Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

69283 miejsce

"Spadkobiercy cara" - imperializm, wódka i grzechy narodowe

Film Konstantina Odegowa porównywano do najwybitniejszych osiągnięć kina rosyjskiego. Nie wiem, kto ośmielił się stworzyć takie porównanie, ale według mnie był niespełna rozumu.

Kadr z filmu. / Fot. 35mm"Spadkobiercy cara" to adaptacja powieści syberyjskiego pisarza Siergieja Kozłowa "Chłopiec bez skazy". Bohaterem jest trzynastoletnie Timofiej (Pawel Jurczenko), Timosza - jak zwracają się do niego koledzy. Chłopiec mieszka wraz z rodzicami (Denis Karasew i Jekaterina Rednikowa) na Syberii, w rozpadającej się, drewnianej chacie. Jego sąsiad to lokalny bogacz, którego stać na chińskie adidasy i który poucza Timoszę, że "Syberia nie leży za Uralem. Za Uralem to jest Moskwa, a Syberia to centrum świata". Rodzice Timy są alkoholikami, dla których liczy się tylko pełna butelka wódki na stole. Nie troszczą się o syna, który, żeby mieć, co zjeść, musi uciekać ze szkoły i zarabiać pieniądze. A to sprzedaje ryby, a to handluje kradzionym sprzętem elektronicznym. Do pewnego momentu film jest wartką opowieścią o trudnościach życia na Syberii. Jednak moment zwrotny i historia następująca po nim zupełnie niwelują okruchy pozytywnych odczuć w stosunku do filmu.

Pewnego dnia Timosza nawiązuje znajomość z Michałem (Miszą), drobnym przestępcą, nad którym ciąży wyrok. Za "opiekę" i udział w zyskach, Timosza ma handlować "towarem" dostarczonym przez kompana. Któregoś razu w ręce wspólników wpada tajemniczy guzik, który podobno należał niegdyś do cara Mikołaja II lub jego syna, carewicza Aleksieja, rozstrzelanych przez bolszewików pod Jekaterynburgiem w 1917 roku. Niewielki przedmiot rozbudza w chłopcu nieznane dotąd pokłady wiary, a także mistycyzm i wrażliwość. W tym właśnie momencie rozpoczyna się coś, co określiłabym mianem "nowoczesny film propagandowy".

Dalsza część filmu właściwie nie ma struktury fabularnej. To raczej luźno powiązane ze sobą wydarzenia, których opowiadania ma służyć "wyższemu celowi". "Spadkobiercy cara" po raz kolejny próbują rozliczyć się z historią i grzechami narodowymi. Ale w jakże nieudany sposób! Obraz Odegowa jest żałosną próbą zrehabilitowania pamięci zamordowanej rodziny carskiej, która jakiś czas temu została przez Cerkiew kanonizowana. Guzik, jako relikwia świętego Aleksieja (carewicz przychodzi do Timy w nocy, by potwierdzić, że to do niego należał przedmiot) towarzyszy Timoszy w wielu trudnych sytuacjach, na przykład gdy choruje jego matka.

Kadr z filmu. / Fot. 35mmFilm, który miał wnieść powiew świeżości w kino rosyjskie, okazał się wręcz przesiąknięty tanią propagandą, znaną z czasów Związku Radzieckiego. O czym może świadczyć próba rehabilitacji rodziny carskiej, jeśli nie o zakorzenionym w rosyjskiej mentalności imperializmie? Nie wspominając już o dyrektorze szkoły (sam Odegow), który okazuje się być weteranem wojny w Afganistanie. Schematyczne postacie kiedyś należały do kanonu kina "myśli narodowej". W "Spadkobiercach..." wystarczy spojrzeć na taki motyw: ojciec Timoszy, zatwardziały alkoholik, w czasie choroby żony, dzięki mocy carskiego guzika ostatecznie zrywa z alkoholem. Swoją postawą zdaje się krzyczeć do ziomków: "Zobaczcie, ja potrafiłem odstawić wódkę. Teraz czas na was!". Zapewne nie ma to absolutnie nic wspólnego z faktem, że średnia długość życia mężczyzn w Rosji wynosi 55 lat, z czego rokrocznie ponad 40 tys. osób zapija się tam na śmierć.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Jak w komentarzu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Naprawdę świetnie napisana recenzja. Zwraca uwagę znajomość rosyjskich realiów przez Autorkę tekstu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.