Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

158582 miejsce

Stan wojenny - 27. rocznica

W pracy panował pozorny spokój. Ja go nie podzielałam. W pierwszych dniach grudnia zapytałam opiekuna wprost; odpowiedział: "nie będziemy mogli sobie życzyć Wesołych Świąt".

 / Fot. PAP ArchiwumPo latach życia w zamkniętym obozie "demoludów", kiedy pojawiła się możliwość wyjazdu w inne rejony, ciekawi świata odkładaliśmy każdy grosz, aby urlopy spędzać za granicą. W 1981 roku, do podróży przygotowywaliśmy się w atmosferze nieokreślonego niepokoju.

Podenerwowani ludzie, tajemnicze szepty, przynoszone przez przyjaciół i znajomych lub znajdowane na ulicy ulotki i gazetki, zapowiadały jakieś wydarzenia. Nie pomni na to, wyjechaliśmy. Jednak podczas pobytu za granicą my i inni polscy turyści, wszystkich dojeżdżających z Polski pytaliśmy o wiadomości z kraju.
Mimo zapewnień o stanie bez zmian, nie wytrwaliśmy do końca planowanego pobytu.

Zdobywane już na granicy gazety krążyły z rąk do rąk. Zmiany w rządzie, nowe twarze, nieznajome nazwiska -nie mówiły zgoła nic. Pełni emocji i rozterek dotarliśmy do domu. Było jak przed wyjazdem. Protesty, strajki okupacyjne, głębokie braki w zaopatrzeniu, zakłócenia w komunikacji; ludzie żyli w poczuciu zagrożenia. A z rządu napływały komunikaty o pogarszającym się stanie gospodarki oraz różne enigmatyczne ostrzeżenia.

W pracy, oprócz częstszych niż zazwyczaj wizyt opiekunów zakładu zawsze pytających o porządek i Zaproszenie. Podobne zaproszenie wykorzystałam w 1982 roku / Fot. Stefania Najsareknastroje wśród pracowników, panował pozorny spokój. Ja go nie podzielałam. Wreszcie, w pierwszych dniach grudnia zapytałam opiekuna wprost; odpowiedział: "nie będziemy mogli życzyć sobie Wesołych Świąt". I rzeczywiście!

Umówiona z siostrą, wczesnym rankiem w niedzielę 13 grudnia, chwilę przed wyjściem z mieszkania,
usłyszałam w tv głos gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Ogłaszał wprowadzenie stanu wojennego na terytorium całego kraju. Równocześnie, podał informację o internowaniu działaczy związku "Solidarność" i wspomagających go osób. Wzburzona pobiegłam budzić męża, a następnie do telefonu skontaktować się z siostrą. Niestety, telefon był głuchy.

Na ulicy ujrzałam posterunki wojskowe i formacje milicji. Wszyscy w bojowym rynsztunku i otoczeniu wozów bojowych oraz czołgów. Pełniący w nich służbę żołnierze i milicjanci oraz kilkuosobowe patrole kontrolowały przechodniów i samochody. Wprowadzono godzinę milicyjną, która obowiązywała od 22 do 6 rano. Pracującą w systemie trzyzmianowym moją mamę, dyrekcja zakładu wyposażyła w przepustkę uprawniającą do poruszania się po godzinie 22. List ocenzurowany / Fot. Stefania NajsarekPonieważ mama mieszkała za rogatkami Gdańska a komunikacji po godzinie 22 już nie było, opustoszałymi ulicami wędrowała na nocleg do mnie.

Zakazano zgromadzeń, zawieszono działalność związków i stowarzyszeń. Zmilitaryzowano wiele zakładów pracy, wprowadzono sądy doraźne. Ograniczono nawet wyjazdy służbowe do innych miast. W grudniu1981 roku taki mój wyjazd stał się możliwy dopiero po uzyskaniu zgody zainstalowanego w Urzędzie Wojewódzkim w Gdańsku szefa Sztabu Wojskowego (?), na pisemne uzasadnienie kierownictwa zakładu o bezwzględnej konieczności mojej obecności w Warszawie.

