Pozycja materiału w rankingach:
O złym funkcjonowaniu placówek służby zdrowia napisano już całe tomy.Temat wyeksploatowany do granic możliwości, ale jakże w dalszym ciągu aktualny i na czasie. Dość niedawno miałam okazję o tym osobiście się przekonać.
Pogarszające się systematycznie od jakiegoś czasu wyniki laboratoryjne wymagały skierowania mnie do Wojewódzkiej Poradni Hematologicznej przy Szpitalu im. M.Kopernika w Łodzi. Specjalista od chorób krwi miał tam ocenić czy jest mi trzy ćwierci do śmierci, czy może tylko połowa, a nawet jedna czwarta. Rada, nierada - zmuszona byłam w rzeczonej poradni się zarejestrować i cierpliwie czekać na wizytę u lekarza. Nawet nie trwało to długo - uwzględniając fakt, że aby dostać się do specjalisty w ramach NFZ, trzeba czekać nawet po kilka miesięcy.Pewnego poranka, po czterech tygodniach oczekiwania pojawiłam się pod drzwiami gabinetu lekarza - wyznaczonego mi, że tak powiem - odgórnie.Zobacz także:
Artykuły
(185)
Galerie
(38)
Średnia ocen
(4.54)
Miejscowość: Łódź | Kraj: Polska
O mnie: Smaruję tutaj androny, bo kiedyś może się zdarzyć, Że przyjdzie mi się zmierzyć z krytyką adwersarzy Albo jakiegoś trolla, co chyłkiem i pewnie ukradkiem Szpilę pod żebro mi wetknie. Nie znacie takiego przypadkiem?
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Ewa Łazowska 10.06.2011 11:18
Ryszardzie! Zapasy optymizmu zaczynają mi się powoli wyczerpywać. Dziś próbowałam zarejestrować się w ramach NFZ - tym razem do endokrynologa (wyniki badań u hematologa wykazały niezbicie, że interwencja "hormonologa" jest konieczna). Właściwie w moim mieście nie ma takiej opcji. Trzeba zatem wyciągnąć z zaskórniaka resztki kasy i prywatnie wystartować do rzeczonego specjalisty - albo... sobie odpuścić. I skąd tu brać ten optymizm? Pozdrawiam!
Ryszard Jan Zagórski 10.06.2011 09:14
Tak, tak - jeszcze raz mamy do czynienia ze sprawdzeniem się starego porzekadła.
"Aby się leczyć, trzeba mieć zdrowie." :(
Ewo, zdrowia życzę i dużo optymizmu...
Ewa Łazowska 09.06.2011 18:06
Pozdrawiam czerwonołapkowca, który z uporem godnym lepszej sprawy zostawia ślady swojej bytności negując komentarze, ale chyba ich nie czytając. Bardzo śmieszne. :)
Ewa Łazowska 06.06.2011 23:17
Pani Krystyno! Miło mi to słyszeć. Nie miała stosownego zdjęcia, które obrazowałby opisaną sytuację, więc musiałam sobie jakoś poradzić we własnym zakresie. :)
Panie Tadeuszu! Nie przypuszczam by pani minister zainteresowałaby się jakimś bałaganem w jakiejś poradni wojewódzkiej, bo takich bałaganów są pewnie w naszym kraju tysiące. Pani Krystyna też posłużyła się podobnym przykładem. A co do szpitala im Kopernika - ma on tyle problemów na głowie, że zakrawa na cud, że w ogóle ten moloch na słomianych nogach jeszcze stoi. Moja koleżanka musiała skorzystać dość niedawno z usług izby przyjęć w tym szpitalu. To co opowiadała na ten temat - przyprawia o dreszcze.
Tadeusz Kowalski 06.06.2011 23:02
Proponuję wysłać p.Minister, chyba z urlopu już wróciła.
Krystyna Nita 06.06.2011 22:41
Byłam dziś w przychodni :( Atmosfera dokładnie taka, jak opisuje Pani Ewa.
Podziwiam ilustrację do tego artykułu. :)
Ewa Łazowska 06.06.2011 22:28
Faktycznie przydałby się jakiś specjalista od robienia porządków. Podobno oddział hematologii w tym szpitalu funkcjonuje super i ma wielkie osiągnięcia w leczeniu chorych. Przychodnia hematologiczna jest integralną częścią tego szpitala (około 1000 łóżek suma summarum) i jest tuż obok oddziału szpitalnego a bardak faktycznie w niej imponujący.
Jadwiga Ślawska Szalewicz 06.06.2011 21:46
Ja mysle, Ewuniu, ze tam nie ma menadżera, który ten bardak by uporzadkował i zaczął zarzadzać placówką, bo wyglada mi ona na totalne bezhołowie
Ewa Łazowska 06.06.2011 17:33
No to proszę uprzejmie, Jadziu. Czyli jak się chce to można zadbać o to by było w miarę normalnie. W tej "mojej" przychodni rejestracja wyznacza pacjentom lekarza "z urzędu" i nawet nie podaje nazwiska przy zgłaszaniu się do leczenia. Taka rosyjska ruletka - jakby. Ja dowiedziałam się z kim będę miała zaszczyt - dopiero pod drzwiami gabinetu gdy już stałam w kolejce. Mój brat miał "szczęście" trafić do jakiegoś profesora, który z kolei wywołuje pacjentów według swojego widzimisię. I tak to wygląda. Pozdrawiam!
Jadwiga Kowalczyk 06.06.2011 16:15
Ewo - jak wszędzie; "znajomi królika" i słuzba zdrowia - bez kolejki.
Specjalista - tylko jeden na jakiś ogromny teren. Ludzie - czego doświadczyłaś na własnej skórze - różni. Wystarczy 2-3 bezczelnych w kolejce i wszystko sie załamuje.
U nas każdy zarejestrowany zna swój numer i taki sam numer przpięty jest do karty, która danego dnia ląduje na biurku lekarza. Piszę o ortopedii, bo z tym mam do czynienia.
Oczywiście zjawiają sie ludzie nie zarejastrowani, ale o ich przyjeciu decyduje lekarz zależnie od przypadłosci.
W kolejkę rejestowaną wplatają sie rzecz jasna ludzie wysłani na kontrole do rentgena, a więc wchodzący do gabinetu powtórnie. Inaczej sie nie da. W międzyczasie ten sam lekarz kontroluje opatrunki, stan po gipsach, wykonuje zastrzyki dostawowe...
W przypadku wyznaczenia przez lekarza wizyty kolejnej - należy sie natychmiast zarejestrować na wyznaczony dzień i to nie stanowi problemu.
Np.kolejny pobyt w szpitalu mam wyznaczony na okreslony dzień sierpnia i jestem zarejestrowana na 3 dni przed tym terminem do poradni(nr 3, godz.9.20), z której wyjdę ze skierowaniem na oddział i wyznaczonym terminem zgłoszenia na Izbie Przyjęć.
Tak to wygląda u nas w praktyce.Jak wszędzie też - buywaja lekarze mniej lub bardziej oblężeni, ale to juz sprawa famy.
Do jednego ze słynniejszych w Polsce ortopedów ludzie podobno rejestrują się stojąc pod prywatnym gabinetem od 2-3 w nocy po to, aby się po kilku miesiącach dostać na prywatna wizytę, a po niej - na oddział, gdzie ta sława operuje.
I obyśmy zdrowi byli.