Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

36275 miejsce

Stan wojenny oczami zwykłego obywatela

Kiedy się urodziłam było już po stanie wojennym. Od ośmiu lat Polska próbowała się odbudować, ludzie uczyli się żyć od nowa. Ale są i tacy, którzy wciąż pamiętają tamte czasy. Jednymi z nich są moi dziadkowie.

Gen. Wojciech Jaruzelski / Fot. screen z YouTubeKiedy 13 grudnia 1981 roku Wojciech Jaruzelski ogłaszał w telewizji wprowadzenie stanu wojennego, moja babcia była tuż po imprezie imieninowej. Rano, po całonocnym balowaniu, wyszli znajomi, a gospodyni zaczęła sprzątać. Aby zagłuszyć ciszę chciała puścić jakąś muzykę. Włączyła radio, a tam cisza. Włączyła telewizję, a tam cisza. Podniosła słuchawkę aby zadzwonić, a tam cisza. Pierwsza myśl – wojna, wybuchła wojna. Jako że jej mąż nie był za bardzo wstanie odpowiedzieć na jakiekolwiek pytanie, babcia kompletnie nie wiedziała co się dzieje. Po chwili w telewizji pojawił się komunikat. „Rada państwa w zgodzie z postanowieniami konstytucji wprowadziła dziś o północy stan wojenny na obszarze całego kraju” - usłyszała. Natychmiast pobiegła (trochę chwiejnym krokiem) do znajomych, z którymi jeszcze godzinę temu balangowała. Powiedziała im co się dzieje. Po jakimś czasie wróciła do domu i najzwyczajniej w świecie poszła spać.

Ironia losu. Kiedy wprowadzono stan wojenny, w domu moich dziadków trwała zabawa w najlepsze.

Mój dziadek studiował wtedy w Łodzi. Jeździł z Tomaszowa na zajęcia i za każdym razem musiał się legitymować. Kiedy przejeżdżało się z miasta do miasta należało mieć specjalne dokumenty. Pewnego dnia tradycyjnie ze znajomymi wybrali się na zajęcia. Był styczeń. Padał deszcz, śnieg. Na ulicy było ślisko W czasie podróży powrotnej zaliczyli wywrotkę. Wpadli do rowu. Na szczęście nic się nikomu nie stało, szyby w samochodzie też nie pękły, dlatego jedynie odwrócili samochód i pojechali dalej. Dojeżdżając do posterunku, gdzie zawsze każdego sprawdzano, milicjant tylko dziwnie się popatrzył i przepuścił studentów bez zatrzymywania. Chyba po raz pierwszy i jedyny w całej swojej „karierze”. Wszystko przez to, że Syrena 104, którą podróżowali miała wgnieciony dach i posterunkowy nie wiedział co to jedzie. Kilka dni później z Syreny 104 stał się nowy, możliwe że jedyny taki samochodów w swoim rodzaju, Syrena 104/105 ze względu na brak elementów ze starszego modelu.

Ironia losu. Wypadek samochodowy sprawił, że studenci obyli się bez stresującego, niepewnego legitymowania się.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.