Facebook Google+ Twitter

Społecznie i użytecznie

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2010-05-12 16:47

Dlaczego najstarszy polski serwis Web2.0 (czyli taki, w którego działaniu podstawową rolę odgrywa treść generowana przez użytkowników danego serwisu) – Grono.net – kończy rynkowy żywot w chwili, gdy coraz więcej Polaków z zapałem korzysta z Naszej Klasy czy Facebooka? Odpowiedź każdy z nas znajdzie zapewne we własnej szafie, w której – idę o zakład – obok najwyżej jednego smokingu wisi kilka marynarek.

 / Fot. mat. KawaKilkanaście dni temu miałem spotkanie z młodzieżą z jednego z krakowskich liceów. Rozmowa miała dotyczyć rynku pracy, ale w pewnym momencie spytałem, w jaki sposób nowe gadżety i usługi internetowe zmieniły codzienność tegorocznych maturzystów. Po odpowiedziach musiałem starannie kryć zdumienie. Otóż większość rozmówców – na oko typowych przedstawicieli tzw. generacji kciuka uzależnionej rzekomo od gadżetów i serwisów Web2.0 – nie używała Twittera ani Blipa, na Naszą Klasę lub Facebook zaglądała incydentalnie, a pocztę w komórce sprawdzała raptem jedna z dziewczyn w ponad 30-osobowej klasie. Jakoś nie tak wyobrażają sobie dziś młodych badacze e-kultury.

Rzecz jasna dwie klasy maturalne, nawet bardzo liczne, nie mogą stać się solidną bazą do poważniejszych obserwacji socjologicznych. Chyba każdy z nas słyszał o maniakach, którzy w Sieci spędzają więcej czasu, niż na rozmowie z bliskimi. Nie tak dawno w serwisie YouTube rekordy popularności bił filmik z ceremonii ślubnej pewnej amerykańskiej pary, na którym młodzi przed powiedzeniem sobie sakramentalnego „tak” poinformowali o tym na Twitterze swoich czytelników. Żeby było śmieszniej, większość z nich była zapewne na tej ceremonii, wpis miał więc charakter czysto formalny. Ale był zarazem bardzo znamienny – nic, co nie zostanie odnotowane online, dla wielu ludzi po prostu nie istnieje.

Rozmowa z maturzystami pokazała mi, że w publicznych rozważaniach na temat fenomenu obywatelskiego Internetu zbyt często przecenia się skalę przydatności wielu przedsięwzięć spod znaku Web2.0. Najczęściej robi się to na dodatek w sposób trywialny, czyli nie zadając sobie pytania o to, czy dany serwis ma w ogóle sens – czy dla ilu internautów to, co robimy w Sieci, ma naprawdę jakieś znaczenie lub może być użyteczne? Sam fakt funkcjonowania w Sieci staje się paradoksalnie raison d’etre witryny, bo zgodnie ze słynną teorią długiego ogona, sformułowaną przed laty przez naczelnego miesięcznika Wired Chrisa Andersona, w Internecie koszt dotarcia do każdego niszowego odbiorcy zawsze jest niższy od potencjalnych korzyści.

Jeśli w realnym świecie chcielibyśmy otworzyć sklep z akcesoriami np. dla hodowców jadowitych węży, musielibyśmy się naprawdę solidnie nagimnastykować, by zdobyć klientelę gwarantującą przynajmniej opłacalność biznesu. W Internecie, za sprawą niskich kosztów startowych i kosztów dotarcia do klienta, szanse powodzenia przedsięwzięcia znacznie rosną, choć oczywiście nie gwarantują automatycznie kokosów. Midasowe bogactwo w Sieci czeka, owszem, w niszach. Ale jedynie w tych dużych, w których znaleźć można naprawdę wielu potencjalnych odbiorców.

Do tego właśnie sprowadza się problem, jaki mają dziś niektóre witryny stworzone na fali „społecznościowego” e-boomu sprzed kilku lat. Internet obywatelski, tworzony przez samych internautów, stracił dziś walor nowości i nie przykuwa już uwagi jako ciekawostka sama w sobie. Na dodatek Sieć przestaje być oazą niskich kosztów, gwarantującą opłacalność nawet mniej przemyślanych przedsięwzięć, np. serwisów „społecznościowych” pokroju zadajpytanie.pl, które miały tętnić życiem od internautów szukających odpowiedzi na nurtujące ich pytania, a wyraźnie nie wytrzymały konfrontacji z np. Wikipedią.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.