Facebook Google+ Twitter

Stalin chciał, Bierut dał, czyli życie w ojczyźnie, na obczyźnie

"Góry aż do nieba i zieleni krzyk;polna droga pośród kwiatów i złamany krzyż;strumień skryty w mroku i zdziczały sad;stara cerkiew pod modrzewiem i pęknięty dzwon; zarośnięty cmentarz na nim dzikie bzy; ile łez i ile krzywdy ile ludzkiej krwi..."

Cerkiew w Rabem przy pętli bieszczadzkiej / Fot. Ewa KowalskaO tym, że Bieszczady to nie tylko bajeczne góry, dzika przyroda, ścieżki donikąd, przydrożne krzyże, szumiące potoki, umarłe sady, przekrzywione cerkiewki otulone starodrzewem i bezdźwięczne dzwony nad opuszczonymi cmentarzykami, przekonałam się podczas wakacyjnego wypoczynku w bieszczadzkim „worku”. Już parę chwil po przekroczeniu ogrodzenia okalającego drewnianą cerkiewkę w miejscowości Rabe wiedziałam, że Bieszczady, to również ludzie…

Podchodząc do zamkniętych drzwi skromnej cerkwi straciłam towarzyszącą mi zazwyczaj pewność siebie i nieśmiało nacisnęłam na klamkę, która jednak nie ustąpiła. Zaglądając przez szybki w drzwiach do ciemnego wnętrza, usłyszałam dźwięk charakterystyczny dla poruszanego pęku kluczy, a kątem oka, na plamie słońca kładącej się u moich stóp, ujrzałam cień człowieka.

Uśmiechnięty pan o srebrzystych włosach, jak się później okazało, opiekun zabytków, zaprosił mnie do wnętrza cerkwi, w której unosił się charakterystyczny zapach kadzideł, starego drewna i modlitw odmawianych przez wieki. Jego barwna opowieść o cerkwi, przetykana wątkami wspomnieniowymi z prywatnego życia sprawiła, że zapragnęłam umówić się z nim na dłuższą pogawędkę. Pan Michał Kochanowicz, bo o nim mowa, przystał na moją propozycję bardzo chętnie.Michał Kochanowicz w drzwiach cerkwi / Fot. Ewa Kowalska

- Czy zgodzi się pan, że w Bieszczadach można się zakochać od pierwszego wejrzenia?
To zależy. Dla was, turystów, Bieszczady to tylko chwila, to miłe przeżycia i fantastyczne widoki. Czerpiecie z nich to co najlepsze, w czym zresztą, jako opiekun zbytków, staram się wam pomagać. Dla mnie jednak Bieszczady to przymus, przymus mieszkania w ojczyźnie, a jednak na obczyźnie. Moje serce pozostało w
powiecie sokalskim w województwie lwowskim, z którego musiałem z rodzicami wyjechać, ponieważ tak chciał pan życia i śmierci - Stalin

Okrutna wiadomość, która wstrząsnęła polską ludnością, zamieszkałą Bełz, Sokal, Uhnów, Krystynopol i Waręż, zaczynała się następująco:

„Umowa pomiędzy Rzeczpospolita Polską a Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich o zamianie odcinków terytoriów państwowych, podpisana 15 lutego 1951 r. (Dz. U. z dnia 6 marca 1952 r. )
W imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, Bolesław Bierut, prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, podaje do powszechnej wiadomości: W dniu piętnastego lutego tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego pierwszego roku podpisana została w Moskwie Umowa pomiędzy Rzeczpospolita Polską a Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich o zamianie terytoriów państwowych …”

- To zdarzenie miało miejsce ponad pół wieku temu, to bardzo dawno…
Owszem, jednak tego rodzaju przeżycia pozostają w człowieku na zawsze. Ja jestem dzieckiem wojny, urodziłem się w 1933 r. Dziecięce przeżycia mam zakodowane w głowie, niestety nie były to miłe doświadczenia. Pamiętam atak z 17 września, pamiętam gestapowców, czerwonogwardzistów i sąsiadów z UPA. Ci byli najgorsi. Z Ruskimi szło się dogadać, przed gestapowcami można było się ukryć, ale kiedy w domu pojawił się sąsiad, to oznaczało śmierć. Żadna istota nie mogła pozostać przy życiu.
Mojej najbliższej rodzinie udało się przeżyć. Niestety, nadszedł rok 1951, a wraz z nim koszmar przeprowadzki. Opuściliśmy naszą żyzną ziemię i znaleźliśmy się tutaj, na górzystym terenie o słabych warunkach do uprawy i wyczerpanych złożach ropy naftowej

