Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

35858 miejsce

Stadion Dziesięciolecia. Wstęp wzbroniony!

O ile przed dwoma, trzema laty Stadion Dziesięciolecia omijałem szerokim łukiem, tak teraz za wszelką cenę chciałem zobaczyć jego murawę. Jak się okazało nie było to takie proste.

- Nie, nie, już nie wpuszczamy. Stadion zamknięty.
- No proszę pana... nawet na koronę wejść nie można?
- Przykro mi - odpowiedział mi strażnik, kiedy trasa mojej kwietniowej wycieczki rowerowej zahaczyła o Stadion Dziesięciolecia. Miałem przy sobie aparat (jak na każdej takiej wycieczce) toteż postanowiłem wjechać na ikonę lat 50. Zdanie "Stadion zamknięty" jakoś mnie tknęło... Nawet bardzo. Co to znaczy "zamknięty"? A co z handlarzami? Nasz Jarmark Europa zamknięty?! Jedno z przysłów używanych przez warszawskich kurierów rowerowych brzmi: "Nie hamuj - omijaj". Zgodnie z maksymą - postanowiłem ominąć wszystkie bariery, nie rezygnować przy pierwszych utrudnieniach i wejść na stadion za wszelką cenę.

Na początku maja napisałem sobie co w ogóle chce osiągnąć i czemu. Zdecydowanie - zdjęcia. Chciałbym też porozmawiać z ochroniarzami, robotnikami o ich codziennej pracy. A dlaczego? Ponieważ chcę pokazać swoim potomkom jak kiedyś wyglądały tereny Stadionu Narodowego.
Około 10 maja pojechałem tam. Postanowiłem przetestować ochronę i przeszedłem - jak przystało na praskie dziecię - przez ogrodzenie.
Ochrona nie zawiodła - dopadła mnie w minutę. Pan okazał się być miłym człowiekiem i spokojnie wyjaśnił jak mogę "legalnie" wejść na koronę.
- Musi pan sobie wyrobić przepustkę - powiedział pan w odblaskowej kamizelce dodając gdzie to mogę załatwić. Do biura Centralnego Ośrodka Sportu udałem się za 4 dni.

O godz. 7.30 byłem już na skrzyżowaniu ulicy Grochowskiej z al. Zieleniecką. Handlarze, którzy nie zostali nigdzie jeszcze wyrzuceni tłumaczyli mi gdzie znajduje się budynek. Po 45-minutowych poszukiwaniach postanowiłem się zapytać kompetentnego (jak mnie się wydawało) ochroniarza. Pan ochroniarz zamyślił się na moment, po czym wskazując, że mam iść w prawą stronę powiedział: - Pójdzie Pan na lewo... na pr... tak, na prawo...-. Po kolejnych kwadransach w końcu udało mi się tam dotrzeć.

Stadion przeżywa swoją świetność - jak na ironię - pod koniec swego istnienia. / Fot. Rafał KoniecznyCentralny Ośrodek Sportu
Budynek COS jest duży i brudny ogólnie. Usytuowany w okolicach dworca PKP "Stadion". Na każdym piętrze starego, żółtego biurowca siedzi ochroniarz. Ten siedzący na parterze wskazał mi pokój 230 (I p.), w którym miałem załatwić sobie przepustkę. Stamtąd przekierowano mnie do pokoju 114 (parter), bym znowu wspiął się do pokoju 320 (II. p) by usłyszeć, że to nie COS wydaje przepustki.
- Uda się pan pod wskazany adres, można napisać także maila - powiedział pan w pokoju 320 wręczając mi jednocześnie wizytówkę Narodowego Centrum Sportu z siedzibą przy ul. Łazienkowskiej 6. Podany był tam adres mailowy.

Tego samego dnia, tj. 14 maja po powrocie do domu niezwłocznie napisałem maila z prośbą o wydanie mi przepustki. Wcześniej kontaktowałem się z Mateuszem Aleksandrowiczem z pytaniem, czy mogę podawać się za dziennikarza Wiadomości24.pl. Do NCS wysłałem dla pewności dwie wiadomości.

