiS.
- Odwoływanie całej Rady Miasta wydaje mi się posunięciem nie do końca przemyślanym, bo w końcu, to nie radni są winni katastrofalnej sytuacji, w jakiej znalazł się Sopot, lecz pan Jacek Karnowski – uważa szef sopockich struktur PiS, Michał Stróżyk. – Nieprawdziwa jest też informacja, rozpowszechniana przez prezydenta miasta, jakoby PiS i ruch „Kocham Sopot” byli organizatorami i inicjatorami tego referendum.
- Jest to inicjatywa obywatelska, z którą, według mojej wiedzy, żaden radny, a już na pewno nie z ruchu „Kocham Sopot”, nie ma nic wspólnego – wtóruje lider ruchu „KS”, Wojciech Fułek. – Fakt, że pełnomocnikiem grupy inicjatywnej jest mój były asystent, nie oznacza, że to ja stoję za tą inicjatywą, co insynuuje pan prezydent. Zresztą od dłuższego już czasu mam wrażenie, że pan Karnowski żyje w jakimś „matrixowym” świecie, który sam sobie stworzył, i w którym za jego porażki odpowiadają wszyscy, tylko nie on sam – dodaje przewodniczący Rady Miasta. – Co najzabawniejsze, to właśnie mnie prezydent upatrzył sobie, jako głównego sprawcę swoich kłopotów. Rozumiem, że taką wybrał formę walki ze wszystkimi, których uważa za zagrożenie dla swojej władzy. Szkoda jednak, że w tej walce pomówienia i insynuacje zastępują mu jakąkolwiek formę dialogu z oponentami.

Złota piramida zależności
Na karcie referendalnej mają pojawić się dwa pytania: „Czy jesteś za odwołaniem Jacka Karnowskiego z funkcji prezydenta miasta Sopotu przed upływem kadencji?” oraz „Czy jesteś za odwołaniem Rady Miasta Sopotu przed upływem kadencji?”
I właśnie ta druga kwestia stała się zarzewiem konfliktu pomiędzy inicjatorami referendum… Zwolennicy zdymisjonowania jedynie Karnowskiego argumentowali, że deklaracja odwołania również radnych może zostać odebrana, jako próba obarczenia Rady Miasta odpowiedzialnością zbiorową za uchybienia i niekompetencję prezydenta. Tak postawiony postulat osłabi tylko całą inicjatywę - bo strach przed utratą władzy poczuje już nie tylko Karnowski, lecz również radni.
- A to on jest alfą i omegą „sopockiego układu” – zdradza nam jeden z byłych przyjaciół politycznych Karnowskiego. - Po wyeliminowaniu Jacka, jego imperium natychmiast runie, a trzy dni później jego polityczni poplecznicy nie będą już nawet pamiętali, że ktoś taki jak Jacek K. kiedykolwiek istniał.
Usunięcie Karnowskiego może jednak nie być takie proste, jak się to niektórym jego wrogom wydaje. Przede wszystkim dlatego, że prezydent przez dwie dekady konsekwentnie budował piramidę zależności: politycznych, finansowych i towarzyskich, opartych na różnorakich interesach. Jego byli przyjaciele mówią o nieformalnej strukturze polityczno-biznesowo-towarzyskiej, zwanej sopockim „Golden Team”. Oceniają, że liczba osób uzależnionych od Karnowskiego - wraz z radnymi, urzędnikami i ich rodzinami - to armia ponad 3.200 osób. A to już wystarczy, aby niepodzielnie administrować miastem.

W trosce o Sopot
Zwolenników referendum to jednak nie zraża. Są przekonani, że arogancja Karnowskiego, jego coraz wyraźniejsza niekompetencja i przekonanie o własnej nieomylności, nakłonią sopocian do skorzystania z przysługującego im prawa decydowania o losie swojego miasta i masowego głosowania przeciwko urzędującemu prezydentowi.
Coraz więcej osób dostrzega również, że po latach rządów obecnego prezydenta, Sopot wymagał będzie „specjalnej troski” - całkowitego odpartyjnienia i kompleksowej sanacji we wszystkich dosłownie sferach. Dlatego też w najsłynniejszym polskim kurorcie coraz głośniej mówi się o kolejnych wyborach samorządowych i poszukiwaniu najwłaściwszego kandydata na fotel prezydenta miasta. Wydaje się jednak, że na udzielenie odpowiedzi na pytanie, „kto nim będzie?”, jest jeszcze za wcześnie.
Na oficjalnej stronie Urzędu Miasta Sopotu widnieje wpis: „Podczas każdych wyborów i referendów wysoką frekwencją udowadniacie Państwo swoją dużą świadomość obywatelską i zaangażowanie w sprawy miasta.”
Czy i tym razem się tak stanie? Przekonamy się najprawdopodobniej pod koniec września.

Autor jest redaktorem naczelnym sopockiego miesięcznika „Riviera”.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Zobacz także:

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.