Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

34175 miejsce

Stan wojenny o smaku Bebiko 2

Bebiko 2 to w roku 1981 było mleko w proszku dla dzieci powyżej trzeciego miesiąca życia. Jak wszystko w stanie wojennym, było trudno dostępne dla zwykłego zjadacza chleba.

Wprowadzenie stanu wojennego, w pierwszej chwili, jak gdyby uszło naszej uwadze. 12 grudnia 1981 roku był normalną sobotą. Wieczorem do późnej nocy, a nawet wczesnego ranka bawiliśmy się w towarzystwie znajomych i przyjaciół. Mielimy już własny kawałek podłogi na wyremontowanym strychu więc to zazwyczaj u nas odbywały się imprezy. Gdy około dwunastej ktoś z gości oglądających w telewizji film zasygnalizował przerwanie programu, przypisaliśmy to awarii wiekowego telewizora marki Szmaragd i podgłośniliśmy muzykę.

Jeszcze kilka miesięcy temu byłem studentem. Nie bez oporów przyzwyczajałem się w wielkiej fabryce do smutnej konieczności zdobywania pieniędzy. Nasz pierwszy i jeszcze jedyny syn słodko spał u dziadków. Ci ze znajomych, którzy zostali spali gdziekolwiek.

Ranek był rześki. Niedziela i uwolnienie od potomka zachęcało do leniuchowania. Ponieważ nikt się jeszcze nie obudził postanowiłem sprawdzić co z telewizorem. Istotnie nie działał. Po chwili jednak ożył, prezentując generała Jaruzelskiego w całej krasie. Ogłaszał stan wojenny.

Nie pamiętam abym się bardzo zmartwił czy przestraszył. Ot jeszcze jedno utrudnienie w codziennym życiu. Do kartek na mięso, cukier, paliwo i co tam jeszcze, doszła godzina milicyjna. Ograniczenia w podróżowaniu i wzmożone patrole wojskowe. Obudziłem moją Mirkę (żonę) i poszedłem do rodziców po dziecko. Ojciec już zrobił rekonesans. Na rogu ulicy, przy koksowniku grzali się żołnierze. Co niezwykłe, zamknięta była pijalnia piwa. Pawilonik typu „akwarium”, o wdzięcznej nazwie Kufelek. Poza tym, nic nie zwiastowało wojny.

Generał chyba co godzinę powtarzał swoje. Nie likwidowaliśmy w panice nielegalnych broszur, gazetek czy książek. Słuchaliśmy wieści z „Wolnej Europy”. Sprawdziliśmy co u rodziców Mirki. Niedziela upływała. Opadały emocje. Mieliśmy węgiel. Mieliśmy dach nad głową, trochę jedzenia i kartek. Mieliśmy siebie i wspaniałego syna. Nic złego nie mogło się nam przytrafić.

Poniedziałek 14 grudnia 1981 roku zaczął się jak zwykle o piątej rano. Nie pamiętam czy zapomniałem o godzinie milicyjnej czy było mi wszystko jedno. Musiałem najpóźniej o wpół do szóstej ustawić się w kolejce pod sklepem spożywczym, w którym sprzedawano Bebiko 2. Dostarczano pięć pudełek i można było kupić tyko jedno. Gdybym był szósty w kolejce mój syn nie miałby zalecanego mleka.

Po drodze mijałem żołnierzy przy koksownikach, patrole milicyjne. Nikt mnie nie zaczepił i nie wylegitymował. Patrzyliśmy na siebie bez nienawiści. Raczej z sympatią. Dotarłem pod sklep bez przeszkód. W kolejce byłem trzeci. Po kilkudziesięciu minutach wracałem zwycięski z zakupami i pudełkiem mleka. Śpieszyłem się na siódmą do pracy. Rozpoczynał się pierwszy, normalny, dzień stanu wojennego.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

+) Cezary, Jolu, można było zwrócić się do mnie! - ja nie byłam "karmiąca". :)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Świetny artykuł, dziękuję

Komentarz został ukrytyrozwiń

Po Bebiko2 stałam i ja, to był rarytas. :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dobre i fajnie napisane. Swoją drogą urodziłem się w 81 w listopadzie i wiem co to znaczy niedobór jakichś produktów. Tzn rodzice mówili mi jak trudno było zdobyć choćby żółty ser. Jak dobrze, że dziś żyjemy w normalnym kraju.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.