Facebook Google+ Twitter

Sprawa szpitalnych kradzieży trafiła na policję

  • Źródło: Gazeta Krakowska
  • Data dodania: 2006-10-05 07:45

Kradzieże stały się prawdziwą plagą na oddziale nerwic i zaburzeń szpitala przy ul. Kopernika. Giną ubrania, pieniądze, kosmetyki. Pacjenci co tydzień zgłaszają ten problem na spotkaniu z kierownikiem.

fot. Ludwik KostuśTen jednak twierdzi, że dla jednego swetra nie będzie psuł atmosfery otwartości, z której oddział słynie. Otwartość ma się wyrażać m.in. tym, że... każdy może wejść na oddział.

To problem agresji

– Zginęły mi spodnie i ulubiona koszulka, srebrna bransoletka. Dawniej kradzieże się zdarzały, ale nie były tak notoryczne – skarży się jeden z pacjentów. – Innym razem zginęły nam dwa firmowe podkoszulki, 50 zł, a wcześniej 20 zł z portfela. Nikt nie traktuje poważnie naszych uwag – dodaje druga. Kiedy pacjenci zgłaszali problem, usłyszeli, że kradzieże to... problem agresji między pacjentami.

– Chcemy te sprawy rozwiązywać psychologicznie, aby winne osoby więcej tego nie robiły – tłumaczy dr Adam Curyło. Problem w tym, że, jak mówią pacjenci, kradzieże zdarzają się wtedy, gdy nie ma ich na oddziale – są na terapii lub na obiedzie, a pokoje są otwarte. Kiedyś zostawili "na wabia" pieniądze w portfelach schowanych w pokoju przed obiadem. Po powrocie już ich nie było.

Mnie też zginął kożuch

– Ale co my mamy zrobić – zatrudnić agencję ochrony? Dozorcy pilnują kto wchodzi do budynku – broni się Curyło. Sprawdziliśmy. Do budynku weszliśmy bez przeszkód trzy razy. – To zaleta naszego oddziału – replikuje nadzorujący oddział dr Piotr Drozdowski. – Trzeba uważać i nie zostawiać rzeczy na wierzchu, są zamykane szafy. Mnie zginął kożuch i trudno. Nie możemy przeprowadzać śledztwa – mówi. – Nie można wszystkiego chować. Ubrania ginęły też z suszarki w łazience – ripostują pacjenci.

Zdesperowani pacjenci złożyli w poniedziałek zawiadomienie na policji. Teraz organa ścigania skontaktują się z administracją. Policjanci przyznają, że co roku trafia do nich około 20 zawiadomień o kradzieżach w szpitalach. Jednak poszkodowani nie potrafią precyzyjnie wskazać co i kiedy im zginęło. Często są to osoby starsze, zażywające duże ilości leków. W tym przypadku może być inaczej. – Chcemy im uświadomić, że bezpieczeństwo pacjentów jest również funkcją działań administracji – mówi Katarzyna Padło z biura prasowego małopolskiej policji. Rzecznik szpitala przyznaje, że do tej pory dyrekcja o sprawie nie wiedziała. – Zajmiemy się tym. Może pokoje będą zamykane na czas, gdy pacjentów nie będzie – obiecuje Anna Niedźwiedzka.

Marta Paluch

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Od lat ludziska kradna w szpitalach i po negocjacjach w końcu będą zamykać pokoje na czas nieobecnosci pacjentów. Brawo! I problem zniknie, ale dlaczego to tak długo musiało trwać? Ludzie znerwicowani się denerwują, gdy ich okradają, a to wzmaga ich nerwowość i kółko się zamyka...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.