Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

19702 miejsce

Stanisław Bareja nie żyje, ale „Misia” kręci dalej… z zaświatów

W ostatnim czasie na łamach Wiadomości24.pl pojawiło się sporo artykułów poświęconych edukacji. Wywołały one wiele komentarzy, świadczących o tym, że temat jest ciągle gorący. Nadeszła również pora na moje „trzy grosze”.

Każda, osoba związana z oświatą zna słowo „rozkład”. Dotyczy ono planu przygotowywanego przez nauczycieli we wrześniu, a zawierającego tematy, które należy zrealizować w ciągu roku szkolnego. Śmiem twierdzić, że obecnie, słowo to jeszcze mocniej kojarzy się ze szkołą i to nie tylko w przytoczonym powyżej kontekście. Otóż „rozkład” jest najlepszym określeniem stanu polskiej edukacji. Trudno bowiem znaleźć w niektórych działaniach nadzoru pedagogicznego jakąś spójność, a co najważniejsze logikę postępowania.

Jedno jest pewne, im więcej zapisanych bezsensownie papierów, tym lepsze poczucie oświatowych urzędników. Zawsze ktoś może zrealizować swoją wizję kosztem podległych mu nauczycieli.

Zacznijmy już od historii, a mianowicie dokumentacji potwierdzającej dokonania nauczyciela ubiegającego się o awans zawodowy. Koleżanka, która przystąpiła do tych działań w pierwszym rzucie kandydatów, dołączyła do swojej teczki nawet potwierdzenie z kasy biletowej stwierdzające, że rzeczywiście była z uczniami w kinie i nie próbuje nikogo oszukać. Nic dziwnego, że pierwsze komisje przeglądały u każdego nauczyciela po dwa bite segregatory różnego rodzaju zaświadczeń.

Z czasem okazało się, że w wielu szkołach tytuł nauczyciela dyplomowanego miały osoby, które właściwie nie zabłysnęły żadnymi spektakularnymi działaniami pedagogicznymi. Ludzie uważani w środowisku za fachowców, nadal byli tylko nauczycielami mianowanymi, bo nie chcieli marnować czasu na zbieranie zaświadczeń z wyjścia do kina. Potrzeba było wielu lat na podjęcie decyzji o odchudzeniu składanych teczek, a i tak myślę, że w jakimś stopniu przyczyniły się do tego np. ograniczenia lokalowe (w kuratoriach piętrzyły się stosy segregatorów), a nie rzeczywiste dobro nauczyciela.

Urzędnicy nie próżnują, więc bodajże w roku szkolnym 2006/07 pojawiło się w szkole nowe hasło „plany wynikowe”. Przełożeni robili poważne miny i zlecali podwładnym (nauczycielom) napisanie we wrześniu na cały rok planów zawierających oprócz tematów, przewidywane osiągnięcia ucznia w stopniu podstawowym i pełnym.

Jako, że nauczyciele od wieków mają wpajane, iż pełnią misję, pocili się i narzekali, ale upragnione przez władzę plany dostarczyli. Bomba wybuchła w październiku 2007 roku, kiedy to wskutek monitów co bardziej opornych belfrów, ministerstwo wydało komunikat apelujący do kuratorów i dyrektorów, aby zaprzestali egzekwowania papierologii, bo w myśl obowiązujących przepisów prawa oświatowego, nauczyciel nie musi pisać nawet tych osławionych rozkładów. Jego zadaniem jest bowiem nauczanie, a nie realizowanie czyichś wizji odnośnie zapełniania papieru teorią.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.