Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

183668 miejsce

Społeczeństwo doskonałe, czyli rzecz o szczęściu zbiorowym

Nie wszystko się człowiekowi w życiu udaje. To banalne wyznanie może brzmieć również bardziej gorzko: nic się nie udaje. Może dlatego marzenia o przyszłości trzeba trzymać krótko przy pysku, lepiej bowiem nie trwać w złudzeniach.

Ten felieton dedykuję mojej młodej koleżance Oliwii Piotrowskiej, której tekst „Wyborcza gorączka na poletku własnym, czyli wybory a pisanie” wywołał zaskakująco żywą, a nawet można powiedzieć, ożywczą dyskusję na stronach gazety internetowej. Moje wrażenia z jego lektury są jednak zasadniczo inne niż te, które pojawiły się w emocjonalnej i szczerej wymianie poglądów. Uświadomiłem sobie bowiem, w czasie rozmyślań nad nim, klątwę, która ciąży nad moim pokoleniem. Jest nią klątwa ideologizacji życia społecznego.

Świadomie używam dramatycznych słów, gdyż straciłem już ostatecznie nadzieję, że schyłek życia spędzę w spokoju, opiekując się wnukami, od czasu do czasu pisząc, a przede wszystkim czytając. Jestem za stary na emigrację, a poza tym jedyną prawdziwą ojczyzną, jaką człowiek ma jest jego język. Poza nim zawsze jest etniczna obcość i emocjonalne rozczarowania. Bardzo łatwo takie odczucia nazwać pogardliwie histerią, którą – na przykład – przypisał dużej grupie inteligencji Rafał Ziemkiewicz w swoim poniedziałkowym, wielkim artykule w „Dzienniku. Polska. Świat. Europa” zatytułowanym, po kantowsku, „Krytyka małpiego rozumu”. Nie chcę wypowiadać się w imieniu innych rozczarowanych społeczną i polityczną sytuacją w Polsce, w końcu zawsze najbezpieczniej jest mówić w swoim imieniu. Wydaje mi się jednak, że owi sfrustrowani, podobnie jak ja, reagują negatywnie na przeraźliwy hałas, który słychać z daleka.

To nadjeżdża, niestety, kolejny ideologiczny walec. I nieważne jest, kto siedzi przy jego kierownicy. Podobnie jak marksistowsko-leninowski walec nie będzie zwracał uwagi na jednostki, przeszkadzające mu w poruszaniu się do przodu, ku świetlanej przyszłości. Kierujący nim ludzie znowu wiedzą lepiej, co jest ludziom potrzebne. Są pewni swoich przekonań i nie mają najmniejszych wahań, jak zbudować stan zbiorowego szczęścia. Teraz jeszcze wspaniałomyślnie wykorzystują arytmetycznie pojmowaną demokrację parlamentarną, później mogą odwołać się do przemocy, nie zawsze rozumianej jako symboliczna.

Moje pokolenie ma bardzo złe doświadczenia z politykami, a raczej z ideologami, których największym, życiowym marzeniem było zbudowanie komunistycznej utopii. Największą rolę w jej konstrukcji, która, jak wiadomo, nieco się przeciągnęła, miało państwo i jego aparat przemocy. Każda utopia zresztą tak się kończy. Może się mylę, ale dostrzegam podobne mechanizmy w realizowanej obecnie polityce ekonomicznej i społecznej.

Oto grupa ideologów, pragnąca zrealizować swoje wielkie, życiowe marzenie o szczęśliwym społeczeństwie, („Polsce solidarnej”?) zaczyna to robić odwołując się nie do społecznej energii jednostek i grup pracujących dla dobra wspólnego, lecz do siły zewnętrznego wobec nich prawa. I nieważne, czy będzie to ustawa lustracyjna w proponowanej przez Sejm czy Senat wersji ustanawiająca dziwną granicę lustracyjnej niewinności, która zaczyna się dla urodzonych w roku 1972 i później, czy też propozycja przepisów, które w istocie ograniczają działanie organizacji pozarządowych (non profit). Marzenia o zbiorowym szczęściu muszą mieć czytelne, formalne ramy. Dopiero w tej przestrzeni, uregulowanej przepisami, można śnić swój indywidualny sen. Inne, w niej się nie mieszczące, nie są dozwolone.

Znowu, a nie jest to indywidualna obsesja, może pojawić się w najbliższym czasie ideologiczna konstrukcja, która już wiele razy dramatycznie zawiodła. Podmiot ludzki zostanie sprowadzony do biernej roli obserwatora nawiedzonych, którzy mają plan świeckiego zbawienia. Nie trzeba czekać na przejście na tamten świat. Raj może mieć także swój doczesny wymiar. A co ze swoim krótkim życiem mają zrobić ci, którzy w to nie wierzą? Albo ci, którzy nie chcą, by zewnętrzne wobec nich grupy organizowały im szczęście na ziemi, gdyż wierzą w swoje siły.

