Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

58043 miejsce

Spokojnie, to tylko "Yuma"

Od 10 sierpnia na ekranach kin oglądać można nowy polski film, zrealizowany w koprodukcji z Czechami, tytułem nawiązujący do amerykańskiego westernu z 1957 roku "15.10 do Yumy". Z "Yumą" Piotra Mularuka krytycy filmowi, a i co bardziej wyrobieni widzowie, mogą mieć niejaki problem.

Plakat do filmu "Yuma" Piotra Mularuka. / Fot. materiały promocyjneBo w tym filmie w zasadzie mamy wszystko, co powinien mieć dobrze skonstruowany obraz kinowy, a jednak jakby czegoś brakowało. Jest więc wciągająca historia młodych ludzi z zapyziałego miasteczka na pograniczu polsko - niemieckim (rzecz dzieje się na przełomie lat 80. i 90. minionego wieku, a przecież filmów współczesnych nigdy za wiele).

Są interesująco i prawdziwie narysowane postaci, nie tylko wiodących bohaterów, ale także drugoplanowych i epizodycznych osób; jest kilka autentycznie zabawnych scen i dialogów bardzo dobrze przekazanych przez dobrych aktorów, na dodatek w większości przypadków nieopatrzonych poprzez udział w niezliczonych serialach (warto zwrócić uwagę na charakterystyczną kreację Jakuba Kamieńskiego w roli Młota, Krzysztofa Skoniecznego jako Kuli czy demonicznego i groźnego - chyba po raz pierwszy w takim stopniu - Tomasza Kota).

Dobrze brzmi muzyka Jana P. Muchowa utrzymana, jak i film w swojej dominującej części, w konwencji westernowej. Oczywiście, nie brakuje też wątku miłosnego. A jednak "Yuma" zdaje się być pozbawiona emocji, które mogłyby autentycznie widza poruszać. Być może ma na to wpływ pewna przewidywalność akcji i zachowań bohaterów...

Piotr Mularuk opowiada w swym filmie, którego jest współproducentem i współautorem (z Wojciechem Gajewiczem) scenariusza o młodym chłopaku zwanym Zygą (gra go Jakub Gierszał, wcale nie lepszy tutaj niż w "Sali samobójców", co sugerują opinie zawarte choćby na plakacie filmu), który mieszka w maleńkiej miejscowości przy granicy z Niemcami. Wiedzie dość nijaki żywot znaczony spotkaniami z grupą podobnych sobie młodych ludzi pozbawionych jaśniejszych perspektyw niż życie z dnia na dzień, tudzież rozrywki (znamienna jest tu scena ostatniego seansu w jedynym w mieście kinie, którym jest wspomniany na początku western Delmera Davesa.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.