Facebook Google+ Twitter

Specjalizacja w stwarzaniu bałaganu, czyli ratuj się kto może

O złym funkcjonowaniu placówek służby zdrowia napisano już całe tomy.Temat wyeksploatowany do granic możliwości, ale jakże w dalszym ciągu aktualny i na czasie. Dość niedawno miałam okazję o tym osobiście się przekonać.

Zawsze jest wybór. / Fot. rys. Ewa ŁazowskaPogarszające się systematycznie od jakiegoś czasu wyniki laboratoryjne wymagały skierowania mnie do Wojewódzkiej Poradni Hematologicznej przy Szpitalu im. M.Kopernika w Łodzi. Specjalista od chorób krwi miał tam ocenić czy jest mi trzy ćwierci do śmierci, czy może tylko połowa, a nawet jedna czwarta. Rada, nierada - zmuszona byłam w rzeczonej poradni się zarejestrować i cierpliwie czekać na wizytę u lekarza. Nawet nie trwało to długo - uwzględniając fakt, że aby dostać się do specjalisty w ramach NFZ, trzeba czekać nawet po kilka miesięcy.Pewnego poranka, po czterech tygodniach oczekiwania pojawiłam się pod drzwiami gabinetu lekarza - wyznaczonego mi, że tak powiem - odgórnie.

Okazało się, że mój wrodzony optymizm został wystawiony na ciężką próbę. W poczekalni kłębił się tłum pacjentów, choć akurat nie wszyscy z nich byli skierowani do "mojego" lekarza. Ustawiłam się karnie w kolejce, składającej się z około 15. osób, ale dość szybko okazało się, że nie jestem dziesiąta w oczekiwaniu na wejście do gabinetu, ale co najmniej 25. Kolejka pęczniała na moich oczach i właściwie nie mogłam się kompletnie zorientować - czy np. ten pan stał za mną, czy może przede mną, a ta pani właśnie przed chwilą ustawiła się w ogonku, czy może sterczy tu już od samego rana. Nie obeszło się w takiej sytuacji bez przepychanek, nie tylko słownych, ale także fizycznych. Pewien krewki pacjent, rozsierdzony do żywego moim uporem w pilnowaniu kolejności wejść do lekarza, po prostu wywalił mnie z kolejki na sam jej koniec.

Po kilku godzinach oczekiwania na wejście do hematologa zorientowałam się, gdzie tkwi przyczyna totalnego bałaganu w poradni. Właściwie nie ma tutaj jednej kolejki do jednego lekarza specjalisty. Do jednego lekarza specjalisty kolejki są dwie, a nawet trzy. Jak to możliwe? To zjawisko można wyjaśnić tak:
Kolejka Nr 1 - pacjenci, którzy przyjechali do lekarza z najodleglejszych krańców województwa (czasami prawie o godzinie 6-tej rano) i po pobraniu krwi do analizy czekają na wyniki, oraz na wizytę u lekarza z tymi wynikami.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (12):

Sortuj komentarze:

Ryszardzie! Zapasy optymizmu zaczynają mi się powoli wyczerpywać. Dziś próbowałam zarejestrować się w ramach NFZ - tym razem do endokrynologa (wyniki badań u hematologa wykazały niezbicie, że interwencja "hormonologa" jest konieczna). Właściwie w moim mieście nie ma takiej opcji. Trzeba zatem wyciągnąć z zaskórniaka resztki kasy i prywatnie wystartować do rzeczonego specjalisty - albo... sobie odpuścić. I skąd tu brać ten optymizm? Pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak, tak - jeszcze raz mamy do czynienia ze sprawdzeniem się starego porzekadła.
"Aby się leczyć, trzeba mieć zdrowie." :(
Ewo, zdrowia życzę i dużo optymizmu...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pozdrawiam czerwonołapkowca, który z uporem godnym lepszej sprawy zostawia ślady swojej bytności negując komentarze, ale chyba ich nie czytając. Bardzo śmieszne. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Krystyno! Miło mi to słyszeć. Nie miała stosownego zdjęcia, które obrazowałby opisaną sytuację, więc musiałam sobie jakoś poradzić we własnym zakresie. :)

