Real Madryt wybierał się w sobotę na mecz z Deportivo La Coruna z dużymi obawami. Na stadionie El Riazor popularni Blancos wygrali po raz ostatni 2 listopada 1991 roku, dodatkowo w składzie brakowało zawieszonego Cristiano Ronaldo (nazywanego prze kibiców w Polsce Krystyną). CR9 otrzymał czerwona kartkę w ostatnim meczu z Malagą w Madrycie. Władze klubu, przekonane o magicznych właściwościach swojego gwiazdora, rozpoczęły batalię o odwieszenie Ronaldo. Do tego celu wykorzystali nawet... Leo Messiego. W dokumentach dostarczonych do Komisji Dyscyplinarnej Primera Division, znajdowało się nagranie z meczu Barcelona - Sevilla, gdzie „Atomowa Pchła” starając się uciec z „objęć śmierci” Marca Valiante również wymachiwał rekami podobnie jak uczynił CR9. Analogii (Ronaldo złamał nos swojemu przeciwnikowi) dopatrzyli się tylko włodarze i kibice klubu z Madrytu, a kara dwóch meczy, która otrzymał zawodnik została utrzymana w mocy.
Odczarowane El Riazor
Brak Portugalczyka nie zaszkodził Realowi, a nawet pomógł. W sytuacji gdy Kaka, delikatnie mówiąc, nie zachwyca do głosu doszli aktorzy drugiego planu - Guti i Granero. Obaj wychowankowie zaliczyli bardzo dobry występ, Esteban Granero otworzył wynik meczu i miał udział przy trzeciej bramce, a Guti rozegrał najlepszy mecz w sezonie. Real nie zagrał wielkiego meczu, grał dobrze przez 15 pierwszych minut każdej z połów, ale wystarczyło to w zupełności na wyjątkowo słabe Depor. Gracze trenera Lottiny wyglądali jakby cała nadzieja na zwycięstwo tkwiła w magii stadionu, której tym razem starczyło tylko na honorową bramkę. Mimo braków
w kadrze gości nie potrafili opanować środka pola, krycie Benzemy (autora dwóch bramek) wyglądało na mission impossible, tak jak gra w linii całego bloku obronnego gospodarzy.
Pedro nowy crack?Teoretycznie dużo łatwiejsze zadanie czekało lidera z Barcelony. Blaugrana wybrała się w podróż do Gijon, gdzie grała z tamtejszym Sportingiem. Gospodarze są typowym ligowym średniakiem, ale zdecydowanie zespołem swojego podwórka, gdzie m.in. Real Madryt zgubił punkty (remis 0:0). Mistrz zagrał w najmocniejszym składzie tylko bez kontuzjowanego Daniego Alves i podobnie jak rywal z Madrytu, nie olśnił. Jedyne co warto zapamiętać z tego meczu to gol Pedro i jego obecność w pierwszym składzie kosztem Henrego. Pedro jest trzeci w klasyfikacji najlepszych strzelców Barcy w tym sezonie za Ibrahimovicem i Messim i wygląda, że może posadzić utytułowanego Francuza na ławce na dłużej. Na marginesie, Guardiona wyrównał w sobotę rekord ilości wychowanków Barcelony w pierwszym składzie w meczu ligowym. W Gijon zagrało ich aż ośmiu.