Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

40933 miejsce

Spowiedź Igora Sypniewskiego: spadłem na dno, ale wstanę!

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2007-05-12 09:17

– W sobotę na meczu ŁKS doszło do incydentu z pana udziałem. Oglądał pan poniedziałkowe gazety, które zamieściły pana zdjęcia ze stadionu i opis fatalnego zachowania? Igor Sypniewski: - Staram się teraz nie zaglądać do gazet, bo nie byłoby to przyjemne... Trochę zajrzałem do Internetu, ale wolałem dalej nie czytać.

Igor Sypniewski / Fot. Dziennik Łodzki– Po co pan poszedł na ten mecz?
– Przyczyna jest prosta. Strasznie brakuje mi piłki, ale niestety poszedłem na stadion nie w tym stanie i nie na tę trybunę co trzeba. Stało się, co się stało. Jest mi przykro, ale muszę iść do przodu i z tym żyć.

– Od tamtego czasu minęło kilka dni. Właściciel ŁKS Daniel Goszczyński chce panu pomóc. Zadzwonił, przyjechał do pana.
– To prawda. Porozmawialiśmy sobie szczerze i jestem bardzo zadowolony z tego. Wiem, że chce mi pomóc.

– Kiedy zobaczymy pana na boisku?
– Chciałbym oczywiście jak najszybciej. Mam nadzieję, że od lata, ale gdzie? Tego nie wiem, naprawdę.

– Brakuje panu piłki?
– Pewno. Piłka jest całym moim życiem. Niestety, tak to się wszystko potoczyło, że teraz nie gram. Nie ukrywam, że mam problem alkoholowy. Przede wszystkim wpływ na to mają moi koledzy, z którymi się wychowywałem. Dzisiaj wiem, że muszę się od nich odizolować. Jak to zrobię, to myślę, że wszystko będzie bardzo dobrze. Przy kolegach brakuje mi charakteru. Zupełnie inaczej jest, jak jestem z rodziną. To mi pomoże przezwyciężyć problem.

– W Szwecji zatrzymała pana policja, gdy kierował pan samochodem po alkoholu. Wtedy też nie było przy panu rodziny?
– Nie było niestety. Też byłem sam i było mi bardzo ciężko. Jak się jest samemu w obcym kraju, to bywa, że jest bardzo źle. Idzie się na trening, dwie godziny się odbębni, a później cały dzień wolny i człowieka ruszyło do baru.

– Latem ubiegłego roku opuścił pan ŁKS i wyjechał do szwedzkiego Bunkeflo. W pewnym momencie wydawało się, że wróci pan do wielkiej piłki, a mecze z pana udziałem oglądali skauci największych klubów skandynawskich.
– Tak było. Niestety, nie wytrzymałem tego tempa i zajrzałem do kieliszka. Gdyby była przy mnie rodzina, to inaczej by się to wszystko potoczyło. Wierzę, że jak rodzina będzie przy mnie, to nic straconego. Wezmę się w garść i wszystko odrobię.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Wstań i walcz Igorze ...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.