Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

22433 miejsce

"Sprawa Makropulos", czyli tajemnica długowieczności

Czeski kompozytor, szwajcarski reżyser, plejada gwiazd z Danii, Stanów i Anglii oraz polskich wykonawców, a także niebanalny temat i prolog rodem z kina niemego - to przepis na znakomitą operę.

Eva Johansson (Emilia Marty) / Fot. Teatr Wielki Opera Narodowa"Sprawa Makropulos" jest jednym z najświetniejszych dzieł muzycznego modernizmu. Libretto Leoša Janáčka, stworzone na podstawie sztuki Karela Čapka, opisuje prawie stuletni proces sądowy Gregor kontra Prus. Przedmiotem sporu jest majątek Loukov, który pierwotnie należał do barona Josefa Ferdinanda Prusa. Po jego śmierci w 1827 roku pojawiło się dwóch spadkobierców - Emmerich Prus, kuzyn zmarłego oraz Ferdinand Gregor, któremu Josef Prus rzekomo zapisał majątek. Proces trwa w nieskończoność, a majątek przechodzi z rąk do rąk.

Obecnie jest 1922 rok i wkrótce ma się odbyć decydująca rozprawa, która rozstrzygnie spór. Szala zwycięstwa przechyla się na stronę rodziny Prusów. Nagle w biurze pojawia się Emilia Marty, która wie, gdzie ukryty jest testament zmarłego prawie 100 lat temu barona. Skąd ma tak ważne informacje, które mogą pomóc Gregorowi w wygraniu procesu? A może to zwykła mistyfikacja?

Trzeba przyznać, że reżyser Christoph Marthaler stanął na wysokości zadania i wykazał się inscenizacyjnym kunsztem. Dodał do libretta Janáčka prolog, który bardziej pasujące do kina niemego niż do opery oraz dwie śmieszne sceny. Początek sztuki jest niekonwencjonalny - cisza jak makiem zasiał. Z boku sceny, za szybą znajdują się dwie postacie, które o czymś rozmawiają. Jednak nie można niczego usłyszeć. Na górze ekranu pojawiają się napisy. Początkowo myślałam, że to falstart, bo przecież nie zaczęli jeszcze śpiewać. Zaczęłam obserwować reakcję widzów. Patrzyli jak zaczarowani na tę nietypową dla opery scenę. Nagle pojawił się napis "krótka cisza", który w tych okolicznościach wywołał falę gromkiego śmiechu. Muszę przyznać, że pierwszy raz spotkałam się z niemą sceną w operze. Dotychczas dźwięki muzyki poważnej towarzyszyły bohaterom bez przerwy, były tłem wszystkich wydarzeń.

Kolejnym nietypowym elementem jest sam temat opery, oparty na mistycyzmie i alchemii. Okazuje się bowiem, że Emilia Marty żyje już 337 lat, a to dzięki prastarej recepturze wymyślonej przez cesarza-alchemika Rudolfa II. Oczywiście informacje są dozowane publiczności, być może w zbyt małych dawkach. Przez co przedstawienie może być dla niektórych nużące. Jest to jednak celowy zabieg, który ma uśpić czujność widza. Najlepsze jest bowiem zaskakujące zakończenie, które robi duże wrażenie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.