Korespondencja prywatna jaką otrzymywałam, nawet adresowana pismem dziecięcym, poddawana była kontroli, co oznaczano stemplem "ocenzurowano". Kiedy przywrócono łączność telefoniczną, słowa rozmówcy poprzedzał komunikat "rozmowa kontrolowana". W czasie trwania stanu wojennego, wielu Polaków przebywających służbowo lub prywatnie poza Polską,Załącznik do delegacji / Fot. Stefania Najsarek do niej nie wracało. Zdarzały się też przypadki porywania samolotów wraz z pasażerami. Latem 1982 roku, zaproszona przez przyjaciółkę do Lublany na chrzest jej dziecka, z Gdańska do Warszawy leciałam samolotem LOT-u w obstawie uzbrojonych antyterrorystów.

Natomiast powrót do Polski wspominam bardzo miło; był wyjątkowo sympatyczny. W Zagrzebiu ledwie dobudziłam konduktora polskiego wagonu. Otworzył mi nie dowierzając - jawa to czy sen. Od dłuższego bowiem czasu - jak mówił - byłam jego pierwszą pasażerką na tej trasie. Zaopiekował się mną też w sposób wyjątkowy. Przyniósł jugosłowiański koniak Cezar, który degustowany w towarzystwie powiększonym o obsługę czeskiego wagonu, zachęcał do prowadzenia żywej dyskusji o polskich aktualnościach i czeskich wydarzeniach 1968 roku.

Stan wojenny odwołany został dnia 22 lipca 1983 roku.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (25):

Sortuj komentarze:

tomfish, na bezczelne insynuacje, tu już odpowiadała nie będę.
Przy następnych, proszę liczyć się z konsekwencjami!

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 19.12.2008 17:24

Stefanio, moje skojarzenia są jak najbardziej poprawne. Niby dlaczego jedno ma wykluczać drugie ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tomku, to zdecyduj się.
Raz pod Księciem M. Różyckiego posądzasz mnie o romans z bliźniakami,
a tu z "niesłuszną" władzą. :)))
A tak poważnie; myślę, że masz braki w wiedzy o historii najnowszej Polsk,i a może
nie potrafisz czytać ze zrozumieniem ?

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 19.12.2008 11:17

Niesamowite, moja matka nie mogła dostać przepustki na wyjazd do Poznania do chorego ojca, pojechał mój ojciec, czyli zięć, nie był tak zaangażowany w związki.
Ty jeździsz, w tamtych czasach na wczasy. Musiałaś nieźle ściskać się z władzą .

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 16.12.2008 14:17

Steniu, wielki plus za to, że jesteś...... i to sobie cenisz! Lecz nie tylko Ty ten fakt cenisz i doceniasz :)))) Ciepło, Marr jr.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 16.12.2008 13:13

napiszę to tak , gaz płaczący = łzawiący ... bo mi ktoś zarzuci , że nie wiem

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 16.12.2008 06:31

Ja też jeździłam w okresie stanu wojennego bez zezwolenia do rodziców, z W-wy podmiejskimi liniami PKP , raz potraktowano wszystkich podróżnych na dworcu w W-wie gazem płaczącym , "odbilam" w boczne ulice, żeby jak najszybciej wydostać się z oparów gazu ... IS

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 15.12.2008 21:39

(+) Doskonałe...

13 grudnia 1981 zmarła moja babcia. Pamiętam mój strach, gdy jechaliśmy nasza syrenka z Wodzisławia do Świętochłowic, by moc być na pogrzebie. Bez zezwolenia, bocznymi drogami. Zezwolenia rodzice nie zdążyli załatwić.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Adamie, a teraz inny robal, pod innej barwy sztandarem sączy jad i zatruwa umysły, serca i dusze Polaków nienawiścią do wszystkiego co odmienne, co nie przystaje do jego specyficznej moralności.
To też śmiertelny wróg rozwoju mentalnego naszego społeczeństwa.
Ten też dysponuje zastępami zaślepionych wojowników; i to też jest groźne.
To smutne, że tak jesteśmy skłonni poddawać się szkodliwym wpływom.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+)
Zadumałem się...Doskonale pamiętam emocje... dziękuję za ten tekst pani Stefanio.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.