Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

17878 miejsce

Śpij, śpij, to chyba jakieś zakłócenia…

Niecały rok po studiach mąż dostał wezwanie do pełnienia służby w Szkole Podchorążych Rezerwy. Miał ją zakończyć w grudniu 1981 roku. Dwunastego grudnia przyjechał na ostatnią, jak wtedy sądził, przepustkę.

Rankiem trzynastego obudziłam się pierwsza, włączyłam telewizor i wpadłam w panikę. Budzę męża, mówię, co widzę i słyszę, a on mi na to: - Śpij, śpij, to chyba jakieś zakłócenia... Po trzecim komunikacie sam się zaniepokoił. Wstał, pospiesznie zjadł śniadanie, ubrał się i pobiegł na dworzec. Dramaturgii dodawał fakt, że była to "lewa przepustka".

Przez kilka dni chodziłam jak struta. Żadnej wieści. Strach, niepokój, przygnębienie, bezsilność... I "pocieszenie" od znajomego, który widział, jak o tej porze, gdy mąż powinien być już na stacji, obok dworca kolejowego przejeżdżały czołgi z jego jednostki. - Pewnie wsiadł?

 / Fot. Fot. PAP ArchiwumMieszkałam w obcym mi wtedy mieście, sporo oddalonym od rodziny. Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Wyjazd do innej miejscowości nie był prostą sprawą. Zgodnie z procedurami musiałam zwrócić się z pytaniem do szefa, czy udzieli mi pozwolenia (musiało być na piśmie) na wyjazd na święta. I co? Otrzymałam odpowiedź odmowną:
- Jest pani pracownikiem funkcyjnym, nie wolno - usłyszałam. Nie pomogły tłumaczenia, że opłatkiem będę się chyba dzielić sama z sobą. Dodam, że rozmowy telefoniczne też nie były łatwe (rozmowy kontrolowane), no i telefony nie były tak dostępne jak dziś. Na szczęście przełożony mojego szefa okazał więcej zrozumienia.

Do spokoju potrzebna mi była tylko wiadomość od męża. Dostałam ją kilka dni przed świętami. W dwóch zdaniach pisał, że wszystko skończyło się dobrze. I życzył... zdrowych świąt.

Wigilię i sylwestra spędziłam w rodzinnym gronie, ale dalekie one były od radosnych. Dzięki zapobiegliwości mojej mamy, na stole mieliśmy tradycyjne potrawy. Mąż na Wigilię jadł kiełbasę na ciepło, a sylwestra spędził na wartowni.

Służba przedłużyła mu się o kilka długich miesięcy. Dziś można powiedzieć, że i tak miał dużo szczęścia. Fakt, że feralnego trzynastego był na "przepustce", uratował go przed licznymi "przygodami", jakie przeżywali jego koledzy, a które zaczęły się od alarmu o 4.00 i wyjazdu czołgami w nieznane. Zanim jednak dotarł do jednostki, strachu najadł się co niemiara. I im było bliżej, tym trudniej. Gdy znalazł się na miejscu, był wieczór. W koszarach ciemno. Wielka niewiadoma. W tym chaosie nikt na szczęście o nic nie pytał. Szybko okazało się, że bardzo przyda się w opustoszałej jednostce.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (14):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 13.12.2009 14:07

Znam to wszystko z przekazów, w miejscu gdzie byłem analizowano to inaczej, szukano, komu to potrzebne. Mówiono o Związku Radzieckim, mówiono o Papieżu, mówiono o Solidarności, mówiono o Wałęsie. Do Wałęsy zaczęto dołączać następnych. Michnika, Geremka i wielu innych. OBRAZ DO DZIŚ MAM MĘTNY, KOMU TO WSZYSTKO PRZYNIOSŁO KORZYŚCI? Kto za tym wszystkim stał. Na zachodzie nie mówiono o Polsce, na zachodzie mówiono tylko o Gdańsku i w kółko powtarzano te same nazwiska. Czyżby już wtedy "niezależne media" grunt przygotowywały? Cóż mi małemu o tym wiedzieć, cóż?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pięknie i tak...szczerze. Aż łezka się w oku kręci.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 13.12.2009 13:07

Pamiętam, też myśleliśmy że to zakłócenia. Przyszedł sąsiad i powiedział, ze wprowadzono stan wojenny. Wyszliśmy z domu i zobaczyliśmy żołnierzy radzieckich ustawionych wokół Bazy, po dwóch uzbrojonych. Potem spotkaliśmy nasze patrole. Wrażenie niesamowite, bo nie wiedzieliśmy co będzie dalej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pamiętam ten dzień..
Oczywiście+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję Jolu za tekst.
Twój osobisty, wspomnieniowy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jolu, nie wiem co powiedzieć, bo wszystko co mi do łba przychodzi zabrzmi banalnie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pomieszkiwałam wtedy sama na stancji w centrum miasta (wtedy Nowotki teraz Piłsudskiego) i obudziły mnie przejeżdżające czołgi, mury kamienicy drżały. Nie miałam telefonu i telewizora ale maleńkie radyjko i słuchałam "Wolnej Europy".
(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Masz rację, Steniu, skrajnych emocji nie brakowało.
Czy da się opisać słowami, co przeżyli ci młodzi mężczyźni, gdy okazało się, że jeden z nich na ich oczach zginął (drugi od tej samej kuli był ranny)?
Co przeżyła matka, żona, może dziewczyna, które czekały na powrót swojego męża, syna...?
Obraz tamtych dni nie byłby prawdziwy, gdybyśmy mówili tylko o momentach tragicznych.
Bywało i humorystycznie, choć nierzadko był to śmiech przez łzy...

Komentarz został ukrytyrozwiń

miało być: wesołe. Przepraszam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.