Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9020 miejsce

Stary człowiek, a może!

Kończący w tym roku 36 lat John Terry przedłużył kontrakt z Chelsea Londyn o kolejny rok. Czy doświadczonemu obrońcy nowa umowa należała się za grę czy może za zasługi dla drużyny? Krótkie podsumowanie, jak (nie) traktować klubowych legend.

John Terry (u góry), Frank Lampard i Ashley Cole celebrują zdobytą bramkę. Sezon 2012/2013 / Fot. Shaun Botterill/Getty ImagesGiggs, Neville, Scholes, Carragher, Puyol, Maldini, Costacurta, Baresi, Zanetti, Bergomi, Totti. Każdy fan futbolu, z pewnością słyszał o tych nazwiskach. Co je ze sobą łączy? Oczywiście fakt, iż każdego z wymienionych graczy można określić przydomkiem „one-club-man”. Nazwiska te nieodzownie przywodzą na myśl konkretne kluby piłkarskie. Wymienieni przeze mnie gracze karierę mają już za sobą, za wyjątkiem Francesco Tottiego, który prawdopodobnie jeszcze nie zamierza wieszać butów na kołku, na jego biurku bowiem spoczywa już gotowa umowa, dająca kapitanowi AS Romy możliwość przedłużenia kontraktu. Jeżeli 39-letni Il Capitano zdecyduje się ją podpisać, a wszystko na to wskazuje, w barwach rzymskiego klubu spędzi 23 sezon. Czy ktoś z obecnie grających piłkarzy może równać się stażem z charyzmatycznym Włochem?

Sympatycy futbolu, zwłaszcza tego z Wysp, z pewnością dopatrzą się tu braku jeszcze jednej klubowej legendy. Mowa oczywiście o Johnie Terrym. Podobnie jak w przypadku Tottiego, persona gracza Chelsea z pewnością budzi wiele kontrowersji. Skazy na jego prywatnym życiorysie ochoczo opisywane były przez wszystkie angielskie tabloidy- od suto zakrapianych imprez w przeszłości, przez najgłośniejszy skandal z „wypożyczeniem” dziewczyny Wayne Bridge’a, wówczas klubowego i reprezentacyjnego kolegi, po rozprawy sądowe przeciwko braciom Ferdinand, o podłożu rasistowskim. Jedno jest pewne, łatki skandalisty Terry się już nie pozbędzie. Jeżeli jednak spojrzy się na Anglika przez pryzmat jego poczynań na murawie, czyli w taki sposób, jaki powinien robić to prawdziwy fan piłki nożnej, gra Johna nie pozostawi żadnych złudzeń. Mamy do czynienia z najbardziej doświadczonym i oddanym klubowi piłkarzem w obecnej Premier League. I nie chodzi tu tylko o pozaboiskowe deklaracje i rzucane na wiatr słowa, gdyż wieloletni kapitan i ostoja „prawdziwej Chelsea” zawsze zostawia na boisku całe serce. Niebieskie serce.

Gdybyśmy kilka, powiedzmy 4 lata temu, oznajmili jak będzie wyglądać końcowa tabela Premier League z zakończonego właśnie sezonu 2015/2016, pewnie niewielu by uwierzyło. Dlaczego TOP4 nie są w TOP4? Gdzie są te nazwiska, które budziły respekt i sprawiały że inne drużyny drżały przed Manchesterem United, czy Chelsea? Jedni skończyli karierę, inni zmuszeni byli odejść (niechlubna kwestia londyńczyków), niezależnie od powodu pewne jest jedno. Nie ma charakteru – nie ma jaj. Nie ma jaj, nie ma tytułu. Leicester miał jaja, zaangażowanie i wolę walki, co doprowadziło ich na szczyt tabeli. Można zatem bez problemu odnieść wrażenie, iż Czerwone Diabły i The Blues uległy kastracji. I choć można śmiać się, że Arsenal od lat wygląda i zachowuje się jak pół-kastrat, należy im uczciwie przyznać, że jakąś stabilizację mają zapewnioną.

