Facebook Google+ Twitter

Spotkał UFO, czyli "Lustra". Praca nagrodzona w konkursie

Szymon napisał: "Pchnął drzwi i przylgnął do ściany nasłuchując. Po chwili ruszył w stronę kuchni, wziął najostrzejszy nóż i znów przylgnął do ściany. Słyszał tupot nóg. Spojrzał na drugą stronę, w lusterko i..." i wygrał konkurs literacki.

Wśród uczniów szkół podstawowych i gimnazjów ogłoszono konkurs literacki. Tematyka wydawała się ciekawa, bo dotyczyła spotkania z pozaziemska formą życia. Jurorzy oceniali każdą pracę bardzo starannie, analizując nie tylko styl, ale i pomysłowość, fantazję autorów przy tworzeniu fabuły. W miniony piątek autorzy najlepszych prac przyjechali do Sopotu, by otrzymać nagrody oraz wyróżnienia.

Zwycięzca konkursu literackiego - Szymon Rudźko. / Fot. Darek SzczecinaWśród wielu prac nagrodzonych i wyróżnionych w konkursie literackim „Pierwsze spotkanie z pozaziemską forma życia” chciałbym przedstawić jedną, która przez wszystkich jurorów była bardzo wysoko oceniana. Jej autorem jest Szymon Rudźko z Zespołu Szkół w Gniewinie.

Zapraszamy do galerii z finału konkursu.

Lustra


Kamień podskoczył po raz ostatni i spadł do kanalizacji. Fryderyk zatrzymał się, rozejrzał i dalej szukał potencjalnych przedmiotów do kopania. Po raz kolejny dziewczyna go rzuciła, a on zadawał sobie pytanie: dlaczego? Wracał właśnie ze szkoły, gdy minęła go grupka dziewczyn specjalnie podwyższając ton głosu, by chłopiec, a raczej młody mężczyzna, usłyszał temat ich rozmowy. Dotyczyła ona jego byłej dziewczyny.
Fryderyk zadzwonił po taxi. Miał siedemnaście lat i uczęszczał do jednego z najlepszych liceum ogólnokształcących w kraju. Był spokojny i opanowany w każdej sytuacji, oprócz kilku wyjątków. Były nimi związki, w których jak na złość ciągle mu się nie powodziło. Wiele młodych kobiet walczyło o jego względy, bo był brunetem, miał jasnoniebieskie, przenikliwe oczy, sportową sylwetkę i co ważne: dobrze się ubierał. Poza tym pochodził z bogatej rodziny. Mieszkał w nowej dzielnicy, na przedmieściach szybko rozwijającego się miasteczka.

Fryderyk stał na przystanku wpatrzony w słup. Myśli przewijały się przed jego oczami w zawrotnym tempie. Jednak wspomnienie utraconego szczęścia nie pomagało Fryderykowi. Mężczyzna zaczął się rozglądać w momencie, gdy podjechała taksówka. Młodzieniec wsiadł i w ciszy czekał na dojazd. Spojrzał w lustro i to co w nim zobaczył zjeżyło mu włosy na karku. Obok niego albo za nim siedziała jakaś zielona, człekopodobna istota o czerwonych kłach i zielonych włosach. Fryderyk zaczął się gorączkowo rozglądać, jednak nie zobaczył niczego podejrzanego.
- Przepraszam – zagadnął kierowcę. - Ma pan wadliwe lusterko.
- Nie sądzę – odparł taksówkarz, jednak dla świętego spokoju przetarł lustro. Nic się nie zmieniło w obrazie zielonej istoty.
- Stop! Nie! Proszę mnie wypuścić.
Chłopak spodziewał się ataku lub sprzeciwu jednak kierowca zjechał na bok, odebrał pieniądze, a Fryderyk pobiegł do domu, co chwilę się obracając. Pchnął drzwi i przylgnął do ściany nasłuchując. Po chwili ruszył w stronę kuchni, wziął najostrzejszy nóż i znów przylgnął do ściany. Słyszał tupot nóg. Spojrzał na drugą stronę, w lusterko, i po raz kolejny doznał szoku. Gdzieś obok niego musiał stać ten sam obcy. Odgłos kroków się zbliżał. Fryderyk wyskoczył na korytarz i omal nie dźgnął nożem swojej matki.
- Co ty… - zdążył wyjąknąć. Matka prawie zemdlała. Jej twarz przybrała kolor papieru, a słoiki wypadły z rąk i roztrzaskały się.
- Tak, wiem - wysapał Fryderyk - W domu jest obcy. Sądząc z twojej miny stoi pewno za mną.
- Co ty za głupstwa wygadujesz? Odłóż ten nóź i chodź jeść obiad.
Fryderyk odwrócił się, a jego wzrok padł na lustro. To co wydarzyło się chwilę potem zmusiło mamę do interwencji. Młody mężczyzna rzucił nożem w lustro, jakby zobaczył swoje złe oblicze, po czym zaczął rzucać się po podłodze i krzyczeć coś o obcych. Mama nie zwracając uwagi na „obcych” wzięła patelnię i uderzyła syna. Fryderyk stracił przytomność.

