Facebook Google+ Twitter

Spektakl "Skarpetki, opus 124". Co łączy nas z dziurawą skarpetką?

"Skarpetki, opus 124" czyli rzecz o tym, co dziurawa skarpeta ma wspólnego z człowiekiem. Recenzja spektaklu Teatru Współczesnego.

 / Fot. Michał Englert, Teatr WspółczesnyKompletnie różni bohaterowie przedstawieni przez dwóch kompletnie różnych aktorów. Jedna scena. Dwie i pół godziny spektaklu. Co wychodzi z tej mieszanki wybuchowej? Ciekawa opowieść o tym, jak sztuka grania na scenie oraz sztuka reżyserii wyglądają od podszewki.

Dwóch podstarzałych mężczyzn próbuje wrócić na deski teatru. Jeden z nich pisze scenariusz, drugi godzi się zagrać w tej sztuce. To wszystko wydaje się być proste, jednak wcale nie jest tak kolorowo. Dwie odmienne osobowości zaczynają ścierać się na oczach widzów. Jeden z mężczyzn (Piotr Fronczewski) wydaje się być optymistą o duszy artysty, drugi (Wojciech Pszoniak) to twardo stąpający po ziemi, poważny elegancik. Spektakl ukazuje ich perypetie w czasie przygotowywania sztuki.

Pełno tu zabawnych elementów, peruka na łysinie Fronczewskiego i ciągłe w tej kwestii docinki ze strony Pszoniaka (który jak się okazuje na końcu, sam jest łysy jak kolano). Stroje klaunów z ogromnymi, kolorowymi butami oraz peruką, której włosy stają dęba. Nie obyło się także bez wulgaryzmów, które urozmaicają przedstawienie. Pszoniak wiecznie podejrzewający Fronczewskiego o bycie "pedałem". I przede wszystkim dziurawa skarpeta jednego z panów, która powoduje niedowierzanie drugiego i ciągłe pytania - jak można pracować z kimś, kto ma dziurawe skarpety? To oraz wiele innych perełek, umiejętnie zostało połączone z elementami, można powiedzieć, tragicznymi - bohater Fronczewskiego opowiada o zmarłej żonie-alkoholiczce; Pszoniak nie ma pieniędzy na powrót do domu metrem, obaj panowie nie mają z kim spędzić Wigilii, dlatego mimo wzajemnej nienawiści, postanawiają świętować razem. Jednak odbiorca, który po tym wszystkim spodziewa się happy endu, rozczaruje się.

W całej tej historii uderza nas jej uniwersalność. Ani razu nie pojawia się imię i nazwisko bohaterów, a ich perypetie wydają się nam bardzo bliskie. Może dlatego, o spektaklu pamiętamy jeszcze długo po opuszczeniu ścian teatru.

Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.