Facebook Google+ Twitter

Spór o "Bolka", czyli co po książce

Lech Wałęsa wybrał najgorszą możliwą taktykę obrony. Straszy procesami, straszy odszkodowaniami. Nie straszy prawdą...

Lecha Wałęsę ostatecznie opuścił polityczny instynkt. Co więcej - mam wrażenie, że opuścił go nawet instynkt samozachowawczy. Bo przed oskarżeniami o agenturalną przeszłość broni się w najdziwniejszy sposób. Metoda "foch + straszenie" nie przyniesie mu nic dobrego. Co więcej - podnosi wiarygodność jego oponentów.
Ataki na Lecha Wałęsę nie przyniosły merytorycznej dyskusji o latach 70. i metodach komunistycznego aparatu przemocy. Nie ma pochylenia się nad realiami tamtego okresu. Są rozbujane, nieprawdopodobne emocje. I te emocje niestety, Wałęsę gubią. Gdy oglądam w TVN24 byłego prezydenta atakującego dziennikarza za zadawane pytania, to nie tłumaczę sobie tego złością "niewinnie oskarżanego". Opowiadał Wałęsa o różnych rzeczach 100 razy? To niech opowie kolejny raz. Bo to jest cena bycia osobą publiczną, to jest cena niedopowiedzeń z przeszłości. Gdy czytam wywiad z Wałęsą w "Polsce Dzienniku Bałtyckim" i widzę odpowiedzi na pytania dziennikarza: "pyta Pan jak esbek" i na tym kończy się odpowiedź, to widzę, że Wałęsa popełnia kardynalny błąd. Formą i emocjami zdaje się uciekać przed prawdą. Czy faktycznie ucieka - nie wiem. Mówię o wrażeniu.

Gdy słyszę, że autorzy książki zostaną pozwani do sądu, nie robi to na mnie wrażenia. W sądzie bowiem oceniany może być sam fakt "naruszenia dóbr osobistych", a już prawdziwość zarzutów niekoniecznie. Bo można niektórych obrazić prawdą. To paradoks, ale wiele jest takich wyroków. Pozwanie autorów książki - niewiele zmieni, a na pewno nic nie wyjaśni.

Gdy słyszę, że Lech Wałęsa zapowiada pozwanie dziennikarzy TVP i dochodzenie 20 mln zł odszkodowania, to myślę, że były prezydent nie wie co mówi. Ale nie tylko on. Gdy kilka lat temu prawnicy reprezentujący SKOK wnosili pozwy przeciwko "Gazecie Wyborczej" domagając się milionowych odszkodowań, dziennikarze "GW" grzmieli, że to kneblowanie prawa do krytyki prasowej. Gdy dziś relacjonują zapowiedzi Lecha Wałęsy, o milionach piszą spokojnie. Ich sprawa, ich konsekwencja...

A mnie te miliony irytują. Oczywiście, ktoś powie, że za błędy trzeba płacić. Ale mówimy o osobie publicznej. Wyhamujmy zatem z milionowymi żądaniami... Wyhamujmy ze straszeniem sądami. Dociekajmy prawdy. Twardo i uczciwie.

Bo w obecnej sytuacji Wałęsa może bronić się tylko prawdą. Bez względu na to jaka była. Nie interesują mnie wyroki sądowe (wspomniałem - sąd nie musi szukać prawdy!). Interesuje mnie merytoryczna, krytyczna analiza rozumowania historyków IPN. Książkę trzeba zabić książką. A nie wyrokiem i zakazem. Inna sprawa - jaka może być siła kontrargumentów. Ale to właśnie powinna być istota sporu. Sporu o prawdę i historię.

Wałęsa ryzykuje zresztą ogromnie odwołując się ewentualnie do sądu. Wprawdzie - jak wspomniałem - sąd nie musi dochodzić do prawdy, ale... Z niedawnego orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (w sprawie wicemarszałka Kerna!) wynika, że osoba publiczna musi liczyć się z najdalej idącymi pytaniami o swoją działalność. Nawet z brutalnie twardymi pytaniami, osobistymi...