15 maja, przed pójściem do szkoły otworzyłem skrzynkę mailową. Pusto. No cóż, trudno, przecież to NCS, na pewno mają mnóstwo spraw na głowie, a ja jestem na szarym końcu listy z nagłówkiem "do wykonania". Po szkole wróciłem do domu, jak co dzień rzuciłem plecak i włączyłem TVN24. Zatkało mnie. Tego dnia odbyła się konferencja prasowa, która miała uświadomić społeczeństwo, że prace na Stadionie Dziesięciolecie właśnie się rozpoczęły. Konferencja odbywała się w samym centrum zamieszania - czyli na terenie budowy właśnie. Wstałem raz dwa z łóżka, otwieram ponownie maila - i nic. NCS nie odpisało.

Narodowe Centrum Sportu
Uparłem się. Na stronie Narodowego Centrum Sportu znalazłem telefon kontaktowy i następnego dnia - zadzwoniłem.
- Już nie wydajemy przepustek, to jest już teren budowy, więc jest tam niebezpiecznie - usłyszałem. Spytałem dyspozytorkę, czy w takim razie na Stadion Narodowy wejdę dopiero w 2012 roku.
- Nie no, myślę, że wcześniej - odpowiedziała.
Wywnioskowałem, że w 2011 realnie będę mógł wejść na teren Narodowego. Nie ukrywam, że się lekko załamałem. Po chwili sekretarka dodała: - Proszę zadzwonić jeszcze jutro. Może jednak da się coś załatwić.

Znowu o godz. 8 rano (sobota) zadzwoniłem do NCS.
- Tak, wiem, że pan wczoraj dzwonił... Niech pan wyśle maila na adres dyrektora naczelnego.
- Już dwa maile wysłałem 14 maja.
- To niech pan wyśle jeszcze raz - krótka, rzeczowa rozmowa.
Po śniadaniu usiadłem przed monitorem i znowu naskrobałem maile do dyrektora naczelnego - Tadeusza Wróblewskiego. Cierpliwie na odpowiedź postanowiłem poczekać tydzień. Mail zwrotny nie przyszedł.

Więcej zdjęć wkrótce. / Fot. Rafał KoniecznyMaszyny lepszą atrakcją od waty cukrowej
24 maja odbyło się trzecie święto Saskiej Kępy. Wziąłem aparat i wybiegłem z domu po kolegę, bo byłem już spóźniony. Święto nie wzbudziło większego zainteresowania. Wata cukrowa, clowny, zespoły muzyczne, gadki burmistrzów... Nuda. Zdecydowanie lepsze widowisko odbywało się za drzewami zielonej Saskiej Kępy, gdzie ujrzeliśmy ruszające się maszyny, które budują Narodowy. Postanowiliśmy się tam przejść. Zapamiętałem, że od strony biura są ładne, niewysokie murki, na które wystarczy się wspiąć, by widzieć przed sobą schodki prowadzące na koronę.

Poszliśmy z kolegą w to miejsce. Jako, że Stadion Dziesięciolecia zbudowany jest z gruzów powojennej Warszawy, to wspiąć się na 2-metrowy murek nie było wyczynem (wystające kawały gruzów ułatwiły zadanie). Podciągnąłem się - widzę na wprost siebie schody. Tylko kilka metrów dzieli mnie od zobaczenia murawy, od zobaczenia jak burzą nasz stadion, od zobaczenia tworzącej się historii. Rozglądam się - no i jest, grubszy ochroniarz kopie sobie różową piłeczkę.
- No dobra - pomyślałem - idę. Wszedłem na murek, a zaraz potem wyjąłem legitymację dziennikarską i aparat. Ochroniarz zauważył mnie już z daleka, ale - że dzień był pochmurny - jemu też się do mnie nie spieszyło. Przedstawiłem się ukazując legitymację i wyjaśniając cel mojego wtargnięcia.
- A ma pan przepustkę na robienie zdjęć? - musiałem, niestety, powiedzieć prawdę, więc ochroniarz wyprosił mnie z terenu budowy, a sam ponownie zajął się zabawą z różową piłeczką. Ale ja nie hamuję.

Przeszedłem kilka metrów dalej gdzie w polu widzenia nie było ochroniarzy.
- No chodź już, jak Cię złapią, to tylko mandat zapłacisz - zniechęcał mnie do akcji kolega. Zdawałem sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie na mnie czyhało na koronie (za nielegalne przebywanie na terenie budowy grozi grzywna). Z drugiej strony jednak - jak nie wejdę, to będę żałował. Wisiałem tak na murze 3 minuty, po czym zobaczyłem cywilnie ubranych mężczyzn.

