Facebook Google+ Twitter

Sosnowiec: "Śpij spokojnie Aniołku"

Sosnowiec nie może zapomnieć tego, co się stało w mieście. Sześciomiesięczna Magda nagle skończyła życie. Tłum mieszkańców codziennie oddaje jej hołd. Dzieci na laurkach umieszczonych w miejscu ukrycia ciała Magdy piszą: "Śpij spokojnie Aniołku".

Sprawa śmierci malutkiej Magdusi z Sosnowca nie schodzi z pierwszych stron gazet i ciągle jest obecna w serwisach radiowych i telewizyjnych. Wokół niej krąży nieustannie bardzo wiele najróżniejszych nowych doniesień. W mediach elektronicznych, użytkownicy komentują postawę matki, ojca i rodziny dziecka w okresie masowej akcji poszukiwania Magdy i rzekomego porywacza. Nie brakuje słów potępienia policji za opieszałość w dochodzeniu i poszukiwaniu prawdy w tym od początku zagmatwanym problemie prawnym. Jedni chwalą detektywa Rutkowskiego za szybkie odnalezienie ciała dziecka, inni potępiają go za bezprawne wchodzenie w nieswoje sprawy.

Przy ponurym gruzowisku starego budynku PKP, gdzie matka ukryła pod osłoną nocy zwłoki córeczki, nie gaśnie las płonących zniczy. Mieszkańcy Sosnowca i okolic przychodzą tutaj, aby w milczeniu i zadumie nad losem niewinnej małej Magdy, która po sześciu miesiącach życia, nagle je straciła – przychodzą oddać jej należny hołd. Przychodzą dorośli z małymi dziećmi i młodzież. Składają kwiaty, zabawki, pluszowe misie i laurki. Jedna z nich brzmi: "Śpij spokojnie Aniołku".

Milczenie przerywa ojciec Madzi - Bartłomiej Waśniewski. Mówi w radiu RMF FM, że wieczorem, kiedy pomagał żonie wynosić wózek, Madzia jeszcze żyła. Zapewnia, iż do końca wierzył żonie, wierzył dopóki nie znaleziono ciała córki. Opowiada o sprawie tak jakby chciał zaprzeczyć temu, co mówiła dotąd wielokrotnie Katarzyna, że Magda w domu nie straciła życia.

Reporterowi "Faktu" wyjaśnia, że nie wie co się stało w mieszkaniu, że Madzia przestała żyć.


Tymczasem Katarzyna, przed wskazaniem miejsca ukrycia zwłok Magdy, powtarzała jak mantrę, opis napadu na nią wieczorem, wysokiego mężczyzny w kurtce z czarnym paskiem, który uderzył ją w tył głowy, po czym straciła przytomność. Potem, po odzyskaniu przytomności, dziecka nie było już w wózku. Na przesłuchaniach, oświadczyła śledczym, że po ukryciu ciała Magdy pod kamieniami, gruzami i liśćmi w starym budynku, przyznała, że wracając z wózkiem uderzyła się w tył głowy kawałkiem płytki chodnikowej, następnie ułożywszy się na chodniku twarzą do śniegu, czekała aż ktoś ją rozpozna i zawiadomi pogotowie i policję. Uczyniła to właśnie znajoma sąsiadka.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Anna
  • Anna
  • 10.02.2012 12:58

Kto z czystym sumieniem może spojrzeć Magdzie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.