Facebook Google+ Twitter

Sternik Kaczyński i jego wioślarze

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2011-12-02 17:38

Poobijany i podziurawiony "okręt PiS", po wyrzuceniu za burtę trzech majtków buntowników, a następnie jeszcze kilkunastu, stoi obecnie na mieliźnie i buja się na wzburzonych falach, w dalekiej obcej krainie "Sześciu nieszczęść".

Poobijany i podziurawiony "okręt PiS", po wyrzuceniu za burtę trzech majtków buntowników, a następnie jeszcze kilkunastu, stoi obecnie na mieliźnie i buja się na wzburzonych falach, w dalekiej obcej krainie "Sześciu nieszczęść". Nic innego nie pozostało mu po sześciu przegranych. Kapitan i sternik w jednym, Jarosław Kaczyński, zagubiony w przestrzeni i w smoleńskiej mgle, nie ma pomysłu ani siły na ratowanie okrętu, wśród silnych wichrów polityki i trudnych fal zamętu.

Kurczowo dzierży twardą ręką swoją ukochaną partię, którą przez lata mozolnie pielęgnował, i walczył o jej szczęście jak matka o dobro swojego dziecka. Siedzi teraz prezes bezsilny na bujanym fotelu, bawiąc się w bezmyślną grę, puszcza czasem jakieś ratunkowe sygnały, np. o karze śmierci czy Trybunale dla ministra Sikorskiego. A na horyzoncie PiS, wyrośli we mgle jak duchy złe: wrogi Ziobro i Kurski, maska zdradziecka. Zdjęty lękiem Ziobrowej "Solidarnej Polski" wyruszył kilka razy po kraju, aby ratować to, co się da z tonącego "okrętu PiS".

Cynik uroczy, młody krakus Zbychu, pokrzyżował starego prezesa plany. Prezes marzył po szóstych wyborach przegranych, o rychłym "rozwiązaniu władzy" w kraju, na wzór węgierski. Warszawska ulica miała stanąć w ogniu walki dla dobra PiS i Polski a potem radosny, choć wciąż sztywny jak pal z powieści, Jarosław Kaczyński miał się na tronie premiera umieścić. Miał być premierem bez ministra "Zera", bo ten za burtą pływa, i z cienkiego Tuska się naigrywać. A tu pech. Niedoszły premier wpadł w taki stan, że nie wie, jak się nazywa. Doczekał się prezes Kaczyński płonącej ulicy w stoicy. Ale nie z tej okazji, jakiej chciał. Płonęła ulica przy narodowym święcie. A tenże raczył był temu faktowi kilka zdań poświęcić. Rzekł buńczucznie i ponuro, jak groźny psotnik z dawnych legend Tatara i Ruska, że burdy w nasze święto to przez Tuska.

Zaś uroczy cynik Zbychu żądał niewiele, tylko zmian w partii, aby mogła zwyciężać. "Sztywny pal" prezes tymczasem, chciał widzieć Zbycha tam, gdzie wstyd mówić wśród dam. Więc Zbychu jest tam, a prezes stoi na mieliźnie, czyli na obczyźnie. Stoi na mielizny grząskim gruncie i się zapada. Czasem do mikrofonu coś zagada, coś wypali, tak ot sobie, aby jedni się zdumieli a inni pośmiali. Czy będzie wprowadzał zmiany w PiS, o jakie Zbychu się bił? Woli nie. To tak niedawno śnił. Prezes woli, aby PiS stał się "funduszem emerytalnym dla Jarosława Kaczyńskiego i swoich przybocznych".
(Stanisław Cybruch)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.