Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

27156 miejsce

Spieszmy się kochać dzieci, tak szybko odchodzą

Hospicjum dla dzieci nieuleczalnie chorych w Mysłowicach, jest pierwszą tego typu placówką w południowej Polsce i jedyną na Śląsku. Bardzo obawiałem się spotkania oko w oko z chorymi dziećmi, podjąłem jednak decyzję... muszę je odwiedzić.

Ja, dorosły facet otrzaskany w życiowych bojach, bardzo obawiałem się wizyty w jedynym na Śląsku hospicjum dla nieuleczalnie chorych dzieci. Bałem się, czy wytrzymam widok cierpienia w najbardziej przejmującej formie, jaką jest cierpienie dziecka.

Los oszczędził mi tego, czego bałem się najbardziej, czyli widoku maleńkich główek w chustach zakrywających brak włosów i przeraźliwie smutnych dziecięcych oczu. W hospicjum tego dnia nie było ani jednego małego pacjenta.

fot. W. Janowicz
Hospicjum „Cordis”


Każde hospicjum jest sprzeciwem wobec eutanazji, również to w Mysłowicach. W lutym 1994 r. Społeczne Towarzystwo Hospicjum Cordis uruchomiło, jako pierwsze w południowej Polsce, oddział stacjonarny dla chorych umierających z powodu choroby nowotworowej. W 1998 r. utworzono tu oddział dla dzieci. Jest tu jak w domu rodzinnym, nie tylko za sprawą wystroju sal, ale również organizacji pracy. Trzy małe pokoiki pozwalają chorym przebywać z rodzinami, z osobami ukochanymi. Daje to im poczucie bezpieczeństwa i miłości...


Żeby dziecko mogło godnie odejść

Twórczynią i dyrektorem placówki jest Jolanta Markowska – lekarz medycyny, pediatra. W latach 1983-1987 słuchaczka Studium Teologicznego KUL. Dyrektor Markowska, mimo natłoku codziennych obowiązków związanych z prowadzeniem placówki, znalazła czas, by porozmawiać.

Jak twierdzi, hospicjum to nie jest pojęcie związane z budynkiem, to raczej sposób działania. Pielęgniarki jeżdżą do chorych dzieci jednym rozsypującym się samochodem i opiekują się maluchami w ich rodzinnych domach. Najlepsza opieka nie zastąpi cierpiącemu dziecku otoczenia i atmosfery rodzinnego domu.

Żeby dziecko mogło godnie odejść, hospicjum wyposaża je w sprzęt niezbędny do opieki, wart nierzadko ponad 30 tys zł. Łóżka, materace przeciwodleżynowe, pompy infuzyjne, koncentratory tlenu, ssaki ratują małym pacjentom tę odrobinę życia, które im pozostało. Opieką psychologiczną objęci są członkowie rodzin. Oprócz codziennej mozolnej pracy związanej z opieką paliatywną, hospicjum organizuje zajęcia dla małych pacjentów i ich rodzin: wyjazdy do kina, teatru lub na wycieczki, imprezy mikołajkowe, święta.

Po raz dziesiąty dzieci wyjechały w tym roku na kolonie hospicyjne. Finansowaniem tych wyjazdów zajmuje się hospicjum, głównie przez poszukiwanie ludzi chętnych udzielić takiej pomocy. Od trzech lat kolonie sponsoruje jedna osoba. Pani dyrektor nie chce podawać jej personaliów, gdyby nie ta osoba kolonii by pewnie nie było...

Wcześniej osobą, która była nie tylko dobroczyńcą hospicjum, ale i dobrym duchem był Henryk Beberok, szef telekomunikacji na Śląsku. Pan Henryk znał z imienia wszystkich małych pacjentów. Nigdy nie pytał, na co są pieniądze, dawał i dziękował za to, że może pomóc. Pieniądze uzyskiwał przez organizację aukcji obrazów np. Jerzego Dudy Gracza. Niestety, w 2003 r. Henryk Beberok zginął w wypadku samochodowym.

W 58 procentach bieżącą działalność hospicjum finansuje NFZ reszta jest wypraszona od sponsorów. Założenia kontraktu z NFZ, są wyśrubowane, jeśli łóżko jest przez chwilę wolne, fundusz zabiera pieniądze.
Kolejny raz w trakcie rozmowy dzwoni telefon dyrektorki, obowiązki wzywają...

Barbara Mozdyniewicz - siostra oddziałowa fot. W.Janowicz
Jak realizują się marzenia ...


Do pokoju wchodzi Barbara Mozdyniewicz – od listopada 1998 odpowiedzialna za pracę pielęgniarek w hospicjum. Wiele lat pełniła posługę wolontaryjną. Uwielbia dzieci i próbuje robić wszystko, by w ich krótkim życiu niczego im nie zabrakło. Kilka miesięcy temu adoptowała małą Klaudusię, chorą dziewczynkę mieszkającą w hospicjum.