A Lechowi Wałęsie, mogę dać tylko jedną radę. Niech nie skupia się na tym, co jest w papierach SB na niego. Niech skupi się na dwóch innych sprawach. Po pierwsze - na zarzucie "rozpoznawania kolegów" na zdjęciach podsuwanych mu przez SB. Jeśli prawdą jest, że to czynił, to nie widzę dla niego usprawiedliwienia. Jeśli...
Po drugie - istota problemy "Bolka" nie sprowadza się do sporu: był-nie był agentem. Bo ważniejsze jest to co po wspaniałej karcie w latach 80-tych Wałęsa robił jako prezydent. Czy wypożyczał swoje akta, czy coś niszczył, czy coś zmieniał.

Bo jego działania - o ile byłaby prawdą teza o współpracy - w latach 70-tych, jego "ofiary" mogłyby mu wybaczyć, to z działaniami w latach 90. już tak nie jest. Urząd zobowiązywał... I z tego trudniej byłoby się wytłumaczyć, niż ze słabości młodego robotnika, w Gdańsku, zmuszonego do troski o rodzinę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (16):

Sortuj komentarze:

+ doskonała, analityczna wypowiedź

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na bieżąco:
"Większość polityków goszczących w audycji "Salon Polityczny Trójki" ocenia negatywnie półmetek kadencji Lecha Kaczyńskiego."
Prezydent Lech Wałęsa też był bardzo, bardzo źle oceniany przez polityków.
Prezydent Kwaśniewski przez polityków oceniany był dobrze i bardzo dobrze.
Czyli jak prezydenci postsolidarnościowi - to beznadziejni. Jak prezydent komunista - to wspaniały. Taką mamy klasę polityczną, takie media i takie wnioski.
Jeśliby wierzyć naszej klasie politycznej to - wprost wnioskując - okres komunizmu był złotym okresem dla Polski. Rządzili nami doskonali politycy, którzy za twarz, krótko trzymali te wszystkie polskie miernoty, jak Wałęsa i Kaczyński. I tylko imperialna propaganda, sączona przez wrażą Wolną Europę, doprowadziła do upadku tego ustroju powszechnej szczęśliwości.
Podobnie z partiami. Jeśli partie jednoznacznie odrzucają sojusze z SLD i PSL (postkomuną) to są złe, a jeśli całkiem dobrze współpracują z SLD i PSL (postkomuna), nooo... to są dobre i bardzo dobre (vide PO i UW) Dokładnie tak kształtuje się podział partii na polskiej scenie politycznej: złe nie chcą współpracować z postkomunistami, dobre to te, które współpracują dobrze i bardzo dobrze z postkomunistami.
Konkludując: politycy dobrze współpracujący z postkomuną to dobrzy politycy, politycy odrzucający współpracę z nimi - to politycy źli i bardzo źli.
Lech Wałęsa podobnie: w okresie gdy zwalczał postkomunę (wczesny okres lat 90-tych) był zły i bardzo zły, od czasu gdy jego współpraca z postkomuną się polepszała - a teraz jest bardzo dobra - stawał się coraz lepszym politykiem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A co to jest według Ciebie jest skrajne rozwiązanie? Czy wybór starego, zasłużonego komunisty na prezydenta przez 2 kadencje w kilka lat po obaleniu komunizmu to nie jest przypadkiem skrajne rozwiązanie?
A uważasz, że Lech Kaczyński Prezydent Warszawy, potem Prezydent Polski to jest po plecach Wałęsy? No albo żartujesz, albo masz świat do góry nogami. Przecież to się stało pomimo działań Wałęsy - Wałęsa, razem z PO przeciwdziałali temu (zresztą razem z SLD, UW i przytłaczającą częścią mediów), Wałęsa zawsze promował KLD, potem PO. Podobnie wygranie wyborów przez PiS i rząd Jarosława Kaczyńskiego - też wbrew woli i działań Wałęsy. Jeśli ktokolwiek doszedł do szczytu po plecach Wałęsy to raczej Mazowiecki, Geremek i cała UW (ROAD, UD) oraz Tusk ze swoją KLD, potem PO. KLD i potem PO bez Wałęsy by nie istnieli. A jeśli ktokolwiek doszedł do szczytów własną pracą, bez żadnego wspomagania i cały czas zwalczani przez media, to właśnie Kaczyńscy. Najbardziej wyraziście potwierdzają tą tezę fotografie wyborcze tych polityków z Leche Wałęsą w wyborach 1989r.
Dlaczego Wałęsa przegrał opisałem wcześniej - może poczytaj.
Oczywiście, że wierzę w obietnice polityków - tylko wybieram takich polityków, którym można wierzyć. Dlatego nigdy nie głosowałem na SLD, UW (ROAD, UD), KLD i PO. Im nigdy nie wierzyłem i nie brałem tego z sufitu. Głosowałem na PiS i się nie zawiodłem. Realizowali to co obiecywali w kampaniach wyborczych i dopuszczam pewne odchylenia wynikające ze zmieniającej się bieżącej sytuacji. Jeśli chodzi o PiS to przerośli nawet moje oczekiwania w jak najbardziej pozytywnym sensie.
A Ty, jak rozumiem głosowałeś na przeciwników PiS, toteż nie dziwi mnie Twoja niewiara w polityków i ich obietnice.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 21.06.2008 18:24

