Pozycja materiału w rankingach:
Szkolne wyposażenie to nie tylko podręczniki potrzebne uczniom do edukacji. To także plecaki, piórniki, zeszyty, przybory plastyczne, obuwie i strój gimnastyczny.
Ostatni tydzień wakacji. W supermarketach i księgarniach tłum zainteresowanych ludzi szuka najlepszych dla siebie ofert. Ceny przyborów w sklepach są bardzo zróżnicowane. Najkorzystniej wypadają zakupy w supermarketach, ponieważ oferty tych sklepów kuszą rabatami i kuponami promocyjnymi. Najdrożej wypadają małe osiedlowe sklepiki.Zobacz także:
Artykuły
(28)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.18)
Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Paweł Urbański 25.08.2011 21:30
Naturalnie miałem na myśli: Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej, a nie Rzeczpospolitej.
Przepraszam.
Paweł Urbański 25.08.2011 20:57
Polecam Konstytucję Rzeczpospolitej Polskiej
Art. 70.
1. Każdy ma prawo do nauki. Nauka do 18 roku życia jest obowiązkowa. Sposób wykonywania obowiązku szkolnego określa ustawa.
2. Nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna. Ustawa może dopuścić świadczenie niektórych usług edukacyjnych przez publiczne szkoły wyższe za odpłatnością.
3. Rodzice mają wolność wyboru dla swoich dzieci szkół innych niż publiczne. Obywatele i instytucje mają prawo zakładania szkół podstawowych, ponadpodstawowych i wyższych oraz zakładów wychowawczych. Warunki zakładania i działalności szkół niepublicznych oraz udziału władz publicznych w ich finansowaniu, a także zasady nadzoru pedagogicznego nad szkołami i zakładami wychowawczymi, określa ustawa.
4. Władze publiczne zapewniają obywatelom powszechny i równy dostęp do wykształcenia. W tym celu tworzą i wspierają systemy indywidualnej pomocy finansowej i organizacyjnej dla uczniów i studentów. Warunki udzielania pomocy określa ustawa.
5. Zapewnia się autonomię szkół wyższych na zasadach określonych w ustawie.
Jedynym obowiązkiem rodziców, wynikającym z Konstytucji i innych Ustaw, jest posłanie dzieci do szkoły, to znaczy dopilnowanie, aby ich dziecko przekroczyło próg szkoły w określonym czasie i miejscu.
Cała reszta należy do instytucji zwanej umownie szkołą.
Według Konstytucji i innych Ustaw nauka jest obowiązkowa dla dzieci do 18 roku życia i powinna być realizowana w szkole oraz przez szkołę.
Nigdzie nie ma przepisu, że rodzice mają kupować podręczniki, zeszyty czy przybory do pisania.
Nigdzie także nie ma przepisu nakładającego na rodziców obowiązek uczestniczenia w procesie kształcenia poprzez odrabianie z dziećmi zadań domowych lub choćby pilnowania lub sprawdzania czy zostały one odrobione.
Kto powinien kupić podręczniki i przybory szkolne?
To proste jak drut kolczasty: - ten na kogo Konstytucja i Ustawy nakładają obowiązek prowadzenia szkolnictwa publicznego: p a ń s t w o, g m i n a, s z k o ł a, ale nie uczeń do 18 roku życia czy jego rodzice.
Danuta Adamska 24.08.2011 22:16
Panie Mariuszu, chyba nie ma pan dzieci? Lektury nie zawsze tak łatwo są dostępne w bibliotece; bywa, że jest np. 10 książek (szkolna i miejska biblioteka razem), a przeczytać musi kilkadziesiąt osób. Sama pamiętam, jak zamawiałam książkę, bo była tylko jedna w bibliotece - i to wypożyczona, a potrzebna "na już". Nie wszędzie w Polsce jest tak jak w Warszawie czy innym dużym mieście, gdzie dostęp do wszystkiego jest łatwy; co więcej - i pojęcia "wielki świat" nie ma, jak jest na prowincji, bo i jak wytłumaczyć choćby zarządzenie o 5 godzinach takiego wychowania fizycznego w tygodniu jak w szkole nie ma sali gimnastycznej a do najbliższej jest 5 km? (znam takie). A to tylko jeden z przykładów głupoty naszych władz i chcę wierzyć, że wynika ona z niewiedzy - ale w tej sytuacji rozumiem zasadność opłat np. za basen lub siłownię. Moje dzieci ciągle muszą coś znaleźć w internecie - pewnie, mogą poszukać w bibliotece, na tamtym komputerze, ale to wtedy w ogóle nie widziałabym ich w domu - a co z dziećmi mieszkającymi na wsi gdzie nie ma biblioteki publicznej a w szkolnej ubożuchno? Co do podręczników to też nie ma pan racji: pomijając ćwiczenia, które przecież co roku trzeba kupować, bo nie da się odkupić, są jeszcze te ciągłe zmiany podręczników związane wcale nie z wymaganiami szkoły (choć niektórzy lubią tak myśleć), tylko z odgórną zmianą podstawy programowej lub kolejnym etapem reformy. Dawniej podręczniki szkolne kupowało się od starszych kolegów - dziś często jest to po prostu niemożliwe ze względu na znaczne różnice między poszczególnymi wznowieniami (i tak np. podręcznika do WOS do gimnazjum wydawanego przez jedno z wydawnictw nie bardzo można było odsprzedawać, bo niby ten sam, a co roku był inny, bo coś tam