Filmy o sportowej fabule nie są rzadkością. Niektóre, czerpiące z biografii prawdziwych gwiazd sportu nawet są nagradzane. Od czasu do czasu na ekrany trafiają też prawdziwi mistrzowie areny. Po występach przed kibicami, próbują swych sił przed kamerą. Ale co ciekawe, żaden z niejednokrotnie utytułowanych mistrzów sportu nie otrzymał Oscara za grę aktorską.
Grymas bólu, widowiskowy piruet
Można by zaryzykować twierdzenie, że wiele z aktorstwa mają dzisiejsi piłkarze. Ileż trzeba mieć talentu, żeby przekonać sędziego, że się zostało podciętym przez przeciwnika, za co należy się rzut karny. Trenerzy przygotowują wręcz całe strategie, jak sprowokować niektórych zawodników drużyny rywala do agresywnych zachowań, za co sędzia może wyrzucić ich z boiska. Grymas bólu, widowiskowy piruet w powietrzu, kilka dramatycznych koziołków na murawie i długie leżenie w bezruchu po faulu-mistyfikacji nie zawsze się opłaca. Na sztuczki pokazowo padających na trawę napastników wyczuleni są sędziowie. Coraz chętniej karzą ostrzegawczą żółtą kartką wykładających się demonstracyjnie bez przyczyny zawodników. Tym talentów aktorskich widać jeszcze brakuje.
Kino i telewizja od dawna przyciągały najlepszych speców od strzelania goli. David Beckham nie był pierwszym piłkarzem Manchesteru United, który występował w telewizyjnych reklamach. W latach 60. reklamówki dla BBC kręcił ówczesny zawodnik „Czerwonych diabłów” George Best. Aktorem nie został, bo zbyt często zaglądał do kieliszka. Dziś w reklamówkach firm produkujących sprzęt sportowy grają ochoczo prawie wszyscy z najpopularniejszych zawodników, od Brazylijczyka Ronaldinho, przez Francuza Henry’ego aż do młodego Portugalczyka Cristiana Ronaldo.
Gwiazdą filmową wśród piłkarzy niemal został inny piłkarz Manchesteru United – Francuz Eric Cantona. Ten oryginał i artysta także w życiu prywatnym, zagrał francuskiego ambasadora w filmie kostiumowym o angielskiej królowej „Elizabeth” (1998 r.), który wyróżniono aż sześcioma nominacjami do Oscara. Cantona znalazł się więc najbliżej złotej statuetki. Ostatnio ten były piłkarz promuje piękno piłki nożnej w telewizyjnych reklamówkach.
Wśród czynnych futbolistów długo nie mógł zdecydować się na wybór zawodu piłkarz Chelsea, Wimbledonu i Queens Park Rangers – Walijczyk Vinnie Jones. Na ekranie gra postacie podobnej do tej, z której słynął na boisku. Znany był z „koszenia” zawodników drużyny przeciwnej. W filmach obsadzany jest w rolach tępych osiłków na usługach gangów. Jonesa widzieliśmy w filmach: „60 sekund” z Nicolasem Cage’em, „Przekręcie” z Bradem Pittem, „Kodzie dostępu” z Johnem Travoltą i „Red Light Runners” z Michaelem Madsenem.
Spece od mordobicia
Najkrótszą drogę do kariery filmowej mają eksperci od sztuk walki. Nawet tych z minimalnym wręcz talentem aktorskim Hollywood angażuje od ręki. Niektórzy wyrastają na popularne gwiazdy, inni na kultowych bohaterów kina. O prawdziwych losach karateki Bruce’a Lee nakręcono nawet biograficzny, fabularyzowany film. Rolę mistrza stylu jeet kuna do zagrał inny młody mistrz karate Jason Scott Lee (zbieżność nazwisk przypadkowa).
Czy Bruce Lee byłyby dziś gwiazdą dorównującą sławą Arnoldowi Schwarzeneggerowi, czy tylko zapomnianą postacią, jak Jean-Claude Van Damme? Lee zapoczątkował popularność na świecie tzw. filmów martial arts (wykorzystujących sztuki walki). W USA aktor wystąpił jedynie w czterech obrazach. Zmarł w tajemniczych okolicznościach, zaraz po zrealizowaniu słynnego „Wejścia smoka”. Miał 32 lata.
