Facebook Google+ Twitter

Spacerować z Putinem czy umierać za Gruzję?

Informacja „Rzeczpospolitej" o trotylu w prezydenckim samolocie Tu-154 wywołała zamieszanie, wybuchy wściekłości i miotanie najstraszliwszych oskarżeń pod adresem rządu. Rozpalaniu namiętności sprzyjała mylna identyfikacja szczątków ofiar.

Spacerować z Putinem czy umierać za Gruzję?

 / Fot. .Dawno, dawno temu, u zarania dziejów wolnej prasy w naszym kraju, przysłuchiwałem się dyskusji dziennikarzy na temat roli tejże w demokratycznym państwie. Padło pytanie, czy dziennikarz musi zastanawiać się nad skutkami, jakie może pociągnąć za sobą jego publikacja.

Tomasz Wróblewski, dzisiejszy redaktor naczelny „Rzeczpospolitej", stanął na stanowisku, że nie musi, a nawet nie powinien, mogłoby to bowiem zagrozić wolności prasy - ostoi demokracji. Rolą dziennikarza jest przekazanie prawdziwych treści, a czytelnik niech z tym robi co chce.

Informacja „Rzeczpospolitej" z 30 października o trotylu i nitroglicerynie w prezydenckim samolocie Tu-154 zdaje się świadczyć, że jej naczelny pozostaje tym poglądom wierny. Acz nie do końca.

 / Fot. PAPNa zamieszanie, wybuchy wściekłości i agresji, na miotanie najstraszliwszych oskarżeń, jakie ta informacja wywołała, powinien był właściwie zareagować wzruszeniem ramion: Wydrukowałem, a wy czytelnicy „róbta z tym co chceta“. Tymczasem redaktor Wróblewski tłumaczy się. Z niewinną miną przyznaje, że co do tego trotylu to się autor rewelacyjnego artykułu Cezary Gmyz mógł pomylić (ale mógł też nie), równocześnie jednak wskazuje na wiele niejasności, zagadek, dziwnych problemów, które premier Tusk powinien co najrychlej wyjaśnić i rozwiązać.

Z oskarżeniami prezesa PiS o mord na jego bracie artykuł w „Rzeczpospolitej" nie ma nic wspólnego – nie ma tam przecież ani słowa o jakimś zamachu czy czymś podobnym.

Komentarz do artykułu swego pracownika redaktor Wróblewski opatrzył przewrotnym tytułem „Nie wolno igrać z emocjami“. Oczywiście redaktor nie mógł nie wiedzieć, że na wieść o trotylu czeka w tym kraju, i to od dawna, praktycznie od 10 kwietnia 2010 roku, wiele osób, wśród nich z pewnością niemało czytelników „Rzeczpospolitej". To na jej poczytnych łamach czytelnicy ci są utwierdzani w przekonaniu, że za tragiczną śmiercią prezydenta Kaczyńskiego musi kryć się nie jakaś trywialna katastrofa tylko
ZAMACH. I nie trudno było przewidzieć, że wszyscy ci entuzjaści zamachu na hasło trotyl zakrzykną w najwyższym podnieceniu: A nie mówiliśmy!

Makabryczne pomyłki

Rozpalaniu namiętności wokół katastrofy smoleńskiej sprzyjała mylna identyfikacja zwłok Anny Walentynowicz i Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej (jak się wkrótce okazało, nie jedyna). Do litanii powtarzanych od z górą dwu lat zarzutów o „rozdzieleniu wizyt", „oddaniu śledztwa" Rosjanom, potakiwaniu „kłamstwom Anodiny”, potulnym oczekiwaniu na zwrot wraku samolotu - relikwii i równocześnie domniemanego dowodu moskiewskich matactw, na trop których naprowadzili niezależni zagraniczni eksperci itp. doszły oskarżenia o niedbale przeprowadzoną identyfikację zwłok, skandaliczny brak poszanowania szczątków ofiar i kłamliwe ukrywanie własnych i rosyjskich uchybień wobec należnej im czci.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 08.11.2012 21:36

"...ma nas w nosie bo wcześniej to my ich wystawiliśmy do wiatru... "

"Witold dokładnie tak."

Poproszę o rozwinięcie tych myśli.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dla mnie sprawa od początku jest prowadzona, delikatnie pisząc, w przedziwny sposób i tyle, dalej nie będe wchodził

Komentarz został ukrytyrozwiń

Umierać za Gruzję, czy za Saakaszwilego, Orbana, Łukaszenkę?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pytanie: "czy dziennikarz musi zastanawiać się nad skutkami, jakie może pociągnąć za sobą jego publikacja?"

Musi. Z prostego powodu, ponieważ z założenia należy przewidzieć, że jego informacje mogą być nieprawdziwe. Tylko informacje prawdziwe Wróblewski i inni dziennikarze mogą publikować bez obowiązku patrzenia w przyszłość i zastanawiania się nad skutkami, jakie ona przyniesie czy wywrze. Tak jak jest to w nauce, gdy przeprowadza się eksperyment. Eksperymentator opisuje ściśle warunki w jakim przeprowadził swoje doświadczenie, tak żeby ktoś inny mógł je powtórzyć. Natomiast w dziennikarstwie, gdy przytacza ktoś jakieś dane, to tak naprawdę nie wie, czy one są prawdziwe. Przeciętny odbiorca ma małe szanse ich zweryfikowania, a więc za skutki przekazywania "swoich rewelacji" trzeba brać pełną odpowiedzialność.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Rolą dziennikarza jest przekazanie prawdziwych treści, a czytelnik niech z tym robi co chce."

To zdanie Tomasza Wróblewskiego przywołane na okoliczność wtorkowej publikacji "Rzeczpospolitej" ma się tak do rzeczywistości jak tytuł niniejszego tekstu do "Sprawy Smoleńskiej", czyli nijak.
"Rzepa" nie napisała prawdy, a spacer Tuska z Putinem nie konweniuje z zabiegami Lecha Kaczyńskiego o zbliżenie polsko-gruzińskie w aspekcie smoleńskim.
Z sympatią pozdrawiam Autora.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witold dokładnie tak.

Komentarz został ukrytyrozwiń

...ma nas w nosie bo wcześniej to my ich wystawiliśmy do wiatru...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak widać na obrazku Gruzja ma nas dzisiaj w nosie, więc jednak spacerowanie z Putinem było bardziej z sensem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.