Pani Barbara nazwy najpotrzebniejszych leków, których zawsze tu brakuje. I ona uważa brak pojazdów za podstawową bolączkę hospicjum. Pielęgniarki dojeżdżają codziennie do pacjentów, czasem nawet i ponad 100 km. W ostatnim okresie życia dziecka, jedna pielęgniarka jedzie do pacjenta rano druga wieczorem i tak do odejścia dziecka. Samochody potrzebne są również do tego, by realizować marzenia dzieci. Opieka nie tylko ogranicza się bowiem do podawania leków czy obsługi urządzeń. Maksymalny okres jaki dziecko przebywało na oddziale hospicjum to półtora roku. Najkrócej była tu 14-latka. Odeszła w ciągu doby...

Mali pacjenci przed śmiercią próbują normalnie żyć. Uczą się, bawią się. Ostatnie chwile traktują normalnie, ale - jak twierdzi pani Barbara - są świadome umierania. Nie wiem czy ktokolwiek nie byłby wzruszony słysząc słowa umierającego dziecka, które pyta mamy czy do nieba pójdzie po drabince czy poleci na skrzydełkach.

Są trzy fazy choroby nowotworowej.
Tzw. faza preterminalna – okres zakończenia leczenia głównie chemią, dziecko jeszcze chodzi, nie musi brać środków przeciw bólowych. Wtedy można jeszcze spełniać jego marzenia.
Faza terminalna
– ból; bez środków przeciwbólowych nie można normalnie żyć.
Faza
agonalna – krótka, tuż przed odejściem.

- Pracuję w tym hospicjum już wiele lat i moja wiedza na temat tej strasznej choroby - opowiada dyrektor Jolanta Markowska - jest niczym w porównaniu z wiedzą człowieka, który umiera.

fot. W.Janowicz
Wyspa nadziei ?


W tym oceanie nieszczęścia jest mała wysepka nadziei. Jak twierdzą obie panie, kilkoro z małych - wyglądało, że nieuleczalnie chorych - pacjentów wyzdrowiało całkowicie. Są wolontariuszami w hospicjum, najlepiej rozumiejącymi tragedię jaką stanowi choroba nowotworowa.


Daria


Rozstajemy się. Przed wyjściem siostra oddziałowa wręcza mi tomik poezji Darii Stawiarz pt. "Zachód słońca to coś co kocham". To jest fragment ostatniego wiersza Darii pt. "Przed sądem ostatecznym".

Pragnę się wyspowiadać – tak jest
moja ostatnia wola.
przyznaję – kochałam ludzi, ptaki
zwierzęta i przyrodę
przyznaję – psychologia, poezja i
malarstwo to moje pasje
przyznaję starałam się cieszyć
każdą chwilą bo wiedziałam , że
koniec przeznaczony jest każdemu.

Daria zmarła 4.10.2003 r. mając zaledwie 16 lat.

Przed świętami Bożego Narodzenia, które w całej swej radości pozostawiają jednak odrobinę zadumy wspomnijmy tych, którzy mogą nie doczekać świąt. Wspomóżmy starania ludzi, którzy towarzyszą im w oczekiwaniu na wieczność.


Społeczne Towarzystwo Hospicjum Cordis
BPH S.A. O/Mysłowice/ 36 1060 0076 0000 3300 0045 7169

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

smutne.....aż się popłakałam:( dzięki temu przeczytanemu artykułowi jeszcze bardziej zrozumiałam, że moja decyzja w sprawie mojego wykształcenia jest słuszna- chcę iść na kierunek opiekuna medycznego i pomagać w hospicjach.......

Komentarz został ukrytyrozwiń

niesamowite...Panie Witku jest Pan wielki...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piękny tekst.

Komentarz został ukrytyrozwiń

jestem pod wrazeniem Pana artykulow. pierwszy, jaki przeczytalam dotyczyl tragedii w Halembie. gratuluje Panu prawdziwej rzetelnosci, ktorej brakuje dziennikarzom. dziekuje za to, co Pan pisze.. to dodaje nadziei... Pozdrawiam
Iwona z Bytomia

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie pokazałeś dosłownie tragedii tych dzieci, ale w każdym zdaniu, jest ona wyczuwalna. Opisałeś wizytę w hospicjium z wielkim wyczuciem, nie obnażając cierpieniai. Nawet zdjęcia są symboliczne. Choć pokazują niewiele, są wymowne. Ogromny plus za wyczucie w realizacji trudnego tematu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piękny ale smutny artykuł. Plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piękny artykuł.... I ten wiersz na końcu. Rozpłakałam się :( Gratuluje!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.