Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Kultura > Kino i TV > Sprzedana tożsamość

Pozycja materiału w rankingach:

84319 miejsce

Dział: Kino i TV

Ocena: 10pkt

Oceń:

Sprzedana tożsamość


W konkluzji filmu nasuwa się ponadczasowa myśl Wisławy Szymborskiej: „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. I jest to o tyle niepokojące, że uzmysławia nam, jak małą mamy świadomość tego, do czego jesteśmy zdolni.

Masz na imię Justine / Fot. Plakat filmowyJuż pierwszy kadr z filmu jest wstrząsający w swym przekazie. Oto widzimy, jak młoda dziewczyna stara się o pracę w rzeźni. W surowym pomieszczeniu słychać przeraźliwy kwik świń, których los już został przesądzony. To przyprawia o mdłości, ale Mariola wie, że bardzo potrzebuje tej pracy. Z determinacją wykraja z tuszy „schab bez kości”.

Ta scena jest bardzo ważna. Reżyser filmu Franco de Pena na zasadzie kontrastu ukazuje widzowi dramaturgię sytuacji. Z jednej strony, niemająca atrakcyjnych perspektyw dziewczyna wydaje się być silna psychicznie i stanowcza, a z drugiej, nie przestaje marzyć o lepszym życiu. Ulega namową swojego nowego chłopaka Artura i godzi się wyjechać z nim do Berlina.

Artur, to jej dawny kolega ze szkoły podstawowej. Pojawia się nagle i rozbudza w niej nadzieje na to, że jej dotychczasowe życie ulegnie zmianie. Wbrew ostrzeżeniom babci, żeby nie była tak naiwna, jak jej matka, Mariola stawia na swoim. Jeszcze nie wie, że tym razem to ona zostanie poddana rzezi, a ten los zgotuje jej ukochany…

Demaskatorska prawdziwe intencje Artura scena ma swoje miejsce w berlińskim mieszkaniu, gdzie zatrzymują się na „jedną noc”. Już sama postać Nadenki, przyjaciółki chłopaka pochodzącej z Jugosławii, wzbudza u Marioli podejrzenia. Ma takie dziwne oczy – z niepokojem stwierdza dziewczyna i prosi swojego chłopaka, by opuścili mieszkanie.

W tym momencie pojawiają się jednak mężczyźni, których Artur zdaje się dobrze znać. Gunter (50 lat), Jury (35 lat) i Nico (25 lat). Ten pierwszy wręcza mu plik banknotów. Dobra kreacja Rafała Maćkowiaka wzbudza w widzu obrzydzenie. Ten miły i przystojny chłopak przeistacza się w bezwzględnego handlarza żywym towarem.

- Teraz będziesz kurwą – brutalnie zaznajamia dziewczynę z prawdą i obnaża jej piersi, aby pokazać, – jakie ma? - Trochę małe, ale dupcia świetna – pada odpowiedź nabywcy towaru. - Od tej pory masz na imię Justine – rozumiesz? - Do sypialni z nią!

Przeraźliwy kwik, podobny do tego, jaki wydawały z siebie świnie brane na ubój towarzyszy kolejnym scenom gwałtu.

Sprzedana, zgwałcona, obdarta z godności. Uwięziona w opustoszałym blokowisku blisko placu budowy. Mimo to, Mariola, w którą wcieliła się debiutująca wtedy Anna Cieślak daje się złamać dopiero, gdy zostanie jej rzucone pod nos zdjęcie babci. Wtedy też uwierzy w dobroć człowieka, który podda ją tresurze po to, żeby na niego zarabiała. Nieco zdaje się być wrażliwy, ale w głębi duszy jest nieubłagany.

Dzień po dniu wdraża swoją ofiarę w proces adaptacyjny do nowej roli prostytutki o imieniu Justine. Balansuje z nią na krawędzi dobra i zła, uzależniając od siebie. Reżyser Franco de Pena próbuje w ten sposób wyjaśnić podłoże uległości. Ukazać widzowi, że ofiara permanentnej przemocy zarówno fizycznej, jak i psychicznej z czasem zaczyna ją akceptować.

To sposób na uwolnienie umysłu od cierpienia, jakiego doświadcza. Skoro nie może uwolnić siebie…

„Masz na imię Justine” to tak naprawdę dramat o sprzedanej, a może skradzionej tożsamości. O zatracaniu swojego „Ja”. Film jeszcze długo po wyjściu z kina pozostawia na psychice widza niezatarty ślad. Jednak myli się ten, kto myśli, że reżyser epatuje widza scenami seksu i przemocy. Chodzi o naszą świadomość.

Na szczególną uwagę zasługuje znakomita rola Arno Frischa (Nico). Oglądając film, momentami ma się wrażenie, że to dobra postać uwikłana w brudne interesy razem ze swą ofiarą. Jednak Nico sukcesywnie zmierza do celu. Wyrafinowaną grą chce poskromić Mariolę i nauczyć „zawodu” dochodowej dziwki. Ma na to 10 dni… Obezwładniający strach sprawi, że Mariola nawet wtedy, gdy nadarzy się okazja do ucieczki, nie skorzysta z niej.
Izabela Pek OFFline profil autora

Autor: Izabela Pek

Napisz do autora

Artykuły (18) Galerie (11) Średnia ocen (4.59)

Wiek: 27 | Miejscowość: Gdynia | Kraj: Polska

O mnie: Dziennikarka trójmiejskiego magazynu Prestiż, fotomodelka, z wykształcenia politolog.

Ostatnie artykuły autora:

Pozycja autora w rankingach:

Komentarze: 2

Sortuj komentarze:

Joanna Kwaśnik 30.09.2008 11:03

Ocena: Ocena pozytywna 37 Ocena negatywna 36

spokojnie mogę dać +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marzena Paniusia 30.09.2008 07:42

Ocena: Ocena pozytywna 27 Ocena negatywna 36

Stawiam PLUS

Komentarz został ukrytyrozwiń

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.