Facebook Google+ Twitter

Sprawa arcybiskupa Wielgusa - szum medialny czy coś więcej?

Relacje telewizyjne i doniesienia prasowe ostatnich dni wskazują na powstawanie podziału w polskim Kościele katolickim. Czy to tylko emocje, kolejny "szum medialny"? Chyba jednak coś znacznie więcej...

Po artykule w "Gazecie Polskiej" , traktującym o współpracy ks. arcybiskupa Stanisława Wielgusa z SB, w Polsce rozpoczęła się gorąca dyskusja. Kto, dlaczego, gdzie dowody? Rzecz nie dotyczy wyłącznie środowisk mniej lub bardziej związanych z kościołem katolickim, ale - jak sądzę - bardzo wielu Polaków. Oto bowiem rzucone zostały poważne oskarżenia. Cień padł na osobę, której przyszło pełnić ważną funkcję w społeczeństwie.

Krzywdy nie wyrządził...

Czy obecny arcybiskup rozmawiał z esbekami? Rozmawiał. Pytanie tylko - jaki charakter miały te rozmowy? Jak wiele istotnych informacji dotyczących abp. Wielgusa zawierają archiwa IPN-u? Prawdopodobnie szybciej dowiemy się tego od dziennikarzy niż stosownej komisji historycznej, działającej w imieniu Episkopatu Polski.

W wywiadzie, którego ksiądz arcybiskup udzielił Gazecie Wyborczej, czytamy: "O nikim w trakcie tych rozmów na SB nie powiedziałem nigdy nic złego. Żebym kogokolwiek skrzywdził? Absolutnie nie". To odpowiedź na pytanie o "przymusowe" rozmowy (np. z racji wyjazdów zagranicznych). Trudno sądzić, by było inaczej, by wtedy jeszcze - stypendysta ks. Stanisław Wielgus - donosił cynicznie na kolegów i przyjaciół np. z uniwersytetu.

Porównywanie tamtych wydarzeń z teraźniejszością jest niezwykle trudne. Cóż, wtedy wystarczyło powiedzieć, że ktoś jest pobożnym księdzem czy kolegą, że dobrze i skrupulatnie wypełnia wszystkie swoje obowiązki by go pogrążyć. Niewątpliwie teraz nic złego w tych słowach nie ma, ale w przypadku, gdy osoba "Z" znana była jako aktywny działacz, który "nie idzie po linii Polski Ludowej", to wystarczyło. Nie wiemy jak wiele słów zyskało w zapiskach po spotkaniu zupełnie inny charakter niż w intencji mówiącego.

Zbuntowani "synowie kościoła"?

W jednym z ostatnich pytań wywiadu w GW pada pytanie, a raczej postawiona zostaje teza: "Teraz atakują arcybiskupa nawet publicyści deklarujący się jako wierni synowie Kościoła, działający podobno dla dobra Kościoła". Trudno, by nie przyszło czytelnikowi do głowy, że mowa o często wypowiadającym się ostatnio w mediach publicyście, Tomaszu Terlikowskim (mimo, że oczywiście żadne nazwisko nie padło).

Zastanawia mnie tylko, gdzie znaleziono dowody - w postaci publikacji w gazetach czy wypowiedzi w mediach - na to, że synowie kościoła (określenie dość mało precyzyjne) atakują arcybiskupa? Co to znaczy atak? Atakiem widać jest sama chęć i wyrażenie tego słowami, by ujawniono społeczeństwu wycinek przeszłości wyjątkowego człowieka, profesora, biskupa, który ma niebawem podjąć bardzo odpowiedzialne funkcje w kościele. Chęć poznania historii nie musi wcale wynikać z - tak często stosowanego określenia - pogoni za sensacją, nagonki i dzikiej lustracji, tylko po prostu w wielu przypadkach ze szczerego pragnienia ukrócenia raz na zawsze krzywdzących spekulacji.

Troska - czy rzeczywiście obłudna?

W "Naszym Dzienniku" (nr 2, 2007 r.) ze zdziwieniem przeczytałam tekst Marii K. Kominek zatytułowany: "Obłudna troska". Autorka zarzuca T. Terlikowskiemu "perfidną manipulację". Terlikowski, w kontekście ingresu ks. abp. Wielgusa, pisze m.in. "modlitwa o światło mądrości, wiary i odwagi dla tych, którzy taką decyzję podjąć mogą".
M. Kominek twierdzi, że to wezwanie do modlitwy nie jest szczere, zaś autor zarzuca w ten sposób ważnym osobom w Kościele brak mądrości...

Odnosząc się do zarzutów M. Kominek nie mogę się oprzeć pytaniu: czy fakt, że życzę komuś np. zdrowia świadczy o tym, że ten ktoś jest chory? Przecież może się mieć doskonale, a nasze życzenie to tylko wyraz nadziei, że stan ten będzie trwał...

Od jakiegoś czasu obserwuję swoistą grę na dwóch frontach, tyle tylko, że po tej samej stronie barykady. Wszyscy opowiadają się za rozumnymi poszukiwaniami prawdy, ostrożnością w sądach, skrupulatnymi badaniami spraw itp. Tymczasem efekty jakie są, każdy widzi. Miejmy nadzieję, że właściwe osoby w odpowiednim czasie staną na wysokości zadania i zrobią wszystko, by zamieszanie wokół osoby ks. Wielgusa wyjaśnić i zniwelować, a tym samym zakończą się oskarżenia ludzi Kościoła... przez ludzi Kościoła, bo to niczemu dobremu nie służy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Mawiamy - jeśli złapią cię za rękę w cudzej kieszeni, to mów - nie moja.
Myślimy, że to dotyczy meneli i ludzi z nizin społ. w ogólnosci.
A jaki przykład dają księżą - żaden sam i dobrowolnie nigdy się nie przyznał do współpracy. W nosie maja nauki Jezusowe wszelakie - o uczciwości, szczerości, lojalności, odpowiedzialności. rozgrzeszeniu. Nul - zero. Co warte jest ich życie, skoro oparte na zakłamaniu?
Doniesienia zawsze traktowano jak nagonkę. Że oszczerstwa. A z biegiem czasu jednak cichli i usuwali się.
Tak było z Hejmą, Czajkowskim i teraz pewnie także .
A druga sprawa - czy spotkała wymienionych jakaś kara?
A gdyby Wielgus nie starał się o wyższe stanowisko, to poznalibyśmy prawdę?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak Kościół ma być "organem" zaufania, jeżeli są w nim ludzie, którym nie jestem w stanie zaufać? "Wprost" na swojej stronie internetowej zamieścił informacje dot. abp. Wielgusa. Nie chcę wydawać wyroków, ale nie wygląda to ciekawie. Jak mam zaufać takiej osobie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Prawda was wyzwoli! -Jezus Chrystus. Trzeba ujawniać prawdę nawet jeśli jest bolesna. Jeśli Kościół nadal będzie wkładał głowe w piasek to ciągle będą wybuchać sensacje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.