Do Dużego W . Jeżeli wierzyłeś kiedykolwiek w obietnice składane przed wyborami przez polityków- to rzeczywiście masz problem.Odwołanie rządu Olszewskiego odbyło się zgodnie z obowiązującym wówczas porządkiem prawnym.Nikt oczywiście nie jest za bezkarnością dla przestępców,ale zwycięstwa postkomunistów i wybór na 2 kadencje Kwaśniewskiego świadczą o tym, że Polacy nie są zwolennikami skrajnych rozwiązań.No i co ? Naród zawiódł polityków to czy zmienisz naród? Ponadto naród ocenił działalność Wałęsy po roku 90-tym
I na koniec, kto się piął na czyich plecach.Zastanów się co piszesz.Przecież Wałęsa bez Kaczyńskich byłby tym samym Wałęsą a Kaczyńscy bez Lecha byliby tylko synami swojej mamusi (ojca coś jakoś się wstydzą mimo jego bohaterskiej przeszłości).

Komentarz został ukrytyrozwiń

„Niemniej od 1992 roku, tj. od zamachu stanu...”
"Dla mnie to najczystsza forma współczesnej propagandy. Od kiedy zmiana rządu przez demokratycznie wybrany parlament jest zamachem stanu?"
Kiedy głosowałem na Wałęsę na prezydenta dawałem mu mój głos by kontynuował dzieło oczyszczenia kraju z komunistów. Głosowałem również przeciw "sile spokoju" - Mazowieckiemu bo juz byłem pewien, że on tego nie zrobi - wręcz przeciwnie, grubą kreską oddał kraj komunistom. I jestem przekonany, że wszyscy (prawie) głosujący na Wałęsę z tego samego powodu oddawali swoje głosy - to deklarował Wałęsa w kampanii wyborczej. Podobnie w wyborach do sejmu oddający głosy na KPN i inne partie tzw. postsolidarnościowe.
Do głowy tym wyborcom nie przyszło, że Wałęsa i część posłów postsolidarnościowych zjednoczą się z komunistami i ZSL-owcami Pawlaka by obalać - w nocnej zmianie - rząd postsolidarnościowy Olszewskiego.
Wałęsa i inni uczestnicy nocnej zmiany nie mieli mandatu na takie postępowanie, bo było ono sprzeczne z ich hasłami i deklaracjami wyborczymi. Poza tym sam parlament nie był w stanie zdjąć rządu Olszewskiego - potrzebny był prezydent. Dlatego nazywam to zamachem stanu, bowiem było sprzeczne z wolą wyborców Wałęsy i parlamentu.
Dodam, że do dnia dzisiejszego nie usłyszałem jako wyborca wytłumaczenia od Wałęsy dlaczego to nastąpiło.
Takie rozumowanie jak w cytacie może wynikać wyłącznie z głębokiego przeświadczenia autora, że startując w wyborach, wciskamy wyborcom dowolny kit, a potem, mając mandat, robimy już co chcemy.
"Że przejmujący władzę mieli swoje polityczne cele? A po co się przejmuje władzę?"
No oczywiście władzę przejmuje się po to by czynić sobie tłuszcze wyborczą poddaną i kosić kasę vel kręcić lody.
Takie rzeczy to rzeczywiście tylko w Polsce.
"Hiszpanie po śmierci Franco zrezygnowali z takiej formy rozliczania swojej przeszłości, jak robi się to u nas."
Czy u nas ktoś kiedyś rozliczył jakąś przeszłość? Proszę o przykłady. O ile wiem u nas do dnia dzisiejszego obowiązuje gruba kreska a przede wszystkim jej skutki. Czy siedzi ktoś w więzieniu za zbrodnie stalinowskie, gomółkowskie, gierkowskie, stan wojenny? Jakiś sędzia szafujący wyrokami śmierci na bohaterów polskich został skazany? Jakiś oficer UB został skazany? A może mają zmniejszone emerytury chociaż? Proszę o przykłady rozliczania przeszłości!
To właśnie jest kwintesencja kłamstw obowiązujących w Polsce, to jest właśnie fragment rzeczywistości medialnej.
Chociaż w Polsce nikt z niczego nie został rozliczony powszechnie funkcjonuje mit o rozliczeniach! I do tego, oczywiście, źle przeprowadzanych!
I dalej, kolejny mit, jak to niby Kaczyńscy pięli się do góry (i to wyłącznie!) po plecach Wałęsy. Tożto właśnie Wałęsa w nocnej zmianie dał Kaczyńskim i środowiskom z nimi związanym takiego kopa, że dopiero po wielu, wielu latach ci politycy zaczęli ponownie odnosić sukcesy polityczne. I tak jak napisałem "chwilę" wcześniej - to m.in. Kaczyńscy zorganizowali i poprowadzili Wałęsie kampanie prezydencką. Nie oni po jego plecach, ale on dzięki ich pracy.
Cóż to za powszechna i totalna obłuda lub głupota!
"Dobrze piszesz, prócz jednej rzeczy - dlaczego TERAZ Kaczynscy to wszystko rozpętali? "
Jakbyś mogła sprecyzować: co rozpętali?

