Facebook Google+ Twitter

"Stay Alive" przereklamowany

Reklamowany pierwszym w historii wirtualnym horrorem, w rzeczywistości nie powala. Fabuła znana z "The Ring" i utarte schematy reżyserskie. Z niezłego pomysłu pozostał typowy hollywoodzki dreszczowiec.

fot. Materiały prasowe William Brent Bell (reżyseria) i Matthew Peterman (scenariusz i produkcja) chcieli stworzyć coś, czego w światowym kinie jeszcze nie było. – Co się stanie, jeśli u nałogowych graczy zatrze się różnica między światem rzeczywistym i wirtualnym? – zastanawiali się.

W końcu postanowili to sprawdzić. Tak powstała gra "Stay Alive", oparta na prawdziwej historii siedemnastowiecznej seryjnej morderczyni, węgierskiej arystokratki Elżbiety Batory (swoją droga, blisko związanej z polskim królem, Stefanem Batorym). Choć gra jest ciągle w fazie prób, jeden z bohaterów filmu zdobywa jej wersję testową. Postać którą kieruje, zostaje zabita. Okazuje się jednak, że wkrótce w ten sam fot. Materiały prasowesposób ginie on sam. Tak zaczyna się dramat pięciu jego znajomych. Poruszając się między rzeczywistością a cyfrową fikcją gry, będą robić wszystko, by nie ujrzeć złowrogiego "Game Over".

Podobieństwa zabiły różnice

Podobną fabułę pamiętamy z głośnego "The Ring", w którym kolejne ofiary związane były z tajemniczym filmem. Zresztą, oglądając "Stay Alive", nie sposób oprzeć się wrażeniu, że gdzieś już to wszystko widzieliśmy: zakrwawione dziewczynki, nienaturalnie sunące w kierunku bohaterów, zdjęcia w podobnych sceneriach, standardowe sposoby budowania napięcia.

Debiutancki film Williama Bella nie jest jednak tak wysmakowany, jak japońska produkcja. Choć miał zostać kinematograficznym hitem, powala jedynie swoją... zwyczajnością. W niektórych fragmentach pachnie wręcz kiczem, a wśród publiczności wywołuje – przez reżyserów z pewnością nie zamierzony – śmiech.

Kuźnia gwiazd Hollywood

fot. Materiały prasoweNa uznanie zasługują natomiast aktorzy. Jon Foster (znany z filmu "Drzwi w podłodze"), który wcielił się w postać Hutch O'Neila w pełni realizuje założenia reżyserskie. – Chcieliśmy znaleźć osobę, z którą widz utożsamiłby się od pierwszej minuty, bez ustanku mu kibicując – mówi William Bell. Jon taki właśnie jest. Hutchem stał się bez wysiłku. Nie sposób zgodzić się z krążącą w filmowym światku opinią, że to jeden z najbardziej obiecujących młodych aktorów Hollywood.

Również Samaire Armstrong, grająca Abigail – osobę nieobytą z grami, która dołącza do grupy na chwilę przed pierwszą tragedią – zasługuje na uznanie. Nieszablonowa uroda i ciekawa osobowość to jej główne atuty. – Zakochiwałam się w grach, tak samo jak Abigail – mówi Samaire. – Wcześniej grałam jedynie w Tetris i w pożyczony od brata Doom.

Wrażenie robią także Frankie Buniz (w filmie Swink Sylvania) i Jimmi Simpson (Phineas Bantum). Ten ostatni, zanim w ogóle trafił na plan, zarejestrował kamerą wideo siebie podczas grania na komputerze. – Zauważyłem, że robię bardzo idiotyczne miny – tłumaczy. – Starałem się odtworzyć je potem w filmie. Wygląda to kretyńsko, ale czy nie tak się zachowujemy?

fot. Materiały prasoweSzkoda, że dobra gra aktorów to jedyny element zasługujący w "Stay Alive" na uznanie. Muzyka i zdjęcia są przeciętne i – jak cała produkcja – typowe. Co ciekawe, film był kręcony w Nowym Orleanie i okolicach. Kilkanaście dni po zakończeniu zdjęć cała okolica została zniszczona przez huragan Katrina. Dość nieoczekiwanie, "Stay Alive" stało się więc pamiątką Nowego Orleanu, jakiego nie zobaczymy już nigdy.

Sam film jest zbiorem utartych, horrorowych chwytów, które zaczęły jednak nudzić już dawno temu. Choć czasem zdarza mu się trzymać w napięciu, to jednak już chwilę potem cały czar pryska, a na ustach widza pojawia się szyderczy uśmiech.

Ocena redakcji Wiadomości24.pl : 3/6 (na bardzo nudne popołudnie w sam raz).

Stay Alive
Premiera światowa: 24.03
Premiera polska: 11.08
Czas: 85 min.
Reżyseria: William Brent BELL
Scenariusz: Matthew PETERMAN, William Brent BELL

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 17.08.2006 21:47

Może warto też dodać, że film pełen jest gwiazdek małego ekranu. Tak np. pierwszy pechowiec- Looney- to bohater "Gilmore Girls", a October to nie kto inny jak postać z "One Tree Hill". Oba te seriale były niezwykle popularne w USA.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.