Wczoraj przeczytałem w jednej z gazet wypowiedź młodej, dobrze wykształconej kobiety, która uzasadniając swój wyjazd na Zachód powiedziała, że w Polsce robi się duszno. Ona wyjedzie i odetchnie świeżym powietrzem, pozbawionym ideologicznego smrodku. Znowu zatem zapytam: a co mają zrobić ludzie z mojego, tak ciężko doświadczonego, pokolenia, których karano za najdrobniejsze polityczne przewinienia wobec tych, którzy kiedyś wiedzieli lepiej i widzieli dalej, gdyż mieli bezgraniczną pewność, że zbudują społeczeństwo doskonałe.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Zafascynowany jestem ogromną wolą Polaków niszczenia wszystkiego co idzie w miarę dobrym kierunku i budowy na gruzach
wszystkiego od nowa.Jescze nigdy nie było w naszym kraju rządu który dostałby jakiś dłuższy kredyt zaufania i realizując
długofalową politykę gospodarczą doprowadził do wyższego poziomu zycia Polaków.Zacznijmy od Gierka za jego czasów
Polacy poczuli że można osiągnąć wyższy poziom życia i konsumpcji ruszyły z kopyta budowy nowych zakładów,
budownictwo mieszkaniowe,pracowników poszukiwano z łapanki bo wszędzie brakowało rąk do pracy.Rozwinięte
budownictwo mieszkaniowe powodowało ogromne zapotrzebowanie na produkcję elementów wyposażenia mieszkań
co przy niewielkim imporcie dawało zatrudnienie wszystkim chętnym.Ale nie okazało się że są grupy niezadowolonych
bo na spółdzielcze w zasadzie prawie darmowe mieszkanie czekało się 12lat.Brak zgody na jakiekolwiek podwyżki cen
spowodował gneralny brak towarów na rynku i w rezultacie jakuieś tam postulaty na dykcie i upadek władzy.
Nowa władza za pomocą 150% inflacji miesięcznej pozbawiła ludzi wszelkich oszczędności i na gruzach ustroju
socjalistycznego zaczęła budować kapitalizm.Budowa ta polegała na zniszczeniu prawie całego przemysłu polskiego
bo po co my mamy coś produkować kiedy inni zrobią to taniej a my Polacy możemy zarobić na utrzymanie np. przebierając
się za głoda lub zakładają dwie dykty reklamujące "Fakt".No ale co się stało to się nie odstanie i następne rządy opracowały
nową politykę w której głównymi celami stało się wejście do NATO i Unii Europejskiej z lepszym lub gorszym skutkiem
taka polityka była realizowana przez wszystkie rządy w ciągu następnych lat.Kiedy już dzięki wyważonej polityce
gospodarczej Milera a później Belki i funduszom z Unii zaczynamy odnosić sukces i poprawiać sytuację kraju
nadchodzą nowe wybory.Ludzie podpuszczeni przez media które u władzy widziały liberałów z PO generalnie
olewają wybory i dzięki 11% poparciu elektoratu słuchającego swych pasterzy wybierają do nowej rozbiórki
ludzi ogarniętych nienawiścią do przeszłości i nie interesujących się bieżącymi problemami tylko walką z wyimaginowanym
wrogiem i modłami w świątyniach.
Ciekawy jestem co na tych gruzach powstanie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Po Kaczyńskich przyjdą inni. Czekają już w kolejce. Jeżeli historia czegoś uczy, to głównie tego, że większość ludzi jest na wiedzę odporna. Przypomnę cytat z powojennych pamiętników Churchila:"Jest tajemnicą i tragedią europejskiej historii, że naród zdolny do wszelkich cnót heroicznych, utalentowany, waleczny, czarujący jeśli chodzi o poszczególne jednostki, tak uporczywie powtarza kolejne błędy w niemal każdym aspekcie ich rządowego życia. Wspaniali w buncie i upadku, nędzni i niegodziwi w triumfie. Najdzielniejsi z dzielnych, którym często przewodzą najpodlejsi z podłych".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marzę o takim kraju, w którym politycy nie odwołują się do prawa natury, świętych ksiąg i trumien dawno zmarłych polityków. To powinien być taki kraj, w którym polityka podporządkowana jest ekonomii a nie odwrotnie. A wiem, że takie państwa istnieją.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ci co zostaną, będą - być może - mieć za lat kilka to samo uczucie, co Pan dziś.
Mam tylko nadzieję, że Kaczyńscy wymrą jak dinozaury, a cała historia jest tylko chorobą dziecięcą polskiej demokracji.
Co groźne - nie ma tu paraleli, z którą moglibyśmy obecny klimat polityczny w całości porównać. Oni budują za nasze pieniądze podstawy wieloletniej dominacji, oraz niszczą i tak słabe społeczeństwo obywatelskie.

Jest tylko jedna broń, wobec której są bezbronni - śmiech! Oni nie potrafią przejść obojętnie, gdy się z nich kto śmieje...

Niech się śmiech niesie, jak Polska długa i szeroka. Nie zakażą nam się śmiać, choćby mieli nas powsadzać, jak chcieli to zrobić z tym bogu ducha winnym bezdomnym z Warszawy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.