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 21.06.2008 12:03

Doskonały artykuł.Chciałbym tylko dodać ,że moim zdaniem w chwili obecnej największą krzywdę robią Wałęsie ci ,którym się wydaje ,że go wspierają.Jest to zresztą zgodne z zasadą : "Broń nas Boże przed przyjaciółmi a z wrogami sobie sam poradzę" . Wyborcza jak to Wyborcza; jak ktoś śmiał skrytykować książkę Grossa to był wrogiem prawdy , ale oni krytykując ksiązkę o Wałęsie to wrogami prawdy oczywiście nie są.
A dziennikarze mediów tak zwanych elektronicznych. Nic prostszego:zaprosimy do programu kilku stetryczałych kombatantów ,którzy zrobią w studio cyrk no i szefowie będą na pewno zadowoleni.Czy ktoś tak naprawdę myśli w tym wszystkim o Wałęsie? Czy nie ma w jego otoczeniu chociaż jednej osoby, która by doradziła temu biednemu coraz bardziej zaszczutemu człowiekowi, żeby trochę wyhamował?
Najpodlejsze w tym wszystkim jest to, że z wypowiedzi przeciwników Wałęsy wynika ,że o wszystkim wiedzieli od okresu prenatalnego a nawet wcześnie .I wtedy im to nie przeszkadzało?
A najbardziej szokuje i brzydzi mnie to z jaką satysfakcją niszczą mit "Solidarności".Czy nie widzą przy tym ,że niszcza też swoje życiorysy ? Panie Prezydencie Kaczyński , Pan jest jedną z tych osób ,które pięły sie do góry wyłącznie na plecach Wałęsy .

Komentarz został ukrytyrozwiń

„Niemniej od 1992 roku, tj. od zamachu stanu...”
Dla mnie to najczystsza forma współczesnej propagandy. Od kiedy zmiana rządu przez demokratycznie wybrany parlament jest zamachem stanu? Chyba tylko w Polsce. Że przejmujący władzę mieli swoje polityczne cele? A po co się przejmuje władzę?
Jeszcze jedno. Hiszpanie po śmierci Franco zrezygnowali z takiej formy rozliczania swojej przeszłości, jak robi się to u nas. I Hiszpanie kilka lat po wprowadzeniu demokracji zorganizowali u siebie mistrzostwa świata w piłce nożnej, a w kilkanaście igrzyska olimpijskie, my natomiast na prawie ćwierćwiecze od wolnych wyborów mamy problem, żeby zorganizować pół Euro, a do Hiszpanii jeździmy żeby zbierać im truskawki...

Komentarz został ukrytyrozwiń

" Jadwigo. Ruch Solidarność tworzyło 10 mln. ludzi. Od 19 lat oglądamy zawłaszczanie etosu tego ruchu przez wąską, bardzo wąską grupę ludzi. To jest nikczemne. Bracia Kaczyńscy ten ruch współtworzyli i nie robili kariery na grzbiecie Wałęsy, tylko sami ją sobie wypracowali. "

To prawda, co piszesz - ale obecne awanturnictwo kojarzy mi sie jakos z powiedzeniem:

"siadła mucha na wołu i mówi - orzemy!"