Dlaczego nawiązałem do tych zespołów? Z prostego powodu. Zarząd Chelsea, z dyrektorem Michaelem Emenalo na czele, w ostatnich latach pokazał, jak nie powinno się traktować kluczowych graczy. Nieprzedłużenie kontraktu klubowej legendy i vice-kapitana, Franka Lamparda, pomimo jasnych deklaracji o chęci pozostania w klubie samego piłkarza i kibiców do dziś woła o pomstę do nieba. Pożegnania Ashleya Cole’a, Florenta Maloudy czy Petra Cecha. Pomijam sposób, z jakim Chelsea rozstała się z tymi zawodnikami, bez oddania należnych im honorów. Oczywiście, gracze starzeją się i choć fizycznie tracą na jakości, dalej mogą stanowić bardzo ważne ogniwo zespołu, czy to w szatni mentalnie czy na boisku. Uważam, że ich wsparcie i dyspozycja byłyby kluczowe właśnie w takich trudnych momentach, w jakich znalazł się klub w minionym sezonie.

Wraz z kończącymi się ligowymi rozgrywkami oczekiwałem uważnie na oświadczenie co do przyszłości Johna Terry’ego. I nie zawiodłem się. Dwa miesiące temu, w jednym z wywiadów stoper oznajmił, że choć pragnie zostać, nie ma żadnych rozmów o przedłużeniu umowy i prawdopodobnie będzie zmuszony odejść . Wybuchła oczywista wrzawa, bo z jakiej racji klub nie chce zaoferować kontraktu swojemu obecnie najlepiej prezentującemu się obrońcy. Obrońcy, który na Stamford obecny jest od 21 lat. Obrońcy, który zażarcie broni klubowych barw pierwszego składu od 18 sezonów. Obrońcy który od 12 lat z dumą nosi opaskę kapitańską. Obrońcy, który kocha swój klub i pomimo prawie 36 lat na karku daje z siebie absolutnie wszystko. Obrońcy, za którym murem stoi całe Stamford Bridge. Jeżeli podanie tej informacji do opinii publicznej było zabiegiem celowym, mającym na celu postawienie zarządu pod ścianą, to brawo John! Jak okazało się kilka dni temu, Chelsea jest jednak w stanie zaoferować swojemu kapitanowi, rzecz jasna roczny kontrakt. Na oficjalną informację o akceptacji warunków umowy nie musieliśmy długo czekać, choć wydaje się to oczywiste, bo jak mielibyśmy wytłumaczyć fakt, iż w kolejnym sezonie zobaczymy miotającego się w defensywie Branislava Ivanovica, a moglibyśmy już więcej nie ujrzeć grającego z numerem 26 Anglika. Gdyby jednak Johnowi nie zostałby zaproponowany kontrakt, była by to nie tylko wielka strata dla Londyńczyków. Była by to strata dla całej angielskiej piłki, bowiem Terry jasno deklaruje, że w żadnym innym klubie z Wysp nigdy nie wystąpi, choć pewnie chętnych na niego by nie brakło. Jestem zdania, że tego typu graczy należy pielęgnować między innymi właśnie ze względu na oddanie klubowi przez całą karierę, oczywiście jeżeli gracz wyraźnie nie spada poniżej swojego poziomu. A John jest w stanie dyrygować drużyną, zaliczać kolejne udane odbiory i śrubować ustanowiony rekord najbardziej bramkostrzelnego obrońcy w Anglii przez co najmniej kolejny rok, choć sam zainteresowany deklaruje chęć gry nie przez rok a przez kolejne 5 lat. Oczywiście w miejscu, gdzie ma status legendy. Legendy, na którą słusznie zapracował przez prawie dwie trzecie swojego życia.

Olaf Chyła

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.