Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

20493 miejsce

Sportowe podsumowanie 2012 roku. Triumf Phelpsa i upadek Armstronga

Rok igrzysk olimpijskich i mistrzostw Europy w piłce nożnej nie mógł nie przynieść spektakularnych rozstrzygnięć. Częściej niż narodzin nowych gwiazd, byliśmy jednak świadkami potwierdzenia statusu wielkich indywidualności. Nie zabrakło doniesień rodem z kroniki kryminalnej - świat sportu przypomniał, że ma również swoje ciemne strony.

1. Michael Phelps sportowcem wszech czasów

Pływacka saga dobiegła końca. To co miało swój początek w Atenach, doczekało końca w Londynie - Amerykanin został najbardziej utytułowanym olimpijskim multimedalistą (wyprzedzając radziecką gimnastyczkę Łarysę Łatyninę). Na jego szyi zawisły w sumie 22 krążki, z czego 18 złotych. Fakt faktem, że pływanie daje możliwości na zdobycze liczniejsze niż w większości pozostałych dyscyplin (taki Tomasz Majewski nie może liczyć na więcej niż 2-3 medale w karierze).

Phelps nie był wolny od uroków młodości - kilka lat temu sfotografowano go jak palił marihuanę, ale nie ma się co oszukiwać - w ramach odpoczynku od katorżniczego treningu sportowcy lubią poznawać uroki życia. 29-krotny (!) rekordzista świata będzie miał na to czas, bo w sierpniu oficjalnie zakończył karierę. I pomyśleć, że w jego przypadku pływanie miało być lekarstwem na ADHD...

2. Hiszpanie znowu mistrzami Europy

Vicente del Bosque jest typem trenera, który przemawia do drużyny prośbą, nie groźbą. Jeśli istnieje w futbolu coś takiego jak złoty środek, to on go znalazł. W większości meczów nie wystawiał nominalnego napastnika, chcąc czerpać z nieograniczonego potencjału drugiej linii. Efekt - najwięcej bramek strzelonych, najmniej straconych. Mimo obaw podziału szatni na piłkarzy Realu i Barcelony (Gerard Pique i Sergio Ramos nie kryli niechęci do siebie), po założeniu koszulki La Roja wszyscy stanowił jedność. Hiszpanie jako pierwsi w historii obronili tytuł mistrzów Europy, ponownie udowadniając, że bogowie futbolu nie rodzą się tylko w Brazylii i Argentynie.

 / Fot. EPA/KERIM OKTEN3. Bolt znaczy złoto

Tym razem bez rekordu świata, ale jako pierwszy od czasów Carla Lewisa obronił złoto na 100, a jako pierwszy w historii na 200 m. W sumie 31 razy w karierze pokonywał królewski dystans poniżej 10 s. To nie był dla niego łatwy rok: zmagał się z kontuzją pleców, wyrosła mu konkurencja w postaci Johana Blake'a (trenują pod okiem tego samego trenera), z którym dwukrotnie przegrał na mistrzostwach Jamajki, zemstę zapowiadali doświadczeni Asafa Powell, Tyson Gay i Justin Gatlin. Międzynarodowa Federacja Lekkiej Atletyki powinna mu wypłacać premie za budowanie szalenie pozytywnego wizerunku królowej sportu. Słowo "szalenie" nie zostało użyte przypadkiem, bo takiego showmana na bieżni dawno nie było.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.