Facebook Google+ Twitter

Śpij, jesteśmy na urlopie, Polska tutaj jest nieważna

Romantyczne kolacje we dwoje w małych knajpach nie pozwoliły zapomnieć o Lepperze szalejącym po polach kukurydzy. Dziennik telewizyjny spowodował rozwód, bo o nocnych szaleństwach nie było mowy.

Polityka to jednak wstrętne, niebezpieczne bydlę. Niektórym naiwnym istotom wydaje się, że stanowi ona część zewnętrznej rzeczywistości, można zatem, chociaż na chwilę, od niej się uwolnić. Znam małżeństwo, które podjęło taką beznadziejną próbę i próbowało przed nią uciec w miejsce, do których nie docierają polskie gazety, najmniej nawet wyraźny głos polskiej, radiowej stacji, nie mówiąc już o telewizji. To był, jak wynika z ich opowiadań i szlochów byłej już żony, dramatyczny i zmarnowany czas.

Nienasycone, krwiożercze zwierzę

Pierwsze kilka dni były, co zgodnie podkreślali oboje, miłe i rozkoszne. Spacery nad morzem w słońcu i przy świetle księżyca, wyrafinowane drinki wypijane z umiarem, by organizm nie tracił kontaktu z cudowną przyrodą oraz romantyczne kolacje we dwoje w małych knajpach pozwoliły zapomnieć o Lepperze szalejącym po polach kukurydzy, walce ekologów o dolinę Rospudy i wytężonej, wręcz heroicznej, nocnej pracy dzielnych prokuratorów zbierających dowody przeciwko niemieckiemu pismu, które znieważyło polskiego prezydenta. A nawet o tryskającej szczęściem twarzy premiera Jarosława Kaczyńskiego, otwierającego odcinek nowej autostrady zbudowanej w ciągu dwóch tygodni przez nowy rząd.

Te wszystkie traumatyczne wspomnienia przestały się liczyć w nowych urlopowych warunkach, gdzieś na krańcach świata. Skończyło się tak wyśmiewane przez ukochaną żonę poranne leżenie w łóżku z przenośnym radiem na piersiach w oczekiwaniu na pierwsze wiadomości i wielogodzinne analizy opiniotwórczych dzienników, by zdobyć wiedzę pozwalającej przetrwać kolejny trudny dzień, świadomego swojej społecznej misji, polskiego inteligenta.

Ważniejsze było wsłuchiwanie się w upajający szum palmowego gaju i łoskot fal rozbijających się o rafę koralową. Żona kwitła, przypominając dziewczynę poznaną w zeszłym wieku, a sylwetka naszego bohatera zaczęła powoli zbliżać się do smukłości aktora Artura Żmijewskiego. Nic jednak nie trwa wiecznie, a tym bardziej słodycz urlopowych dni. Okazało się, że polityka, to nienasycone krwiożercze zwierzę, znowu upomniała się o swoją ofiarę.

Polska miała być ważna

Sielanka trwała tylko trzy dni. Pierwsze objawy, jak wynika ze wspomnień byłej żony nie wydawały się groźne. Ot, bezwiedne poszukiwanie małego radia, wiernie zwykle czekającego na półce. Potem ciche, lecz wyraźne mamrotanie przez sen: „kochanie, już świta, pójdę po gazety. I „Politykę”, bo jest środa”.

Wczesne objawy uzależnienia były stosunkowo łatwe do opanowania. Wystarczyło delikatne muśnięcie łysiny i uspokajający szept: „śpij, śpij, jesteśmy na urlopie, Polska nie jest tutaj ważna” lub, w ostateczności, matczyne przytulenie do bujnej i ciągle jędrnej piersi. Cierpienie, jeszcze przed chwilą obecne na twarzy ukochanego męża znikało, a ręka, która już chciała sięgać we śnie po kartę do głosowania, powracała na muskularną pierś.

Wszystkiemu winny dziennik

Stan ostrej politycznej choroby pojawił się zaskakująco szybko. Jego oczy, przyzwyczajone w polskiej rzeczywistości do podwójnego widzenia, patrzyły martwo na cudowny krajobraz. Najgorsze do przetrwania, co zgodnie potwierdzali oboje, były godziny między 18.45 a 20.00 polskiego czasu. Słodki okres dzienników telewizyjnych ciągle trwał w jego czujnej świadomości. Spowodowało to ostry kryzys małżeński, gdyż nie było już mowy o nocnych szaleństwach. Dopiero kilkanaście tysięcy kilometrów od własnego domu oboje zdali sobie sprawę z tego, czym jest różnica czasu.

Wrócili z wymarzonego urlopu kilka dni wcześniej. Ona, mimo wielkiego uczucia, wystąpiła o rozwód. Wiedziała, jak każda mądra i kochająca kobieta, że z polityką nie można wygrać. To przecież znany bezwzględny drapieżca. Teraz, co gorsza, przypomina dwugłową hydrę.
Urlop od lat spędzam na Mazurach. Pamiętam o tragicznych doświadczeniach kolegi i nigdy nie wyjeżdżam zbyt daleko. Radio włączam już o godzinie piątej rano, by wysłuchać wiadomości. O ósmej jestem w wiejskim sklepie, by kupić świeże pieczywo i zaopatrzyć się w codzienną porcję gazet. Niestety nie czytam ich spokojnie. Chyba przeklinam. Pokój zaczyna przypominać biblioteczny magazyn.

Odpoczywam, ale nie jestem szczęśliwy. Bardzo mi brakuje telewizji i mądrych twarzy parlamentarzystów. A szczególnie ich ponętnych ust. One tak wiele obiecują...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Panie Andrzeju - mój imienniku:) pozdrawiam serdecznie i dłoń ściskam. Gratuluję tekstu i gorąco się z nim solidaryzuję

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.