Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

45031 miejsce

Starsi ludzie w środkach komunikacji miejskiej

Centrum Warszawy, wczesne popołudnie. Autobus dłuższą chwilę stoi na przystanku. W końcu pierwszymi drzwiami wchodzi zmęczona, 79-letnia pani Jolanta. Z trudem pokonuje dwa wysokie schody wejściowe. Kierowca szybko odjeżdża. Pani Jolanta traci równowagę i niemal przewraca się na młodego chłopaka…

Po kilku sekundach ostrożnie przekłada torbę do drugiej ręki i mocno chwyta za poręcz przy siedzeniu. Spogląda na nią ten sam chłopak, na którego omal nie upadła. Wstaje i ustępuje miejsce.

Radość z bycia z kimś, nie tylko z sobą samym


– Dziękuję bardzo, wie pan, jadę prawie na pętlę, to jeszcze pewnie z pół godziny jazdy albo i dłużej. Siada. – Jadę do wnuczki. Zdolna dziewczyna, studiuje na uniwersytecie! Nauka nigdy nie sprawiała jej problemu. Poza tym od wielu lat chodzi na zajęcia tańca. Pamiętam, jak kiedyś opowiadała mi, że… Pani Jolanta przerywa w połowie zdania. Jej oczy smutnieją. Zauważa, że chłopak jej nie słucha. Ze znajdujących się w jego uszach słuchawek dobiegają dźwięki muzyki. Autobus ponownie opanowuje cisza.

Pięć przystanków później obok pani Jolanty siada kobieta w średnim wieku, z małym psem na rękach. – Jaki ładny piesek! Moja wnuczka, do której teraz jadę, też ma ładnego pieska. Kobieta uśmiecha się. Zaczyna opowiadać o swoim psie. Pani Jolanta jest wyraźnie szczęśliwa, że nawiązała kontakt ze współpasażerką. Rozmowa nabiera tempa, dotyka nie tylko tematu wnuczki i tańca, lecz także wielu innych: kierowcy komunikacji miejskiej („dlaczego oni tak gwałtownie hamują, dlaczego tak pędzą na zakrętach?!”), telefony komórkowe („wnuczka nauczyła mnie, jak się to obsługuje”) i… samotność. – Wie pani, mieszkam sama… Dobrze, że przynajmniej w autobusie czy w sklepie można sobie z kimś porozmawiać – kończy ze śmiechem i wychodzi z autobusu.

Radość z tego, że ktoś nas słucha


Pani Zofia ok. godz. 19 wraca ze mszy świętej. W drodze na przystanek dołącza do dwóch osób w podobnym wieku, które widziała w kościele i wdaje się w rozmowę. Idą razem, bez pośpiechu, nie zważając na lekki mróz. Nie pędzą do ciepłego domu, tak jakby chcieli jak najdłużej być razem. Najdobitniej widać to na przystanku. Chociaż wszystkie nadjeżdżające autobusy dowiozłyby ich w odpowiednie miejsca blisko domów, to jednak nie wsiadają do nich. – Nie, ten autobus jest stary i nieładny, poczekajmy na nowy – przekonuje nowych znajomych pani Zofia. Po kilku minutach oczekiwania znów namawia: - Nie, ten też nie, za dużo ludzi w środku. Może w następnym będzie luźniej i więcej miejsc siedzących, i ładniejsze siedzenia… Stojąc na przystanku, snują rozmowy na najprzeróżniejsze tematy. Głównym powodem bycia na przystanku okazuje się nie czekanie na autobus, a okazja do wydłużania pogawędki.

Wreszcie wchodzą do autobusu. Rozmowa nabiera tempa, ponieważ już na następnym przystanku jedna z osób opuści resztę grupy. Na kolejnym przystanku sytuacja się powtórzy… Zostaje tylko pani Zofia. Rozgląda się po autobusie i zauważa, że obok niej stoi mała dziewczynka, trzymająca mamę za rękę. – Jak masz na imię? Chodzisz do przedszkola? Do której grupy? – zasypuje pytaniami 5-letnią Kasię. – Ja mam w domu 12-letniego wnuczka, Krzysia. Dobre dziecko… Grzeczny, bystry. Tylko ma mało wolnego czasu: lekcje, zajęcia pozalekcyjne, treningi na basenie, a w domu nauka, odrabianie prac domowych... Spogląda na mamę Kasi i opowiada, że synowa pracuje w szpitalu na 3 zmiany, syn też cały dzień w pracy… Patrzy na zegarek i dodaje z nadzieją: - Może już ktoś wrócił do domu… Wszystkiego dobrego życzę! Kasia i jej mama uśmiechają się. Odwzajemniają życzenia. Pani Zofia również z uśmiechem opuszcza autobus. Jutro znów pojedzie do kościoła na wieczorną mszę…

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (23):

Sortuj komentarze:

Moja koleżanka zemdlała na przystanku... Nikt jej nie pomógł. Na szczęście na ten sam rzystanek po chwili dotarł jej kolega z klasy..