"Jakby co - to nas tu nie ma"
- Panowie mają przepustkę? - zapytałem z uśmiechem panów. Odkiwnęli głowami, że nie... Uśmiechnąłem się do kolegi, który stał niżej i "dzida" na koronę. Jedna ręka wolna, w drugiej aparat. Odległość między murkiem a pierwszym schodkiem wydała mi się dwukrotnie większa. Zdyszany wbiegłem na koronę i wtedy padły zdania, które na pewno bardzo mocno zapadną mi w pamięć:
- Panowie, jakby co - to jestem z wami.
- Jakby co - to nas tu nie ma.

Uśmiechnąłem się po raz kolejny i w końcu rozejrzałem się po koronie... Maszyny, robotnicy, odgłosy rozbijanego betonu. Trybuny, a raczej ich pozostałości po dawnej świetności, rozwalone. Zrobiłem szybko kilka zdjęć. Pożegnałem się ze współtowarzyszami (którzy także robili zdjęcia) i znowu zbiegłem ze schodów, potem zeskoczyłem z murka - i byłem już bezpieczny. Uradowani z kolegą wróciliśmy do domu.

W domu przejrzałem zdjęcia. Trochę niewyraźne, ale ogólnie dobre. Jednak w miarę jedzenia rośnie apetyt. Wszedłem znowu na stronę NCS i wyszukałem kontakt do Marcina Hadaja - rzecznika prasowego Narodowego Centrum Sportu. Wydał mi się ostatnią deską ratunku. Rozmowa trwała dwie minuty. Po naciśnięciu przycisku "Rozłącz" byłem bardzo, bardzo zadowolony.
Dostałem bowiem przepustkę... Ciąg dalszy nastąpi...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (14):

Sortuj komentarze:

robotników nie ma juz o 15. i to co widziałes to nie były fundamenty, tylko pale, które są testem przed prawdziwymi fundamentami. opisze to w nastepnym artykule:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

nie jest potrzebna przepustka ... potrzebna jest odrobina preswazji i chęci ; byłem na Stadionie Dziesięciolecia jakieś 2 godz. temu wykonałem całkiem sporo ciekawych zdjęć płyty, korony i otoczenia , jednak na efekty pracy trzeba będzie poczekać - analog ...

Stadion wygląda strasznie jest zarośniety brudny i śmierdzący wszędzie pełno śladów po maszynach budowlanych a na środku boiska stoi TOI TOI :) , na płycie boiska w czterech miejscach wykopane i wylane sa już fundamenty , nie wiem czy to już podwaliny pod nowy obiekt ... czy jakieś testy , rozłożono tez dwa dźwigi . Tempo pracy jest zastraszająco wolne o 17.00 już nie było nikogo z ekipy budowlanej na terenie , pominowszy mało uważną ochrone...
Chyba musi jeszcze wiele wody w Wiśle upłynąć nim rozbiorą "Starą Damę" na kawałki i pobudują nowy Stadion ...

Kamil Wesołowski

Komentarz został ukrytyrozwiń

heh, nie ;p

Komentarz został ukrytyrozwiń

wybacz, ale haseł do swojego konta mailowego Ci nie dam i nie pokaze, ze NCS mi nie odpisało. a co do szukania - coż, ja miałem z tym większy problem:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Twoja opowieść wydaje mi się trochę jak sf. Tydzień temu byłam na Stadionie i weszłam bez problemu. Wystarczyło napisać maila z prośbą o wpuszczenie (w ciągu 2 dni otrzymałam zgodę), bez problemu dotarłam na miejsce (jakie 45 minut szukania??), dostałam przepustkę i zrobiłam zdjęcia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"O godz. 7.30 byłem już na skrzyżowaniu ulicy Grochowskiej z al. Zieleniecką. Handlarze, którzy nie zostali nigdzie jeszcze wyrzuceni tłumaczyli mi gdzie znajduje się budynek."

Jak to wyrzuceni? Chyba lepiej było napisać przeniesieni bo płacą za miejsca handlowe i mają działaności gospodarcze/handel obwoźny. Wyrzucić, można śmiecia do kosza.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Taaaaa.... ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jagna coś o tym wiemy

Komentarz został ukrytyrozwiń

+/ Dobre; oto nasza urzędnicza rzeczywistość. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

fajna historia :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.