- Dlaczego akurat Bieszczady? Większość przesiedleńców znalazła nowy dom we Wrocławiu, Koszalinie, Szczecinie, Zielonej Górze
Ale to było dalej od Lwowa. Moi rodzice za wszelką cenę chcieli być blisko swojej ziemi. Owszem, życie w tym rejonie było znacznie trudniejsze niż na Ziemiach Odzyskanych. Przez dwanaście lat czekaliśmy na elektryfikację, chałupy, które tutaj zastaliśmy były znakomicie gorsze od tej, którą zostawiliśmy, wyprawa do Ustrzyk Dolnych, z powodu braku dróg, trwała dwie godziny, ale tutaj słyszeliśmy bicie serca naszej, sokalskiej ziemi. Modliliśmy się do Matki Boskiej Sokalskiej, której cudowny obraz razem z nami opuścił województwo lwowskie i został przewieziony do Krakowa, o powrót do ojczystej ziemi, ale on nigdy nie nastąpił. Niestety

- A dzisiaj odwiedza pan kraj swojego dzieciństwa?
Tak. Raz w roku funduję sobie taką przyjemność. Zajeżdżam do mojej wsi, spotykam się z kolegą Ukraińcem. W szkolnych czasach on nie chciał ze mną rozmawiać, ponieważ byłem Polakiem, dzisiaj razem pijemy wódkę i snujemy wspomnienia. Zaglądam też do Lwowa, na którego uliczkach bije mi mocniej serce. To piękne miasto o niepowtarzalnym klimacie, kocham to miejsce.
Mój związek ze stronami ojczystymi nie ogranicza się jednak tylko do sentymentalnych podróży. Biorę czynny udział w gromadzeniu funduszy na rzecz kościoła w Krystynopolu, budowanego przez polską społeczność, która tam, mimo korekty granicznej, pozostała.
Poza tym, my, mieszkańcy Rabe, utrzymujemy żywe kontakty z Bojkami, którzy mieszkali tutaj do 1951 r. Rokrocznie, 19 sierpnia, w naszej wsi odbywa się zjazd wysiedlonych stąd ludzi. Przyjeżdżają autokarem ze swoim greckokatolickim księdzem, odprawiają w cerkwi nabożeństwo połączone z procesją, a po uroczystościach spotykamy się przy ognisku, kiełbaskach i … barszczu ukraińskim, który dla nich przygotowujemy


Pod koniec naszego spotkania, na wspomnienie o Lwowie i rodzinnych stronach, panu Michałowi zaszkliły się oczy, a przez zaciśnięte gardło szepnął - Daj Boże zdrowie i jedź do Lwowa.
Pojadę, obiecuję …
W zajawce fragment piosenki "Moje Bieszczady", bieszczadzkiego zespołu KSU









Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Wiwat sentymenty!:) PLUS dla Ciebie Ewo

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piękna opowieść. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 20.08.2007 12:00

(+).... uff... gesia skorka...

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Takie moje refleksje przy okazji.
Przykro jest, gdy ktoś czy coś nas zmusza do zamieszkiwania nie tam, gdzie byśmy chcieli.
Znam starszą osobę, która niemal całe swoje życie mieszkała w tych dzikich Bieszczadach.
Kiedy została sama, w domku na górce pod lasem, z dala od ludzi, a już wymagała opieki drugiej osoby, rodzina z Wielkopolski zaproponowała jej porównywalne warunki mieszkaniowe, ale obok siebie. Ma zagwarantowaną codzienną dobrą opiekę.
Myślicie, że jest szczęśliwa?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ewo, piękny tekst. Dziękuję +

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 19.08.2007 18:50

+ za odkrywanie POGRANICZA

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ oczywiście; mamy analogową płytę KSU, słuchamy czasem i wspominamy Bieszczady:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+, takich zwyczajnych- niezwyczajnych ludzi zawsze warto pytać, a jeszcze bardziej warto ich słuchać:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) piękna, ciepła, wzruszająca rozmowa

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.