Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

158702 miejsce

Spektakl „MY(requiem) na scenie

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-12-07 15:33

Dziś wieczorem w Centrum Kulturze lubelscy widzowie mieli okazję zobaczyć przedstawienie „MY(requiem) Tomasza Bazana.

Plakat Spektaklu / Fot. www.teatrmaat.plSpektakl został skomponowany w mistrzowski sposób. Począwszy od skomplikowanego i z pozoru chaotycznego układu chorograficznego, po drobiazgowe dopracowanie szczegółów. Każdy ruch dopasowany był rytmicznie do muzyki, która nadawała ton tańcu. Wielką wagę ma każdy gest, element skąpej scenografii czy charakteryzacja aktorów np. świetnie wykonane stroje: proste i czarne sukienki dla kobiet i czarne, szerokie spodnie dla mężczyzny.

W szybkim tańcu, odgrywanym na wysoko usypanej ziemi, mieliśmy fantastyczne wrażenie lekkiego unoszenia się nad powierzchnią. Widowiskowa, subtelna w użyciu gra świateł, pozbawiona zbędnych kolorów czy przypadkowych promieni. Światło przecina scenę w nieskazitelnej formie, wyrywając z mroku szczególnie ważne fragmenty sceny, w których akurat stali aktorzy, lub ich części ciała, gdy skupienie i siłę ukazano poprzez naświetlenie naprężonych muskułów klatki piersiowej tańczącego mężczyzny.

Spektakl jest przedstawieniem o przekroczeniu materialnej struktury ciała i wydobyciu ekspresji duchowej przez taniec. Aktorki swoją grą, drgawkami, czy szalonym plątaniem się po ziemi przypominają osoby, z których wyzwala się dusza. Ich każdy gest, mimika twarzy nie są bez znaczenia, ponieważ uboga forma scenografii (nieliczne świata, skąpe ciemne stroje), skierowują uwagę widza w spotęgowany sposób na aktorze. Sposób w jaki aktorzy poruszają się po scenie wywołuje burzę emocję i zachwyca. Czy są to „maniakalne” skoki pełne opętania, czy taniec do psychodelicznej wręcz muzyki; całość wypada zjawiskowo.

Na wielkie brawa zasługuje także zespół aktorów pod wodzą Tomasza Bazana, który na scenie tworzy fenomenalne widowisko. Skonstruowana choreografia pozwala przenieść się do innej, odmiennej rzeczywistości. Gdy przyjrzymy się bliżej, zauważymy, że trzy (Barbara Bujakowska, Justyna Jasłowska, Kinga Boruń) kobiety występujące w spektaklu odgrywają te same ruchy, jedna po drugiej lub jednocześnie. A pojawiający się w ostatnim akcie mężczyzna, w tej roli Tomasz Bazan, uzupełnia je swoim indywidualnym tańcem.

Tomasz Bazan w spektaklu „MY(requiem)” daje widzowi nadzieję na odnalezienie sensu istnienia. To właśnie ona przedziera się przez cały spektakl. W ostatniej scenie wyraźnie widzimy, że to wszystko co przekazują publiczności aktorzy pozostawia w nas ciepło poznania sensu, którego wszyscy szukamy i świadomość jego istnienia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.