Panie Tadeuszu! Nie przypuszczam by pani minister zainteresowałaby się jakimś bałaganem w jakiejś poradni wojewódzkiej, bo takich bałaganów są pewnie w naszym kraju tysiące. Pani Krystyna też posłużyła się podobnym przykładem. A co do szpitala im Kopernika - ma on tyle problemów na głowie, że zakrawa na cud, że w ogóle ten moloch na słomianych nogach jeszcze stoi. Moja koleżanka musiała skorzystać dość niedawno z usług izby przyjęć w tym szpitalu. To co opowiadała na ten temat - przyprawia o dreszcze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Proponuję wysłać p.Minister, chyba z urlopu już wróciła.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Byłam dziś w przychodni :( Atmosfera dokładnie taka, jak opisuje Pani Ewa.
Podziwiam ilustrację do tego artykułu. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Faktycznie przydałby się jakiś specjalista od robienia porządków. Podobno oddział hematologii w tym szpitalu funkcjonuje super i ma wielkie osiągnięcia w leczeniu chorych. Przychodnia hematologiczna jest integralną częścią tego szpitala (około 1000 łóżek suma summarum) i jest tuż obok oddziału szpitalnego a bardak faktycznie w niej imponujący.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja mysle, Ewuniu, ze tam nie ma menadżera, który ten bardak by uporzadkował i zaczął zarzadzać placówką, bo wyglada mi ona na totalne bezhołowie

Komentarz został ukrytyrozwiń

No to proszę uprzejmie, Jadziu. Czyli jak się chce to można zadbać o to by było w miarę normalnie. W tej "mojej" przychodni rejestracja wyznacza pacjentom lekarza "z urzędu" i nawet nie podaje nazwiska przy zgłaszaniu się do leczenia. Taka rosyjska ruletka - jakby. Ja dowiedziałam się z kim będę miała zaszczyt - dopiero pod drzwiami gabinetu gdy już stałam w kolejce. Mój brat miał "szczęście" trafić do jakiegoś profesora, który z kolei wywołuje pacjentów według swojego widzimisię. I tak to wygląda. Pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ewo - jak wszędzie; "znajomi królika" i słuzba zdrowia - bez kolejki.
Specjalista - tylko jeden na jakiś ogromny teren. Ludzie - czego doświadczyłaś na własnej skórze - różni. Wystarczy 2-3 bezczelnych w kolejce i wszystko sie załamuje.
U nas każdy zarejestrowany zna swój numer i taki sam numer przpięty jest do karty, która danego dnia ląduje na biurku lekarza. Piszę o ortopedii, bo z tym mam do czynienia.
Oczywiście zjawiają sie ludzie nie zarejastrowani, ale o ich przyjeciu decyduje lekarz zależnie od przypadłosci.
W kolejkę rejestowaną wplatają sie rzecz jasna ludzie wysłani na kontrole do rentgena, a więc wchodzący do gabinetu powtórnie. Inaczej sie nie da. W międzyczasie ten sam lekarz kontroluje opatrunki, stan po gipsach, wykonuje zastrzyki dostawowe...
W przypadku wyznaczenia przez lekarza wizyty kolejnej - należy sie natychmiast zarejestrować na wyznaczony dzień i to nie stanowi problemu.
Np.kolejny pobyt w szpitalu mam wyznaczony na okreslony dzień sierpnia i jestem zarejestrowana na 3 dni przed tym terminem do poradni(nr 3, godz.9.20), z której wyjdę ze skierowaniem na oddział i wyznaczonym terminem zgłoszenia na Izbie Przyjęć.
Tak to wygląda u nas w praktyce.Jak wszędzie też - buywaja lekarze mniej lub bardziej oblężeni, ale to juz sprawa famy.
Do jednego ze słynniejszych w Polsce ortopedów ludzie podobno rejestrują się stojąc pod prywatnym gabinetem od 2-3 w nocy po to, aby się po kilku miesiącach dostać na prywatna wizytę, a po niej - na oddział, gdzie ta sława operuje.
I obyśmy zdrowi byli.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.