dodawano, a coś z niego wyrzucano - wiadomo, chodziło o kasę i o to, żeby sprzedaż "szła", w końcu w klasie wszyscy powinni mieć takie same), jak i przez to, że wydawnictw jest dużo i wystarczy, że dzieciak np. zmieni szkołę, a już komplet podręczników musi mieć często w 2/3 lub lepiej wymieniony, bo co szkoła, to inne. Poza tym z jednej strony pan narzeka na "rozpieszczanie" dzieci (markowe ciuchy itd. - i tu poniekąd się zgadzam) a z drugiej potępia kupowanie lektur? komputera? Przecież dzisiaj bez umiejętności obsługi tego urządzenia (że o kalkulatorze nie wspomnę) życie jest nie do pomyślenia, znalezienie pracy tym bardziej! A dzieci nie są ani gorsze, ani lepsze niż dawniej, to dorośli się pogubili, bo zachłyśnięci dorabianiem się przestali dbać o rodzinę, przestali ze sobą rozmawiać - i tu się też z panem zgadzam, że kolejne pokolenia będą coraz bardziej nastawione na modę, szpan itp., ale to my, dorośli je tego uczymy. Zatem z tym "rozpieszczaniem" to nie do końca jest tak, jak pan pisze - pewnie niektórym z nas bardziej niż o dobro dziecka chodzi o swojego rodzaju rekompensatę, zagłuszenie poczucia winy, że nie ma się dla dziecka czasu, a może czasem o leczenie własnych kompleksów? Typu "moje dziecko musi mieć wszystko"? Tak dobrze wtedy podbudować własne ego potępiając tych, którym powodzi się troszkę gorzej i nie stać ich na różne rzeczy, nazwać ich nieodpowiedzialnymi, bo napłodzili i nie mają... A przecież fortuna kołem się toczy i nie zawsze można być pewnym tego, co nas czeka jutro. Może wygrana, a może choroba i rencinka z ZUS? Zmierzam do tego, że choć ma pan trochę racji, to wiele rzeczy pan upraszcza; mam wrażenie ze problem jest o wiele bardziej złożony.
Grzegorz Wink 24.08.2011 18:24
Ja to chyba w jakimś innym PRL niż pan Mariusz mieszkałem...
Połowa jak nie więcej nauczycieli w szkole udzielała "korepetycji", książki były tanie i powszechnie dostępne w księgarniach, a lektury szkolne specjalnie oznakowane na okładce albo w środku, z butami owszem były trudności, ale też nie aż takie bo juniorki albo chińskie trampki bez większych problemów można było upolować, plecaków to w ogóle nie było poza turystycznymi za to były tornistry. Solidnie wykonane i ze światłami odblaskowymi, kalkulatorów owszem nie było, a co do kolejnych pokoleń, to nie zauważam żeby była jakaś znacząca różnica...
levy 24.08.2011 17:47
Oczywiście, że to narzekania na wyrost. Polak tak ma, że wszytko mu się należy i trzeba dać.
W Wlk. Bryt. młodzież masowo próbuj esie w tym roku dostać na studia. Dlaczego? Bo od nowego roku czesne na wyższych uczelniach drastycznie wzrośnie.
To nie są jakieś tam opłaty, tylko grube tyś funtów, spłacane później często przez lata dalszej zawodowej pracy.
Mariusz Orłowski 24.08.2011 17:11
Prawie wszędzie nauka szkolna jest w jakiś sposób płatna, w komunizmie też trzeba było zrobić dziecku wyprawkę, a to co ma miejsce dziś w Polsce, jest niczym do tego ile np. trzeba wydać na edukację w USA - np. tam większości rodzin w ogóle nie stać aby posłać dziecko na studia, podczas gdy w Polsce w ogóle nie musi ono płacić uczelni za możliwość uczenia się. W mojej opinii, narzekania dzisiejszych polskich rodziców wynikają z ich nieodpowiedzialności oraz z rozpieszczenia ich dzieci - po pierwsze jest pełno nieodpowiedzialnych ludzi, którzy płodzą dzieci nie przejmując się w ogóle czy zdołają je utrzymać, a po drugie dziś w Polsce uznaje się za normę rozrzutność, nowe książki, markowe ciuchy, kupowanie lektur, wypasione komórki, zegarki, kalkulatory, komputery, korepetycje, itd., podczas gdy jeszcze nie tak dawno, bowiem za PRL-u, dzieci miały taką motywację że uważały w szkole i uczyły się w domu przez co nie brały korepetycji, lektur się nie kupowało tylko wypożyczało z bibliotek, ubrania, buty czy plecaki się nosiło po starszym rodzeństwie, i nieważne było jakiej są marki ale czy są funkcjonalne, obliczenia robiło się w pamięci a nie na kalkulatorach czy komputerach, itd., itp. I ponieważ powyższa sytuacja zmienia się w taki a nie inny sposób, przypuszczam że kolejne pokolenia Polaków będą coraz gorsze, coraz mniej zdyscyplinowane, coraz bardziej nastawione na modę i pieniądze, rozpieszczone, delikatne i roszczeniowe.
Virgolina82 24.08.2011 09:45
Ludzie przestaną wysyłać dzieci do szkoły albo beda się zadłużać w opłatach żeby miec na wyprawke dla dzieci. Niestety czesto nauczyciele wymagaja np. przyborów plastycznych z tzw. górnej pólki czyli firmowych (Pastelo, Pelikan czy Herlitz) wiadomo za firmę się słono płaci. I jak tu myśłec o powiększaniu rodziny jak koszt wyprawki na jedno dziecko wynosi 1/3 pensji...
Port Szczecin widziany subiektywnie
(odsłon: +309)