W dzisiejszym kinie akcji prawdziwym mistrzem azjatyckiej walki wręcz, który z pełną powagą i kunsztem pochodzi do każdej sceny, jest jedynie Jet Li. W ekranowych popisach byłych zawodników maty: Van Damme’a, Dolpha Lundgrena, Chucka Norrisa, Jackiego Chana czy kobiecych gwiazdek martial arts: Michelle Yeoh i Lucy Liu więcej jest popisów niż sportu. Ale przecież zagrania „pod publiczkę” nie są obce także gwiazdom sportu.
Sięgając do kosza
Kinematografia sięga często do sportowego kosza, po to, by dzięki gwieździe stadionów zdobyć dodatkowy rozgłos i powiększyć zysk. W większości przypadków kinematografia tym sposobem robi krzywdę sportowcowi, a potem zostawia go na lodzie. Urodziwa mistrzyni olimpijska i świata w jeździe figurowej na lodzie Katarina Witt zagrała całkiem udanie w „Carmen na lodzie” a potem z Robertem de Niro w filmie akcji „Ronin”.
Gwiazda koszykówki Michael Jordan został pierwszoplanowym bohaterem filmu „Kosmiczny mecz”, komedii łączącej film aktorski z animowanym. Przez ekran przewinęli w epizodycznych rólkach zresztą także koledzy Jordana z parkietu. Na gwiazdę ekranu próbowano wylansować innego zawodnika „Byków” z Chicago, kontrowersyjnego Dennisa Rodmana. Najpierw obsadzono go jako partnera Jeana-Claude Van Damme’a w „Ryzykantach”. Ten film akcji doczekał się trzech „Malin”, nagród dla najgorszego filmu roku. Do jednej z nich nominowany był sam koszykarz. Widać nie wziął sobie krytyki do serca, bo widzieliśmy go też w roli tytułowej w komiksowym filmie „Simon wkracza do akcji” i w sensacyjnym „Wypiąć się”. Nie udało się też zrobić gwiazdy z koszykarza NBA Shaquille’a O’Neala. Jako tępiący zło „Stalowy rycerz” mógł przyciągać oko jedynie mało krytycznych młodych widzów.
Efekt bezradności gwarantowany
Razem z samym Sylvestrem Stallone udało się zagrać nieżyjącemu już polskiemu piłkarzowi Kazimierzowi Deynie. W filmie „Ucieczka do zwycięstwa” kreował samego siebie, świetnego piłkarza, który w mundurze polskiego żołnierza dostał się do niemieckiego obozu jenieckiego podczas II wojny światowej. Obok Deyny wystąpili na ekranie także m.in.: Pele, Bobby Moore i Osvaldo Ardiles. Podobną rolę, napastnika w futbolowym teamie, powierzono Dariuszowi Dziekanowskiemu w polskim „Piłkarskim pokerze”. Nie było to jednak zbyt wielkie wyzwanie aktorskie.

Na progu międzynarodowej kariery znalazł się również nasz mistrz olimpijski w pchnięciu kulą Władysław Komar, który został korsarzem w kostiumowych „Piratach” Romana Polańskiego. Komara rekrutowano przez pewien czas regularnie do małych rólek w filmach. Widzieliśmy go też w przebojowym „Kilerze”. Z kolei Judoka Dariusz Kubacki niestety nieudolnie wcielił się w postać mocarnego Ursusa w ekranizacji „Quo Vadis”. W filmach występowali również zapaśnik Andrzej Supron i pięściarz Leszek Drogosz.
Wciąż najlepszymi chyba rolami byłych sportowców w polskim kinie są żywiołowe kreacje pary polskich mistrzów bokserskich: Jana Szczepańskiego i Jerzego Kuleja w kultowym filmie Marka Piwowskiego „Przepraszam, czy tu biją? ”. Jako policjanci nie musieli błyszczeć ani dykcją, ani urodą, ani intelektem.
Po fatalnej przygodzie polskiej reprezentacji na stadionach w Niemczech niektórych naszych graczy reżyser-ryzykant mógłby obsadzić jedynie w tragicznych rolach w jakimś filmie. Już sam ich widok gwarantuje efekt bezradności, przeciętności i bezsilności. Jako ofiary Żurawski i inni sprawdziliby się znakomicie. A pierwsze kroki w nowym zawodzie już mają za sobą — w reklamówkach telewizyjnych TP-sy. Tylko niech nikt nie pozwoli inscenizować filmu Pawłowi Janasowi, znowu wyjdzie mu z tego tylko niskobudżetowy horror.
Adam Synowiec
PT