***

Obudził się w łóżku, w sterylnie białym pomieszczeniu. Obok niego, poza zasięgiem ręki spoczywało mnóstwo lekarstw, szczepionek i przyrządów. Na ekranie po drugiej stronie wciąż przebiegały różne linie. Czyli żyje. Wraz z otrzeźwieniem umysłu przyleciały myśli. Pełno wniosków, sugestii. Ekran ilustrujący pracę mózgu pokazał wzrost pracy. Obcy. Fryderyk gwałtownie podniósł się i rozejrzał. Pusto. Chłopiec odetchnął i chciał zebrać myśli, gdy pielęgniarka wpadła przez drzwi. Nie okazała zdziwienia, widząc siedzącego pacjenta.
- Ewakuujemy szpital - oznajmiła.
- Czemu?
Pielęgniarka zamiast odpowiedzieć po prostu włączyła telewizor.
- Przypominamy informacje z poprzedniego dnia. Kolejne miasto zostało zniszczone. Tajemnicza rzecz niszczy nasze miejsca zamieszkania w jednej chwili pozostawiając po sobie spaloną ziemię. Naukowcy twierdzą, że coś takiego mógłby zrobić jedynie wielki układ luster. Jednak na całej Ziemi nie ma takiego przedmiotu.
I wtedy Fryderyk zrozumiał. Choć wiele rzeczy nie było potwierdzonych, nabrał pewności. Obcy stoją za atakami. Nie te zielone istoty, które Fryderyk widział w lustrze. Obcy to lustra. Spojrzał na kalendarz. Dziś przypadało zaćmienie Słońca. Lustra muszą działać bardzo szybko i w dzień.
- O której godzinie znikają miasta?
- Zawsze o szesnastej - odparła lekko zmieszana pielęgniarka.
Fryderyk wstał, odłączył wszystkie aparatury od siebie i wyszedł ze szpitala, podpisując wcześniej wszystkie potrzebne dokumenty i posługując się przy tym zaświadczeniem z liceum. Włączył telefon i dokładnie przeczytał informacje o lustrach. Kolejnym miejscem ataku powinno być jego miasteczko. Fryderyk wziął ze sobą zaufanych kolegów i opowiedział im o swoich przemyśleniach. O dziwo, chłopcy przystali na propozycję młodzieńca i nie wyśmiali go. O piętnastej Fryderyk i dwóch innych ruszyło poza miasto. W czasie drogi Fryderyk obliczył prawdopodobne miejsce pojawienia się luster. Kąt musiał dokładnie padać na miasto. Tak więc, gdy znaleźli się na miejscu, przygotowali mieszankę benzyny, która miała pomóc w spaleniu owych luster lub przynajmniej pokryciu powierzchni odbijającej sadzą.
Gdy zaczęło się zaćmienie i zbliżała się szesnasta godzina, od strony lasu wypłynęła duża ciecz o srebrnej barwie. Fryderyk zadzwonił do innego z grupki próbującej ocalić miasteczko i pozwolił zapalić reflektory na stadionie, wcześniej skierowane na prawdopodobne miejsce luster. Nagle ciecz zmaterializowała się w ogromne lustro i czerpiąc energię ze Słońca kierowała śmiercionośną wiązkę ku zamieszkanym dzielnicom. Tym razem Słońce dawało słaby blask, więc lustra nie osiągnęły swojego celu. Światła z boiska również były odbijane. Jednak po dotarciu do innego lustra wracały, tworząc błędne koło. Fryderyk postanowił działać. Wylał na wielką powierzchnię benzynę i nie obracając się, wrócił do kryjówki. Następnie wziął garść zapałek i szybkim ruchem zapaliwszy je, rzucił na lustra. Ogień zajął się niesamowicie szybko. Dopiero wtedy lustro zareagowało. Zmieniło swoją sylwetkę w ciecz i bardzo mało zabrakło, by uwolniło się od ognia. Niestety zaczął się unosić dym i ciecz powoli zmniejszała swoją objętość.
Fryderyk wyszedł z ukrycia i pomachał do cieczy, która w odpowiedzi wyrzuciła z siebie cienką płytkę. Gdy po obcym nic już nie zostało Fryderyk podszedł i obejrzał płytkę, która była zapełniona literami. Młodzieniec je znał. Zaczął czytać na głos, by jego koledzy również usłyszeli.
- Wybaczcie nam. Jesteśmy umysłem zbiorowym tworzącym samomaterializującą się sieć luster. Pochłaniamy energię i dzięki niej możemy dalej egzystować. Za późno dowiedzieliśmy się o waszej rasie i o popełnionych zbrodniach. Po naszym odejściu Ziemi nic już nie będzie zagrażało.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Jako jeden z jurorów mogę zapewnić, że młodzież jeszcze potrafi fantazjować. Choć trafiały się wizje kosmitów powielane z popularnych filmów.
Sam konkurs nauczył jeszcze jednego uczestników: kulis konkursowych, literackich oczywiście, gdyż każdy uczestnik nie tylko wymyślał i pisał, ale musiał jeszcze spełnić wymogi formalne, takie jak podpisanie pracy "Godłem", dołączenie do pracy zaklejonej koperty z tym samym godłem, w której będą namiary na autora. Niestety, poznanie kuchni konkursów literackich nie znajduje się w programach nauczania. Dopiero udział w konkursie dała tego możliwość. Smutne jest tez to, że nie wszyscy nauczyciele potrafili uczniom to wytłumaczyć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Polska fantastyka wciąż żywotna i ciekawa. Dziękuję za jedną z niewielu dobrych wiadomości z tego tygodnia. Ode mnie 5+7.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Zobacz także:

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.