Facebook Google+ Twitter

Stadion Narodowy pod wodą. Anglicy powinni wygrać walkowerem!

Cały dzień czekałem na wielkie spotkanie z Anglią. Doczekałem się kpiny i paradoksu. Kto odpowiada za tę kompromitację?

 / Fot. PAP/Bartłomiej Zborowski / Fot. W24Kiedy dociera do mnie informacja, że mecz Polska - Anglia na Stadionie Narodowym nie może zostać rozegrany z powodu obfitych opadów deszczu i złego stanu murawy, myślę sobie, że to pomyłka. Po chwili jednak widzę, że rzeczywiście... na murawę stadionu w Warszawie można by bez żadnych problemów wpuścić osady kajakarskie i zorganizować wyścig, lub rozegrać regaty żeglarskie. Na mojej twarzy pojawia się szyderczy uśmiech... uśmiech przemieszany z rozgoryczeniem, bo rzecz jasna pierwsza myśl - gdzie do cholery jest dach? Ten, o którym przed Euro, a także w trakcie polsko-ukraińskiego turnieju tyle się mówiło. Nagle okazuje się, że na zamknięcie dachu nie wyraziły zgody obie reprezentacje, poza tym jakiś idiotyczny przepis mówi o tym, że mecz musi odbyć się w tych samych warunkach, w jakich rozgrywany był trening. Jaki jest sens takiego punktu w regulaminie? Nie rozumiem. Przecież warunki są równe dla wszystkich, niezależnie od tego, czy nagle gralibyśmy przy dachu zamkniętym. To jednak nie koniec paradoksów. Na obiekcie wartym prawie dwa miliardy złotych nie da się zamknąć całej konstrukcji, kiedy opady się już zaczęły. Według słyszanych w czasie transmisji opinii, dzieje się tak ze względów bezpieczeństwa. Na otwartym dachu gromadzi się bowiem woda, która przy jego zamykaniu stwarzałaby niebezpieczeństwo dla całej budowy. Jak dla mnie rzecz, która już brzmi dość dziwnie, nie mówiąc o tym, że to niepoważne, by obiekt nie mógł zostać zamknięty w razie np. nagłej nawałnicy. Skoro nie można go użyć w czasie deszczu, to po co w ogóle tam jest? By chronić przed promieniowaniem ultrafioletowym w upalne dni?

Angielscy dziennikarze nas trafnie podsumowali mówiąc, że Polska to dziwny kraj. W czasie meczu z Grecją podczas Euro, kiedy pogoda dopisywała, dach zamknięto, a piłkarzom było ciężko złapać oddech przez 90 min. Teraz, kiedy w stolicy padało od dłuższego czasu, a prognozy również nie były optymistyczne, nikt nie wpadł na pomysł, by zasunąć feralny dach. Oto Polska właśnie. Skoro mowa już o dziennikarzach z zagranicy, nie chcę nawet myśleć jaką plamę zrobiliśmy sobie tą sytuacją przede wszystkim w Europie. Nie tylko sama Warszawa i Stadion Narodowy, ale ogólnie cały naród.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Walkowerem to powinni wygrać Polacy, gdyby to oni chcieli zagrać a Anglicy nie...
Przecież Polacy juz grali kiedyś z Niemcami w takich warunkach...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Odpowiedzialność ponosi PZPN, który dał w ten sposób podwójne fory Anglikom...
A bezpośredni zespół obsługi technicznej obiektu pokazał brak asertywności !!! Powinni zamknąć dach z automatu !!! z uzasadnieniem zagrożenia obiektu zalaniem !!! tylko oni wiedzieli czym grożą takie opady !!!
Tak w ogóle to dach powinien automatycznie się zamykać w przypadku większego deszczu i być niewrażliwym na kaprysy wszelkich gwiazd sportu !!!
Są już w Warszawie od lat obiekty, gdzie trochę mniejsze klapy dachowe automatycznie się zamykają w przypadku deszczu (np: Riverside Park przy ul Fabrycznej...)

Komentarz został ukrytyrozwiń

To było taktyczne zagranie Anglików - wg doniesień mediów w środę rano - w ten sposób wyeliminowali naszego dwunastego zawodnika jakim byli kibice, których się obawiali najbardziej !!!
Drogocenne gwiazdy angielskiej drużyny miały zachciankę aby zagrać pod odkrytym niebem a nie dachem... ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.