Facebook Google+ Twitter

Stany Zjednoczone czekają na huragan Sandy. Ucierpi 50 mln Amerykanów?

W Waszyngtonie ogłoszono stan wyjątkowy. Zamknięte są urzędy i szkoły. Nie kursuje także metro i kolej. Meteorolodzy ostrzegają, że huragan Sandy może okazać się jednym z najgroźniejszych kataklizmów ostatnich dziesięcioleci.

 / Fot. Matrek, Creative Commons 2.5 http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Palm_trees_in_Key_West,_during_Hurricane_Wilma.jpg?uselang=plPrezydent Barack Obama zaapelował do mieszkańców wschodniego wybrzeża, aby ostrzeżenia o nawałnicy potraktowali bardzo poważnie. W Waszyngtonie wprowadzono stan wyjątkowy. Nie działają szkoły, urzędy, a budynki mają zostać wykorzystane jako centra ewakuacyjne. Stan wyjątkowy wcześniej wprowadzili gubernatorzy Nowego Jorku, New Jersey, Connecticut, Massachusetts, Wirginii, Maryland i Pensylwanii.

Waszyngton i Filadelfia podjęły decyzję o zawieszeniu kursowania metra, kolei i autobusów. Komunikacja nie kursuje także w Nowym Jorku. Zapadły decyzje o zamknięciu siedziby ONZ i giełdy.


Zdaniem meteorologów huragan Sandy dotrze do wschodniego wybrzeża USA w poniedziałek wieczorem naszego czasu. Ma uderzyć na odcinku pomiędzy Waszyngtonem a Bostonem. Jak podaje RMF FM, skutki wiatru i intensywnego opadu deszczu i śniegu mogą dotknąć nawet 50 mln Amerykanów.

Zarejestruj się i napisz artykuł
Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Skoro w Polsce wszystko to wina Tuska, to analogia jest oczywista.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Grzegorzu skąd ta pewności .? Proszę nie rzucać słów na wiatr , tylko jakieś wyjaśnienie by się przydało .! Ja wiem swoje , ale nie rzucam slow na wiatr.? POZDRAWIAM.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To wszystko pewnie przez Mubaraka Obamę...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.