Dobrze piszesz, prócz jednej rzeczy - dlaczego TERAZ Kaczynscy to wszystko rozpętali?

Komentarz został ukrytyrozwiń

+
Bardzo mądra wypowiedź Dużego, jeżeli chodzi o pierwszy fragment, tern o współpracy Wałęsy. I tak, w rzeczy samej, należy książkę czytać.

I dlaczego nikt nie zaplusował arta? Zacnie napisany, logicznie, bez błędów i literówek, w dodatku Autor z Gdyni pochodzi i nazywa się Artur, co samo w sobie już jest godne uznania.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Stefanusie, myślę podobnie jak Ty - tak to dobre porównanie do Kmicica, dobrze to ująłeś. Ja jednak jestem fanem Wałęsy, pamiętam tamte czasy, pamiętam te uniesienia i emocje, które wywoływała w większości Polaków Solidarność i Lech Wałęsa i JPII. I te nadzieje. Uczucia nie do zapomnienia.
Właściwie książka, a raczej programy TV z udziałem autorów (bo tylko to narazie oglądałem) bardzo mnie zadowoliły - wynika z nich, że w czasie "zrywu solidarnościowego" Wałęsa ewentualną współpracę z SB miał już za sobą i jak ten Kmicic dokonał rzeczy wielkich i odkupił swe winy. Do tej pory nie miałem pewności jak było z tym Bolkiem. Ta książka była potrzebna naprawdę. Teraz mam pewność - Wałęsa jest w porządku.
Niemniej od 1992 roku, tj. od zamachu stanu - "nocnej zmiany" nie zgadzam się z postępowaniem Lecha Wałęsy. To wydarzenie jest - dla mnie ewidentnie - skutkiem jego współpracy z SB w latach 70-tych. Ten zamach stanu przyniósł bardzo duże szkody dla Polski. 15 lat III RP to okres zmarnowanej szansy, okres dominacji w gospodarce i polityce ludzi z SB i WSI, całkowity brak zmian w wymiarze sprawiedliwości (to uważam za największe zło) skutkujące niebotyczną korupcją, mafią i biedą. Konsekwencje będą nękały Polskę jeszcze wiele, wiele lat (vide ostatnie wybory). Niestety Lech Wałęsa przyczynił się do tego. I, niestety, Lech Wałęsa identyfikuje się z tymi siłami.
Jadwigo. Ruch Solidarność tworzyło 10 mln. ludzi. Od 19 lat oglądamy zawłaszczanie etosu tego ruchu przez wąską, bardzo wąską grupę ludzi. To jest nikczemne. Bracia Kaczyńscy ten ruch współtworzyli i nie robili kariery na grzbiecie Wałęsy, tylko sami ją sobie wypracowali.
We wrześniu 1989r Gazeta Wyborcza, zaraz po fakcie zawłaszczenia jej przez Michnika (a była to gazeta ruchu Solidarność - jedyna gazeta opozycyjna, która dostała przydział papieru - nie ma papieru, nie ma gazety) zaatakowała Wałęsę i natychmiast przyłączyły się do niej pozostałe gazety i media pozostające w rękach komunistów. Tak rozpoczęła się tzw. "wojna na górze". W tym czasie rząd tworzył T. Mazowiecki, który wszystkie stanowiska obsadził ludżmi z ROADu, póżniejszej Unii Demokratycznej, późniejszej Unii Wolności. Chodziło o to by "nasz premier" został "naszym prezydentem" a nie "prostak bez wykształcenia" Lech Wałęsa. Wówczas Wałęsa został sam przeciw swoim do niedawna towarzyszom okrągłostołowym. Z pomocą przyszli mu m.in. właśnie bracia Kaczyńscy i to głównie dzięki nim i ludziom z nimi związanymi został prezydentem. Tak więc to nie Kaczyńscy robili kariery na grzbiecie Wałęsy lecz odwrotnie, to Wałęsa piął się na pracy Kaczyńskich. W dniu "nocnej zmiany" pięknie im za to podziękował. I jednocześnie "załatwił" sobie przegraną z Kwaśniewskim, bo środowisko Kaczyńskich już drugi raz na Wałęsę nie postawiło.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.