Facebook Google+ Twitter

Spowiedź Giertycha, czyli ludzie listy piszą…

Tradycyjna, romantyczna i oryginalna forma komunikacji międzyludzkiej zyskuje coraz większe uznanie wśród rządzących.

Zaczęło się od premiera Kaczyńskiego, który postanowił wysłać korespondencję do swoich koalicjantów. Ci, początkowo czuli się nieco urażeni – w końcu premier nie chciał spotkać się z nimi osobiście, ale z czasem Roman Giertych zrozumiał, że nie warto się obrażać i wysłał do premiera swój list. Oczywiście, skandalem byłoby, gdyby polska opinia publiczna nie dowiedziała się o owym liście. Dlatego też, każdy obywatel Rzeczpospolitej może osobiście zapoznać się z jego treścią. Uczyniłem to niezwłocznie.

Zaczyna się miło. – Szanowny Panie Premierze, W odpowiedzi na Pański list […] chciałbym zadeklarować […], że warunki przedstawione przez Pana Premiera są już obecnie praktyką naszego działania – pisze ministrem edukacji. No i ma rację. Roman Giertych w przeciwieństwie do Andrzeja Leppera jest spokojny i opanowany. Potrafi utrzymać swoje nerwy na wodzy, zachowując minę pokerzysty. Nie komentuje życia małżeńskiego premiera, nie obrzuca błotem własnego rządu, a także z pokorą przyjmuję krytykę Jarosława Kaczyńskiego. Nie obraża się za krytykę jego niektórych działań, m.in. amnestii maturalnej. Skrupulatnie śledzi sondaże wyborcze, oblicza progi poparcia i rozumie, że już nigdy może nie powrócić do rządu – woli więc nie ryzykować.

Swoje zachowanie zmienia nieco po stworzeniu LiS. Wraca pewność siebie, a co więcej – zaczynają się pojawiać pogróżki w stylu Leppera. Minister edukacji twierdzi, że jego dymisja jest już gotowa, na wyraźne życzenie premiera może ją złożyć w każdej chwili. Zaznacza to zresztą w liście. - Jeżeli uważa Pan, że to moje przekonanie jest nie do pogodzenia z pełnioną przeze mnie funkcją Ministra Edukacji Narodowej, to proszę mnie odwołać – grozi.

Andrzej Lepper ma spory wpływ na postępowanie Romana Giertycha. W końcu, to sojusz dwóch populistycznych partii – LPR i Samoobrony daje ty dwóm panom szansę na powrót do władzy, razem mogą liczyć na 10 proc. poparcie społeczeństwa. Są więc od siebie uzależnieni, a nawet – jak to zwykli kiedyś mówić – tworzą jedno ciało. I właśnie dlatego Giertych porusza w liście kwestię dymisji Leppera i nagannej interwencji CBA. Czytamy: - Jest tylko jedna sprawa poruszona w Pana liście, która budzi kontrowersje. Chodzi o wyjaśnienie do końca działań CBA w odniesieniu do […] Andrzeja Leppera. Naszym zdaniem na pierwszym posiedzeniu Sejmu RP po wakacjach Koordynator ds. Służb Specjalnych powinien szczegółowo przedstawić wszystkie okoliczności tej prowokacji kontrolowanej. Giertych nie zamierza ustąpić. Będzie bronić Andrzeja Lepper i swoich 10 proc. Odnosi się też do poprzedniego listu, którego adresatem był prezydent, To w nim pytał, jakie przestępstwo skłoniło CBA do zorganizowania kontrolowanej prowokacji.

Ton listu Giertycha jest różny, raz grozi, a raz stara się wzruszyć premiera. Przypomina stare, dobre czasy, kiedy jako wzorowi koalicjanci rujnowali kraj i kompromitowali Polskę na arenie międzynarodowej. - Bez naszych głosów w Sejmie RP nie byłoby tych wszystkich ustaw, które Pan Premier przedstawia jako dorobek swojego rządu i IV RP – zaznacza. Wyraźnie czuć, że Roman Giertych jest urażony tym, że premier przypisuje sobie sukcesy całej koalicji. Minister edukacji zwraca uwagę, że również LPR przyczynił do wdrażania w życie rządowych ustaw. A Jarosław Kaczyński zawsze mógł liczyć na ich poparcie – w końcu opłacił to odpowiednimi stołkami w ministerialnych resortach.

Jakby na potwierdzenie tej tezy, Roman Giertych pisze: - Chciałbym ponadto podkreślić, że Liga Polskich Rodzin zawsze we wszystkim dotrzymywała umowy koalicyjnej. Wicepremier nie ustępuje i na koniec listu porusza jeszcze raz kwestię swojego kompana (magiczne 10 proc.!): - Sprawa poruszonej przez Pana Premiera w liście Komisji ds. CBA nie została jednak w tej umowie określona. Co racja, to racja – w końcu – pierwsze
słowo do dziennika, drugie słowo do śmietnika! List Giertycha do premiera kończy się następująco: - Stąd mamy wszelkie prawo do zachowania się zgodnie z sumieniem i własnymi przekonaniami. Chciałoby się dodać ”Tak mi dopomóż Bóg!”

Wątpię, żeby premier ustąpił i zgodził się na powołanie komisji śledczej. Wątpię, ażeby w ogóle głębiej zanurzył się w treść listu od ministra edukacji. Premier wie swoje i na nic zdadzą się wszelkie sugestie ze strony koalicjantów. No chyba, że tym razem Lepper chwyci za pióro i napisze coś do premiera. Może na razie wystarczy drobna pocztówka z wakacji. Tak, to może być dobry pomysł. Miłe słowo, gorąco pozdrowienia… To może pomóc. A jak i to nie wystarczy, to zawsze można pana premiera pozdrowić na antenie Radia Maryja! W końcu ma tą słabość do Ojca Dyrektora...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.