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dobry pomysł. Pasażerowie czasem głośno dyskutują i wytykają palcami młodego człowieka, siedzącego w załadowanym autobusie. A przecież może on np. mieć żylaki albo inną chorobę nóg, która znacznie utrudnia długotrwałe stanie. Jeśli chodzi o utratę przytomności, to moja znajoma co jakiś czas mdleje w różnych miejscach. Zawsze znajdzie się kilka osób, które jej pomogą, ale opowiadała mi, że kiedy po chwili odzyskuje przytomność, to czuje się niezręcznie, bo ludzie dziwnie na nią patrzą, tak jakby ją o coś podejrzewali...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus. Może teraz coś o tym, że nie każdy młody człowiek mdlejący w autobusie albo na przystanku jest narkomanem?.. Albo o tym, że młodzi ludzie też czasem potrzebują żeby im ustąpić miejsca (np. po operacji kolana kiedy stoją opierając się na kulach).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Się rozpisałem :P

Komentarz został ukrytyrozwiń

Skoro już dyskusja potoczyła się w stronę zalet i wad słuchania muzyki w busach, tramwajach, metrze to dodam coś od siebie. Czasem zdarza mi się "odgrodzić od świata słuchawkami", jak to ujął Przemek, ale wtedy dziwnie się czuję nie słysząc tego, co się wokół mnie dzieje... Mogę np. przegapić ciekawą informację (wczoraj np. usłyszałem z rozmowy dwóch kobiet o istnieniu firmy, która zajmuje się... oczyszczaniem energii w firmach :)) Dobry temat na artykuł. A kilka dni temu byłem świadkiem ciekawej rozmowy kontrolerów biletów: jeden z nich złapał młodą dziewczyną, która chciała uciec, ale jej się nie udało :P - robiła maślane oczy i z czarującym uśmiechem tłumaczyła, że wyjątkowo dziś zapomniała skasować bilet :) W tym samym czasie inny kontroler biletów dyskutował ze starszą kobietą, która miała nieważną kartę miejską, ale ta pani miała inną strategię - oburzenie, krzyk, kłótnia...
Poza tym z muzyką w uszach nie słychać, jak ktoś stojący za mną mówi "przepraszam" i chce np. wyjść z autobusu/tramwaju/metra. Nie słychać, jak ktoś prosi o skasowanie biletu, bo stoję bliżej kasownika. Nie słychać podziękowania za ustąpienie miejsca...
Na zakończenie porównanie: zatykamy uszy muzyką w miejscach publicznych, bo chcemy słyszeć przyjemniejsze dźwięki. A jeśli będziemy chcieli widzieć przyjemniejsze obrazy dnia codziennego, to co? Mamy zasłonić oczy jakimiś okularami wyświetlającymi piękne widoki? ;) Warto mieć zatem oczy i uszy szeroko otwarte na to, co się wokół dzieje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję wszystkim, a zwłaszcza Klarze za komentarze :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

@berg autor opisał centrum Warszawy, a ja właśnie mieszkam w centrum :>

Pomijając wartość merytoryczną tekstu, czyta się go przyjemnie i płynnie. A Klara ostatnio strasznie krytyczna :>

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Piotrze proszę się nie przejmować...:>

Komentarz został ukrytyrozwiń

cenna obserwacja, ale wyrażona w sposób, nad którym trzeba pracować. unikaj takich napuszonych określeń typu: pewna tabloidowa gazeta. jest to wydumane. albo"przejazd wzbudzi refleksję"- szkolne.
ja wiem, że nie każdy może być Sylwią Chutnik i o takich sprawach pisać tak jak ona, że chce się ryczeć i krzyczeć z wrażenia, no ale pracować nad warsztatem zawsze warto.
ale temat dobry.mimo że nienajlepiej zrealizowany, tak na 3 z plusem

Komentarz został ukrytyrozwiń

plus - sorki, zapomnialam wczesniej dodac. Plus za zaobserwowanie codzienności i ciekawe jej opisanie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.